RSS
 

Otwock – radosna przystań znużonych. Wrażenia z wycieczki do podstołecznego królestwa sosny.

26 mar

Ktoby, opierając się na świadectwie kronik lat 1740-tych, jechał dziś do Otwocka z nadzieją ucięcia sobie polowanka na łosie, dziki i niedźwiedzie, tenby się rozczarował. Śladu tam niema po grubszej zwierzynie, ani po wielkich ukoronowanych łowcach – Auguście II, rosyjskim Piotrze Wielkim, Auguście III…

Głupie dwa stulecia minęły i jakież zmiany! Ze starego zamku – ruiny. Zamiast dzikich kniei – laski sosny karłowatej o puszystych konarach, bogatych w igły, fabrykantki chlorofilu, tlenu, błogosławione ozonatory. A wśród tych lasów, zalegających mnogie setki hektarów – mieszka 20 tysięcy osób stale i tyleż czasowo. Przed 200 laty taką liczbę mieszkańców z trudem gnieździły ciasne mury stolicy.

Jak wszystko w Polsce oswobodzonej nagle z niewoli politycznej i gospodarczej, tak i Otwock jest stekiem kontrastów i niespodzianek. Widać tam całą gamę od przedwojennej biedy cywilizacyjnej do obecnych dzieł racjonalizacji, polegającej na gospodarce samorządowego działacza higieny i kultury.

Więc obok śmiesznych „letniaków o charakterze wschodnim” – deski, deseczki, patyczkowate ganeczki i balkoniki, a wszystko rozpaczliwie zielonkawo-brunatne – wyrosło w Otwocku i przyłączonym doń Śródborowie mnóstwo dworków o szlachetnych linjach swojskich lub modnych obecnie sześcianów.

Przy ubogich straganach i budach handlarzy, kulturalniejsza część ludności może się zaopatrywać w produkty spożywcze w przeróżnych sklepach. Zamiast 17 piekarni niechlujnych, w których półnagie brudasy miesiły spoconemi rękami ciasto wadliwie fermentujące, dziś stoi wzorowa piekarnia spółkowa, mechaniczna, gdzie można pracować wzorowo.

Niewątpliwie ciężkie musi być borykanie się tendencyj rozwojowych z ciasnym krótkowzrocznym egoizmem ludności nie wychowanej w więzi społecznej. To też z tym większym podziwem wycieczka nasza zwiedzała Otwock, poznając jego potrójną rolę: osiedla ludności stałej, miejsca wypoczynkowego i uzdrowiska.

Zapewne Otwock, jako obiekt urbanistyczny, nie jest zbyt pociągający i nie pomogą tam na razie najheroiczniejsze wysiłki burmistrza Górzyńskiego, ani całego zespołu radnych i najpoważniejszych obywateli, gdyż niema z czego czerpać na inwestycje – wyjątkowo kosztowne na tym rozległym terenie. Sto kilometrów ulic zabrukować to koszt 10 miljonów, całe osiedle skanalizować  – to drugie tyle. Przy dochodzie rocznym gminy, wynoszącym 40000 zł są to marzenia na razie niedoścignione. Więc robi się co można: bruk gdzie konieczność, droga bita w okolicach mniej uczęszczanych, chodniki asfaltowe wszędzie, światło elektryczne również.

W ten sposób Otwock, który nie może mieć pretensyj do „wykończenia” urbanistycznego, może być dumny jako wzorowo utrzymane osiedle wiejsko-wypoczynkowe. Dodajmy, że warunki fizyczne ułatwiają gospodarkę: np. niesłychana przepuszczalność gruntu sprawia, że Otwock nie zna błota, bajor, kałuż itp. utrapień letnisk polskich.

Stąd doniosła wartość tej miejscowości jako stacji klimatycznej nizinnej, umożliwiającej osobom nieznoszącym pobytu na miernych nawet wysokościach, leczenie dróg oddechowych w sposób, którego skuteczność wypróbowało już kilka pokoleń.

Otwock i Śródborów – poza gromada pensjonatów, gdzie czas przepędzają zdrowi – posiada kilka prawdziwych twierdz antigruźliczych, szczelnie izolowanych od reszty obszarów. Jest więc sanatorium m. Warszawy, sejmiku warszawskiego, T-wa Brijus, T-wa Marpe, dr. Przygody, dr. Krakowskiego [prawdopodobnie chodzi o dr. Krukowskiego]  – wszystkie na poziomie nowoczesnej wiedzy, kierowane przez specjalistów wybitnych, uskuteczniających z powodzeniem najcięższe zabiegi, wskazywane przez medycynę dzisiejszą, która zerwała z dawną biernością wobec gruźlicy, lecz atakującą ją chirurgicznie.

Express Poranny z 21. 07. 1933r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz