RSS
 

Z Uzdrowiska Gurewicza w Otwocku.

07 cze

Podczas ubiegłych świąt w Uzdrowisku Gurewicza zgromadziła się elita społeczeństwa żydowskiego. Wśród licznych gości zauważyliśmy następujące osobistości:
Dr. Leopold Lubliner, Dr. Anastazy Landau, Dr. Julian Chorążycki, Dr. Gerszon Lewin, Dr. Ludwik Bregman, Dyr. Paweł Helfpern, Sen. Rafał Szereszowski, Dyr. Moszkowski, inż. Gustaw Birstein i inż. Mans Zeidenbautel.

Nasz Przegląd z 31 maja 1931 r.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Kronika wypadków w powiecie Warszawskim. Otwock.

25 maj

We wsi Kresy gm. Karczew [obecnie Otwock – Kresy] zmarł nagle Witold Olszewski, z niewyjaśnionej przyczyny. Ponieważ zmarły miał zatarg majątkowy z szwagrem swoim Pawłem Badniakiem, powstało podejrzenie, że nagły zgon Olszewskiego pozostaje z tym sporem w pewnym przyczynowym związku.

Dokonane oględziny powołanych organów stwierdziły najwyraźniej widoczne ślady uszkodzenia ciała w postaci sińców na twarzy i opuchnięcia kości prawej ręki. Okazało się, że Olszewski przez parę dni przed śmiercią pił bez przerwy, a po powrocie do domu wszczął bójkę z żoną. Dalsze dochodzenie w toku.

Głos Mazowsza z 13 marca 1932 r.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Głos mają czytelnicy. Prawdzie w twarz…

10 kwi

Otwock – miejscowość klimatyczna, Otwock – uzdrowisko „cierpiącej ludzkości” posiada już ustaloną sławę. Zjeżdżają się do niego ludzie, jak do jakiejś Mekki czy Medyny. Lasek i piasek, orzeźwiające powietrze przesiąknięte zapachem igliwia sosnowego, wygodne pensjonaty, wybitni lekarze itd. itd. – cały hymn pochwał.

Tak wygląda jednak Otwock tylko ze strony „tytułowej”; po obejrzeniu dokładnym, nie od strony Alei Niepodległości [ob. ul. Warszawska], Kościuszki, Sienkiewicza [ob. Armii Krajowej], wiele traci - wygląda po prostu jak – może nietyle mała – ile niechlujna mieścina. Wiele ulic jest niewybrukowanych, a niektóre są wybrukowane takimi „kocimi łbami”, że przechodniom, którzy zamierzają przedostać się przez jezdnię grozi nawet – że się tak przesadnie wyrażę – złamanie nogi…

W razie deszczu ulice toną – dosłownie – w błocie. I może słuszny jest projekt, aby w Otwocku założyć obok tylu innych, pięknie prosperujących zakładów, zakład kąpieli błotnych. Bo przecież i błoto jest, i chorzy by się znaleźli, a Otwock zyskałby nową sławę i nowych kuracjuszów, jak np. Piszczany…

W nocy na niektórych uliczkach panują osobliwe ciemności. Jest to może bardzo chwalebne, bo oszczędza się światło i zmusza ludność do wcześniejszego układania się do snu… Nikomu bowiem nie chce się spacerować po ciemnych wertepach. Jeżeli już kto musi, no to wtedy „błogosławi” wszystkimi możliwymi i niemożliwymi przekleństwami cały Otwock.

Pod względem zabudowania Otwock przedstawia się wspaniale. Szczególnie oko z „przyjemnością” zatrzymuje się na budynkach, do których przylega po kilka „ubikacji”. Przy tym w rozmieszczeniu budynków daje się zauważyć rzadko spotykana asymetria…

Warto, żeby miarodajne czynniki, które z tak pochwały godną pilnością ściągają taksę klimatyczną od kuracjuszów i niekuracjuszów, zajęły się też upiększeniem Otwocka.

Bołtaczówna

Odgłosy Otwocka z 23 kwietnia 1939 r.
Czytaj więcej w „Otwock w prasie 1930-1939″, Otwock 2016. Publikacja dostępna w Muzeum Ziemi Otwockiej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Świder przeciw Otwockowi.

07 kwi

Sprawa przyłączenia Świdra do Otwocka jest wciąż aktualna. Otwock dąży do rozszerzenia swych wpływów na najbliżej położone letnisko, gdyż w ten sposób mógłby pobierać taksę kuracyjną od letników, wynajmujących letnie mieszkania w Świdrze. Właściciele willi w Świdrze sprzeciwiają się temu projektowi, uważając, że Świder powinien być samodzielną jednostką gospodarczą i administracyjną niezależną od Otwocka.

Warszawski Dziennik Narodowy z 7 czerwca 1935 r.
Czytaj więcej w „Otwock w prasie 1930-1939″, Otwock 2016. Publikacja dostępna w Muzeum Ziemi Otwockiej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Otwock prosi o tunel na stacji kolejowej.

22 mar

Otwock rozwija się w ostatnich latach niezwykle szybko. Świadczą o tym najlepiej cyfry. W r. 1920 liczył 450 budynków mieszkalnych i 1 sanatorium, obecnie ma 2500 budynków w czym 9 sanatoriów.

Ludności stałej było w Otwocku w 1920 r. 8000, w 1935 r. blisko 20 000. Liczba kuracjuszów wzrasta z roku na rok i dochodzi obecnie do 40 tysięcy.

Mimo tak szybkiego rozwoju Otwock nie posiada do dziś dnia odpowiedniego dworca kolejowego. Dojście do dworca Otwockiego jest nader niewygodne. Pasażerowie zmuszeni obchodzić parkany kolejowe i wiadukty, tracąc wiele czasu aby dostać się do miasta.

Najradykalniej rozwiązałaby tę bolączkę budowa tunelu prowadzącego na perony, tak jak to na tej linii zrobiono w Falenicy i Wawrze.

O konieczności budowy takiego tunelu świadczą najwymowniej liczne wypadki śmiertelne, jakie miały miejsce na stacji Otwockiej w ostatnich latach.

Dobry Wieczór! Kurjer Czerwony z 25 lutego 1939 r.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Fantazja nie do wiary. Bank trjesteński w Karczewie i niemiecka izba handlowa w Otwocku.

06 mar

W nieprawdopodobny sposób oszukano na 7.000 dolarów znaną fabrykę instrumentów chirurgicznych „Fleischhacker et Co” w Berlinie.

Firma ta w kwietniu b.r. otrzymała zamówienie na duży transport instrumentów. Zamówienie nadesłał niejaki Hersz Grocholski z Otwocka, który prosząc o trzymiesięczny kredyt, powołał się na dwie poważne instytucje: oddział trjesteńskiego banku „Vesta” w Karczewie(!) i na niemiecko – polską Izbę Handlową w Otwocku. Firma „Fleischhacker” skierowała zapytania piśmiennie do owych dwu nieistniejących instytucyj i jakimś dziwnym cudem otrzymała znakomite referencje o p. Herszu Grocholskim. Upewniwszy się, co do solidności klijenta, fabryka wysłała natychmiast zamówione instrumenty.

Po trzech miesiącach, nie otrzymując z Otwocka ani pieniędzy, ani listu, zaniepokojona dyrekcja firmy wysłała delegata dla zbadania sprawy. Delegat zwiedził Otwock, następnie Karczew, nie znalazł ani niemiecko – polskiej Izby Handlowej, ani banku „Vesta”, wobec czego zameldował policji.

Jak się zdaje, nawet nazwisko oszusta było fałszywe. W Otwocku mieszka jakiś nieborak, nazwiskiem Hersz Grocholski, który handluje bajgiełkami, lecz z aferą nie ma nic wspólnego.

Nowiny Codzienne z 9 sierpnia 1932 r.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Atak żebraków na gości Otwockich. „Król” wydrwigroszów zorganizował blokadę ulicy.

02 mar

W drugi dzień żydowskich świąt pesachowych Otwock stał się widownią niezwykłego „wyczynu” miejscowych żebraków.

Obstawili oni gęstym szpalerem drogę, wiodącą w kierunku Śródborowa i przypuścili systematyczny atak na zażywających spaceru gości, którzy przybyli na święta do Otwocka.

Od każdego ze spacerowiczów żądano datku przynajmniej 10-groszowego.

Los usiłujących okupić się mniejszą kwotą lub zgoła odmawiających jałmużny nie był godny zazdrości. Żebracy obrywali im poły, opluwali ich i obrzucali straszliwymi klątwami.

„Pracując” w ten sposób do późnego, wieczora i polując zwłaszcza na romantyczne parki, żebracy zgarnęli pokaźne zyski.

Organizatorem oryginalnej „blokady” żebraczej był osławiony żebrak Otwocki Abrus, uchodzący za niekoronowanego króla miejscowych wydrwigroszów.

Rodzina Abrusów z dziada pradziada zajmuje się żebractwem. Za zdobyte w ten sposób pieniądze Abrusowie wybudowali sobie w Otwocku dużą willę.

Dzień Dobry! z 4 kwietnia 1937 r.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Pierwsza powódź w Otwocku. Uzdrowisko pod groźbą katastrof żywiołowych.

22 lut

Otwock i Śródborów znalazły się onegdaj pod znakiem powodzi. Wskutek kilkudniowej odwilży i gwałtownego tajenia śniegu w okolicznych lasach, woda niespodziewanie zalała niżej położone dzielnice Otwocka i Śródborowa.

Pod wodą znalazła się znaczna część ulic miasta, a przede wszystkim tereny przyległe do dworca kolejowego. Pod samym wiaduktem – na ul. Sienkiewicza [obecnie Armii Krajowej]– poziom wody osiągnął wysokość półtora metra, uniemożliwiając jakąkolwiek komunikację.

Po powodzi – ślizgawka

Na szczęście dalszy przybór wody został w samą porę powstrzymany przez spadek temperatury, ścinający powierzchnię jezior, w które zamieniły się ulice uzdrowiska.

Ulice te stały się rozległą ślizgawką. Komunikacji nie można wznowić aż do południa wczorajszego, kiedy to woda spod pokrywy lodowej zaczęła wsiąkać w ziemię.

Obecnie woda opadła już prawie zupełnie, po powodzi pozostały na niektórych ulicach, jak Żeromskiego, Mickiewicza [obecnie Kopernika], Warszawskiej i Kościelnej, zaledwie kałuże.

Miasto uniknęło poważniejszych szkód tylko dzięki przepuszczalności piaszczystych gruntów, które są zresztą głównym walorem stacji klimatycznej.

Konieczny przepust pod torami.

Powódź ta zapowiadała się początkowo groźnie. Toteż zarząd miejski Otwocka zawezwał pomocy z Warszawy. Zarządzono tu na wszelki wypadek specjalne pogotowie brygady robotniczej dla przekopania ścieków, gdyby wody dalej Otwockowi zagrażały.

Ponowna powódź w Otwocku wobec spodziewanej odwilży i dalszego tajania śniegów może się niewątpliwie powtórzyć.

Na pytanie, jak Otwock zamierza podobnym ewentualnościom zapobiec odpowiada nam burmistrz uzdrowiska, p. Skóra:

- Jakkolwiek powódź spotyka nas po raz pierwszy, to jednak nie była ona niespodzianką. W ostatnich latach rozparcelowano i częściowo wycięto znaczne obszary lasów na terenie wyżej od Otwocka położonej gminy Jabłonny. Zatrzymane dotąd przez las śniegi i wiosenne ścieki do pobliskiego Świdra spływają obecnie wzdłuż toru kolejowego do Otwocka i Śródborowa. Konieczna więc jest teraz budowa specjalnego przepustu dla wód wiosennych – pod torami kolejowymi powyżej Otwocka. Zarząd miejski, zdając sobie sprawę z konieczności tej inwestycji, interweniował kilkakrotnie u władz kolejowych o zezwolenie na budowę ale jak dotychczas, bezskutecznie. Spodziewamy się, że obecny wypadek będzie za tym dostatecznie przekonywującym argumentem.

Dobry wieczór! Kurjer Czerwony z 4 marca 1937 r.
Czytaj więcej w „Otwock w prasie 1930-1939″, Otwock 2016. Publikacja dostępna w Muzeum Ziemi Otwockiej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

W Świdrze drogo – w Otwocku jeszcze drożej. Huśtawka cen w Świdrze i bolączki Otwocka.

14 lut

Linja letniskowa Falenica – Józefów – Świder – Śródborów – Otwock była zawsze jedną z najbardziej przepełnionych i zarazem najdroższych. Rozległe lasy sosnowe, suchy, leczniczy klimat, wreszcie niewielka stosunkowo odległość od stolicy przyciągały rok rocznie olbrzymie rzesze mieszczuchów, spragnionych wypoczynku i słońca.

Korzystne warunki zdrowotne okolic Świdra i Otwocka były potężnym magnesem. Z drugiej strony jednak wygórowane ceny mieszkań i pensjonatów działały odstraszająco. Za letniska w Józefowie czy Świdrze płaciło się zawrotne sumy, pensjonaty pobierały ceny niejednokrotnie wyższe od cen w pensjonatach nad morzem, czy nawet zagranicą. Mimo to, o każde ładniejsze mieszkanie trzeba było staczać istną walkę, zamawiać je i zadatkować przynajmniej pół roku wcześniej.

W pierwszych latach kryzysu – ogólny spadek frekwencji w letniskach podmiejskich musiał oczywiście wpłynąć na poskromienie apetytów właścicieli Świderskich czy Otwockich will. Niemniej okazuje się, że ceny w tych osiedlach utrzymują się na poziomie wyższym, niż w innych letniskach podwarszawskich, nadając linji Świder – Otwock charakter „arystokratyczny”. Arystokratyczny oczywiście ze względu na ceny, a nie luksusowe urządzenia czy komfort…

Rój pośredników

Nową, gładko wyasfaltowaną szosą, wzdłuż miedzeszyńskiego wału nad Wisłą ciągną sznurem wozy spiętrzone meblami, pierzynami i garnkami – niezawodny znak, że pielgrzymka letniskowa w kierunku Świdra i Otwocka mimo wczesnej pory i chłodnych jeszcze dni już się rozpoczęła.

Ogromne obszary nieskazitelnie białego piasku i wąska wstęga rzeczki Świdra pod sosnowym lasem znamionują, że zbliżamy się do największego osiedla tej trasy – Świdra. W willach świderskich może znaleźć pomieszczenie około 60 rodzin, nie licząc pensjonatów, które rozporządzają przeważnie kilkunastu pokojami.

Zaledwie wkracza się w obręb świderskiego lasu, gdzie przeświecają przez drzewa drewniane i murowane wille z werandami – jest się od razu osaczonym przez zgraję chłopaków, którzy natrętnie ofiarowują swe usługi przewodników. Każdy zachwala jak może ten lub ów pensjonat, orientuje się doskonale, gdzie i jakie ceny, jakie warunki mieszkaniowe, kto, kiedy i gdzie wynajął mieszkanie.

We wsi Świder najtaniej

Po doświadczeniach w Zielonce i Jabłonnie, gdzie można było dostać bardzo ładny pokoik z kuchnią i werandą już za 80 – 100 zł., ceny mieszkań w Świdrze wydają się bardzo wygórowane. Jeden pokój z kuchnią w willi prywatnej kosztuje od 180 do 240 zł., dwa pokoje z kuchnią cenią przeważnie 300 zł. Właśnie przed kilku godzinami wynajęto dwa duże pokoje z kuchnią za wysoką, jak na kryzysowe czasy, sumę 375 zł.

To jest górna granica cen świderskich, ci letnicy bowiem, którzy przyjeżdżają tu już od kilku lat i znają stosunki świderskie, potrafią urządzić się taniej, wynajmując letnisko u chłopa. Wieś Świder położona pod lasem w pobliżu rzeczki, otoczona owocowemi ogrodami, wygląda niemniej malowniczo, niż luksusowe wille „arystokratycznej” letniskowej dzielnicy w głębi lasu. Chłopskie chałupy, czyste i porządne, nie wyglądają wcale gorzej od pensjonatowych pokojów, a kosztują znacznie taniej. Przeciętnie żądają za nie 150 zł. za sezon (pokój z kuchnią) – przytem jeszcze chłopi skłonni są do ustępstw. Zjazd w tym roku jeszcze niewielki – jak wszędzie zimna wiosna działa odstraszająco. Mimo to właściciele domów pełni są optymizmu – gdy nadejdzie pełny sezon z pewnością wszystkie wille będą wynajęte. Niema tygodnia, by nie sprowadziły się 3 – 4 rodziny.
Ci wcześniejsi letnicy – to stali goście Świdra, którzy nie wyobrażają sobie, by można było spędzić lato gdzie indziej, i zjeżdżają z małemi dziećmi już w połowie maja.

Kryzys najbardziej może odbił się na cenach pensjonatowych, koszt bowiem dziennego utrzymania i mieszkania waha się obecnie od 5 do 8 zł. dziennie. Jeśli przypomnimy, że kilka lat temu ceny te wahały się od 12 – 16 zł., przekonamy się, że różnica ta jest olbrzymia.

W Otwocku

W Otwocku letnisk do wynajęcia właściwie niema – co zresztą jest zrozumiałe, gdyż rodziny, posiadające małe dzieci, t.j. główna klientela letnisk, boją się przyjeżdżać tutaj, gdzie, jak mówią, „bakcyle gruźlicy unoszą się w powietrzu”. Istnieją tylko liczne pensjonaty oficjalne i tajne. Co jest przerażające, to to, że 99 procent stałej i napływowej ludności Otwocka stanowią Żydzi. Na 86 pensjonatów, istniejących w Otwocku, zaledwie kilka jest chrześcijańskich, reszta należy do właścicieli Żydów.

Ceny pensjonatowe w Otwocku prawdopodobnie ze względu na jego właściwości lecznicze, są jeszcze wyższe niż w Świdrze, wahają się bowiem od 6 – 15 zł. dziennie. Istnieje jednak szereg domów prywatnych, które prowadzą t. zw. „ciche” pensjonaty: pozornie wynajmują tylko mieszkanie „kuzynom” i „znajomym” i stołują ich gościnnie. „Kuzyn” płaci za „gościnność” 4 – 5 zł. dziennie, a więc taniej niż gdziekolwiekindziej, właściciel domu unika licznych świadczeń i podatków, nałożonych na pensjonaty istniejące oficjalnie – i obie strony są zadowolone.

Smutna strona medalu

Mieszkańcy Otwocka narzekają na fatalne warunki sanitarne tego miasta, warunki, które nie ulegają od lat żadnej poprawie, mimo wysiłków miejscowego magistratu. Otwock dotychczas jeszcze nie posiada kanalizacji, zresztą przeprowadzenie sieci kanalizacyjnej jest właściwie prawie niemożliwe: wille Otwockie porozrzucane są w dużych odległościach jedna od drugiej i koszt kanalizacji, jaki przypadałby na każdego właściciela byłby niewspółmiernie duży. W teorii mówi się, że kanalizację trzeba zrobić, w praktyce zaś… wylewa się nieczystości na puste i zatruwa w ten sposób powietrze sąsiednim mieszkańcom.

Również w zakresie wykonywania przepisów sanitarnych co do handlu mlekiem, pieczywem i t.p. notuje się karygodne niedbalstwo.
A temu chyba możnaby zapobiec bardzo niewielkim kosztem. Z poczynań Magistratu Otwockiego, zasługujących na pochwałę, wymienić należy wykończenie zakładu hydropatycznego w podziemiach kasyna, zaopatrzonego w najnowocześniejsze urządzenia: zakład ten zostanie uruchomiony już w bieżącym sezonie letnim.

Orz.
ABC z 19 maja 1935 r.

Czytaj więcej w „Otwock w prasie 1930-1939″, Otwock 2016. Publikacja dostępna w Muzeum Ziemi Otwockiej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Monte Otwockie

01 lut

Wieść rozkoszna i zdawna oczekiwana roznosi się zwolna po całej Rzeczpospolitej. Po długoletnich debatach, zwlekaniach, odkładaniach i ceregielach wreszcie pozwolono na otwarcie wielkiego Domu Gry, oczywiście, w najbardziej uroczym zakątku, jaki tylko udało się ze świecą znaleźć w naszym kraju.

Moraliści i utylitaryści

Na instalowanie takiego zakładu w ojczyźnie można mieć zapatrywania rozmaite i poglądy także sprzeczne. Zależy zawsze od humoru i od gatunku sugestji. Rano rozmawia się na ten temat z surowym moralistą, który taką całą instytucję odrzuca z miejsca potępiając, co się wlezie.
I przytacza na poparcie sto lub sto dwadzieścia argumentów. I wtedy wraca się do domu wprost trzęsąc się z oburzenia, że coś podobnego może stanąć za ziemi Piastów i Popielów i że i z tego brudnego źródliska państwo ma czerpać swe nowe dochody.

Wieczorem spotka się normalnego utylitarystę, pozytywistę, oportunistę, względnie jegomościa, co to w Europie tu i owdzie bywał, nie z jednego pieca węgle wyjadał, nie z jednym beczkę soli przehandlował, ocierał się dużo i przetarł, co się wlezie. Ten znowu wyjeżdża ze swymi argumentami, niepozbawionemi czerstwego cynizmu i krzepkiej nowoczesności.

… Domy gry bywają wszędzie. Ten naród ma walki byków, tamten walki kogutów, ten giełdę, tamten loterję. Ale zawsze lepiej, aby swój do swego po swoje, a nie na wynos. Francja porządny naród czy nie porządny? Porządny. A rocznie zgarnia powyżej 400 (czterysta) miljonów franków z domów gry, kasyn i z koników. Szwajcarzy porządny naród? Porządny, wzorowy! Prawda? Cnotami aż od nich kapie. Solidny, uczciwy, przykładny. Do roku 1925 były ruletki w Genewie, w Lugano, Lucernie, Bernie, Montreux, Interlaken i jeszcze tu i owdzie. W r. 1925 pozamykano. Prohibicja od hazardu. Odrazu cyfra turystów i to „forsowniejszych”
(od forsy) turystów zaczęła spadać na łeb na szyję i to nie z gór, nie z turni, tylko w ogóle absencja, sanotaż i bogate Angliki do Evian, do Deauville, do d’Enghien, do Trouville i na Jasny Brzeg. Hotelarzom zaczęły nosy opadać na kwintę.

My chcemy rulety.

Wreszcie w r. 1929 zaczęła się agitacja, propaganda, wiece, pochody, demonstracje, plebiscyty: my chcemy rulety! Nie dla siebie! Nie. Lecz dla gości, dla etranżerów i forestierów, dla innostranców! I przeparli. Młodzież sobie idzie na turnie, uprawia sporty zimowe i letnie, leczy w Davos gruźlicę. Starsi i starsze rżną w brydża, a w wolnych chwilach pójdą na koniki lub zgoła i w ruletkę zaryzykują co-nieco franusiów czy szterlingów. Ludzkie to arcyludzkie. Nikogo tem nie zgorszy. Ma kto na ruletkę, to sobie gra, niema, to idzie na spacer lub do kina. Przegra to przegra, nie pierwszy i nie ostatni. A zastrzeli się to się zastrzeli. Widocznie nie było mu pisane dożyć lat Matuzalemowych. I tak tych ludzi na świecie za dużo. Hyperprodukcja wprost niemożliwa i sam seryjny wyrób. Lepiej, że rodacy zostawiają gotówkę w swoim „Domu Gry”, niżby mieli ostatnie oszczędności wywozić do Monaco…

Tak lub podobnie argumentuje człowiek nowoczesny względnie egoista narodowy, czyli państwowiec pospolity, który rozumuje kategorjami materjalistycznemi, ekonomicznemi, manchesterskiemi. Co takiego heretyka obchodzi etyka, etos, portos… aramis… On poprostu nie chce, aby złoto wyciekało z ojczyzny, ale wprost przeciwnie, żeby do niej licznemi strumykami wpływało. Jeżdżą na Jasny Brzeg lub do Trouville czy Deauville narody zachodnie, to można tutaj zmontować coś takiego, coby przyciągało i fascynowało, stało się atrakcją dla plemion i ludów wschodnich i sąsiadujących z nami. A nuż się zwabią i zaczną przyjeżdżać wielcy przemysłowcy litewscy, bankierzy białoruscy, bojarzy rumuńscy, magnaci węgierscy, miljonerzy łotewscy z Rygi lub zgoła junkrowie wschodnio-pruscy. Niech się uda tylko odciągnąć część bywalców z „Jaskini” sopockiej, a już nasza wygrana a Prusakom sadła za skórę się naleje.

Gdzie i jak?

Gdy się tędy już akceptowało platformę utylitarystyczną i podejście do problemu państwowego, rozchodzić się już będzie tylko o to, gdzie i jak, w którym punkcie na mapie, w którym miejscu?

I tu znów, oczywiście, ile głów tyle rozmów. Jedni radzą w Jastarni, inni na Cyrli, tamci nad Czeremoszem, a inni w Kartuzach nad jeziorem (Kaszebska Szwajcarja), tamci w Trokach pod Wilnem, inni w Brzuchowicach pod Lwowem, jedni w Nałęczowie, inni w Pieskowej Skale. Ten widział zamek w Rydzynie i radzi Rydzynę, ów znów był w „Polskim Meranie” i radzi… Zakopaniczom pewien dygnitarz, zdaje się Zaduch, obiecał, że będzie w Zakopaństwie, ale znowu Białowieżanom inny mandaryn Wu dał słowo, że w środku puszczy.

I jak to zawsze w Polsce: sejmokracja, partyjnicość i na jedno zgodzić się nie mogą, choć jasne jest, że taki Dom Gry musi być w najcudowniejszym cichym zakątku pejzażowym, żeby ci, co narazie nie grają, mieli sobie co oglądać i westchnąć, że jednak świat jest piękny, a tu trzeba się z życiem pożegnać i palec na cyngiel.

„Wielka spluwaczka”

Kilka lat się różne grupy i partje swarzyły co do wyboru miejsca najpiękniejszego w kraju, godnego rywalizować z Montreux lub z Ostendą, z Homburgiem lub Engadinem, aż wreszcie znów musiał przyjść jeden jedynak, z Salomonowym mózgiem Herkulo i ten przeciął węzeł gordyjski jednym susem, po dyktatorsku: Otwock, Saint-Otwockie, Monte Otwockie!

Zachodzi teraz pytanie pryncypalne i globalne: czy było całej Polsce miejsce bardziej odrażające względnie wstrętniejsze albo w ogóle ohydniejsze? Po drugie: czy to osiedle, które ongiś St. Brzozowski nazwał „wielką spluwaczką” naprawdę przypomina Homburg względnie Gartein? Po trzecie: czy jest nadzieja, żeby Anglicy zamiast na wyspę Man lub do Kairu zajeżdżali tłumnie do Monte Otwock? Po czwarte: czy po włożeniu 50 miljonów dolarów przy współpracy najtęższych polskich urbanistów, pejzażystów, krajoznawców i architektów, da się z tej na razie skromnej, ale nie pozbawionej wdzięku dziury względnie dziurska, względnie obrzydlistwa zrobić i wytworzyć coś miłego dla oka i nosa, co przyciągałoby chmary turystów, względnie co majętniejszych Rusinów, Poleszuków, Łotyszów, Słowaków, względnie Litwinów, lub Węgrów? Czy da się w te strony nakierować Niemców odciągnąwszy ich od Copot lub Czechów, odciągnąwszy ich od Piszczan czy Luchaczowic?

Fauna tubylcza

Otóż to właśnie jest problem, jest dylemat, jest kwestja, the question. Na Amerykanów liczyć zdaje się nie będzie można. Mają oni swoją Florydę, Miami, Palm-Beach, Seattle i t. p. i na tem poprzestaną. Nawet najbardziej „konstruktywna propaganda“ w tym wypadku okazałaby się bezsilną. Z tego gatunku turystów trzebaby zdaje się stanowczo zrezygnować. Narazie oprzeć się i liczyć można tylko na klijentelę swojską, rodzimą, i nadwiślańską, na gatunek domorosły, na faunę tubylczą, made in Poland. To jest materjał pewniejszy i do pewnego stopnia nie ulegający zakwestjonowaniu. Za tak zwaną granicę, w cudze kraje, w obce raje materjał ten już wyjeżdżać nie będzie w żadnej możności. Poprostu są już skazani dożywotnio na patriotyzm widowiskowy („Cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie co posiadacie)… Jakby już przeczuwając, co ich czeka jeszcze w r. 1930 (ostatni rok prosperity) wykupili 100.000 paszportów (sic), by tylko pożegnać się poraz ostatni z Europą przed zapadnięciem wieczystem na ojczyzny łono. Już w roku 1932 niema i nie będzie mowy o żadnych familijnych gremialnych wyjazdach do kurortów i rivierów. W kraju, w krajowych „perłach” będzie to to musiało wszystko siedzieć, swojskim pejzażem się „napawać”, może i klnąc na czem świat stoi, zionąc goryczą, a rezygnacji pełne…

Desperacka klijentela

I oto na ten to materjał ludzki, na tę frekwencję, na tę nieco i desperacką klijentelę może stuprocentową pewnością liczyć nasze Monaco Otwockie. Te ludzie będą tak rozwścieklone, że do wszelkiego hazardu i ryzyka zdolne. Te typy będą musowo masowo zjeżdżać Lincolnami, Cadillacami i Roll-Mopsami do Monte Otwockie, stawać po luksusowych hotelach Waldorf-Astoria, Criterion, Espluwade, Majestic, Edward VIII, Małgorzacin, Windsor-Castle, Danuta, Cumberland, Dziadoszyn i od rana do nocy i od nocy do rana spuszczać tu całe fortuny, zastawiając w krytycznych momentach nawet plomby złote i pióra samopiszące.
Na innych turystów prócz naszych najmilszych fetorystów też dużo liczyć nie można odkąd pan Starzyński spóźnił się ze swoją „komisją międzyministerjalną do zbadania zagadnień turystyki”, ze swym „niezwłocznie niezbędnym państwowym urzędem turystycznym, utworzonym przy M. B. P.” i odkąd generał Neugebauer „dla wzmożenia turystyki w państwie obłożył haraczem samochodztwo”.

Kto zacz… sta-wiacz.

Teraz już pies cudzoziemski z kulawą nogą nie chce ani słyszeć o zwiedzaniu naszego krajobrazu co dopiero cudzoziemiec sam. Kalkulować tedy trzeba Kasyno Otwockie i kombinować na samych swoich. Dużo też tego nie będzie. Aczkolwiek bowiem „Chicago Daily Tribune” z 26 marca pisała, że w Warszawie lokale restauracyjne, dancingi, divertissementy i etablissementy pełne, to my tu na miejscu jednakże wiemy, co, jak i kiedy i kto zacz… sta-wiacz…

Aparatczyki

Deterdungów i Morganów w Warszawie już niema. Ani agrarjuszów, ani patrycjuszów. Ani złotej młodzieży, ani bogatych kupców, inżynierów, adwokatów. Forsę ma i bawi się i używa i rumbuje i szyku zadaje już tylko w wyłącznie falanga aparatczyków. Tout comme chez… Moscou. Oguś, Kizio, Malerek. Aparatczyki. Wyższa biurokracja, wyższa sejmokracja, sanatory i bebewory. Aparatczyki. W Zakopanem mieszkają se w Bristolu (taki standard of life), a w „Morskiem Oku” szwedzki puncz se piją popołudniu (taki savoir-vivere). Maniery okupańskie, joie de vivre okupańska, manicury, stenotypistki, sekretarki, urzędniczki, garsonki, radosna twórczość knajpiana i taneczna. Słyszał jeden z drugim, że Chamberlain gra rano golfa, więc wojewoda Centuś czy parlamencki wodzirej też jest „w formie” i ślizga się i tańczy co drugą noc coram publico to w Adrji to w Oazie. A inną ekscelencję znów aż wynoszą ze Savoy’u tak mu byczo. Nowi panowie… Aparatczyki. I mają forsę. Kelnerom w lwowskim Sanssouci od 20 lat jeszcze zostali winni, Hipciowi portek nie pooddawali, ale są Sans souci i Sansfacon. Aparatczyki. Już tylko oni mają monety. No i ostatnie Geldhaby jeszcze na coś sobie mogą pozwolić.
No i defraudanser jaki taki jak się trafi. Aparatczyki i żygolaki. Przedmurze cywilizacji – Antimorale Analfabeocji. Nie tyle crème de la crème ile crème de la Choumovinne.

Dla tych wyższych dziesięciu tysięcy aparatczyków takie Monte Carlo w Otwocku będzie w sam raz „comme il faut”. I lux i styl odpowiedni. Miało Monte-Carlo swego Radziwiła, to i tu raz zawitać może inny. Panowie Burda i Sanojca także. Wiślicki będzie lordem Melchettem czy Jamesem Montefiore tego kasyna. Rachele z Krochmalnej będą robiły Amerykanki z Fifth-Avenue New York. Krupierzy zamiast starego: M. faites votre jeu! będą wołały: Jazda Sanacja stawiać! Powietrze będzie ciężkie w tych… salonach i niczem nie przypominające Atkinsowskich perfum… Ale okna na „spluwaczkę” Otwocką i na park z palmami będzie można otwierać
od czasu do czasu.

Dużą konkurencję stworzy Kasyno Otwockie dla warszawskich Adrji i Bodeg i Oaz, ale radosną twórczość taneczną i pijacką okupaństwa przeniesie bądź co bądź poza peryferje stolicy. A to ważne.

Adolf Nowaczyński
ABC Nr 103, 9 kwietnia 1932r.

Czytaj więcej w „Otwock w prasie 1930-1939″, Otwock 2016. Publikacja dostępna w Muzeum Ziemi Otwockiej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii