RSS
 

Stolica zdrowia wielce… drewniana.

14 maj

 

 

 

Otwock reklamy nie wymaga. Ośrodek leczniczy, ośrodek wypoczynkowo-rekreacyjny. Letnisko, płuca zadymionej Warszawy. Otwock wymaga natomiast pomocy. I to szybkiej. By się nie zawalił.
Nie jest to problem osuwających się skarp, ani też wykrytych średniowiecznych podziemi, grożących później wznoszonym murom zawaleniem. Historia Otwocka jest znakomicie krótsza i znakomicie prostsza. Połowa zabudowa pochodzi sprzed I wojny światowej. A te wszystkie sędziwe secesyjne wilijki są po prostu drewniane…
Zabudowa międzywojenna miała już mniej naśladujący ongisiejsze dworki charakter. Były to tak zwane „letniaki” (jeden z nich prezentujemy na zdjęciu): prymitywne drewniaki, bez wyposażenia w wygody, które dziś uznajemy za elementarne. Niezależnie więc od historycznego rodowodu, zabudowa miasta w 71 proc. jest drewniana. Jest tu zatem gorzej – niż w wielu wsiach województwa.
Jeśli zaś mimo to dziś na ponad 10 tys. mieszkań – z wody korzysta 2,7 tys., z centralnego ogrzewania, „wc”, łazienek – po niespełna tysiąc rodzin to właśnie będzie już ta nowa, powojenna historia miasta, które, choć brzmi to paradoksalnie, dopiero za władzy ludowej zaczęto urbanizować.
Miastem był Otwock i wprzódy, tylko słowa „miasto” z łacińska brzmiącym słowem „urbanizacja” (za którym kryje się wyposażenie tegoż miasta w niezbędne mu urządzenia) do czasów władzy ludowej w praktyce nikt łączyć nie chciał.
Tyle z historii. Istotnej, bo rzutującej na dziś, i na jutro też chyba. Władza ludowa postawiona wobec określonej sytuacji, nie tylko przecież w Otwocku, ale chyba w Otwocku właśnie najcięższej, realizuje i tu program poprawy warunków mieszkaniowych, warunków życia obywateli sosnowego kurortu.
Oczywiście sprawa pierwsza to budownictwo mieszkaniowe. Koleje jego losów, analogiczne są do sytuacji kraju. Wpierw tak zwane „kwaterunkowe”, jak dziś mówimy, z funduszu rad, potem przede wszystkim spółdzielcze. Pomalutku, pomalutku drgnął wskaźnik zagęszczenia izb mieszkalnych. Jeśli w roku 1965 wynosił jeszcze 1,76 osoby na izbę, obecnie szacuje się go na 1,74. (W województwie ok. 1,4!). Ale… gdyby tak odliczyć budownictwo indywidualne, a więc znamionujące się większą powierzchnią na rodzinę, wskaźnik byłby znacznie wyższy: 2,2 a może i 2,4. Winić tu nie ma kogo.
W tej tylko pięciolatce wykonano lub wykonuje się łącznie 486 izb z funduszy rad, 2,241 w budownictwie spółdzielczym – wysokościowym, 394 w budownictwie spółdzielczym – resortowym, razem ponad 3200 izb, a dochodzą do tego jeszcze izby (około 650) z budownictwa indywidualnego. To są poważne wielkości!
I wszystko to nie starczy. Właśnie przez specyfikę „drewnianej” historii i specyfikę miasta u granic Wielkiej Warszawy (nacisk na osiedlanie!), co z kolei jest wyrazem współczesności.
Efekt tego taki, że przy weryfikacji podań o mieszkania „kwaterunkowe” (dla najmniej zarabiających) musiano tu oddalić taką liczbę uzasadnionych w świetle przepisów podań, która stanowi… 21,4 proc. wszystkich łącznie w województwie, z przyczyn obiektywnych (brak izb w dyspozycji rad), oddalonych podań!
A zatem nadzieja w budownictwie spółdzielczym. Dla tych, którzy się w nie angażują i dla tych, którzy po przeprowadzce tamtych do spółdzielni „odziedziczą” zwolnione mieszkania.
Ale to okazuje się fikcją: na blisko 4 tys. rodzin oczekujących na mieszkania, połowa nie mieszka dziś w Otwocku. Zaokrąglając – 1500 tych rodzin pochodzi z powiatu otwockiego (którego kłopoty mieszkaniowe w miastach są identyczne do otwockich), a 500 z województwa i w ogóle z Polski.
Wynikają z tego fatalne skutki: blok spółdzielczy zostaje zasiedlony przez 80 rodzin członków spółdzielni, miasto odzyskuje… 8 mieszkań. Powtarza się to raz po raz. Powiecie, że w tych proporcjach jest przesada? To zapomnieliście o „drewnianej” historii. Jest efekt na dziś: to 300 domów do rozbiórki. Rocznie! Jej efekt dosłownie na 48 godzin: konieczność natychmiastowej rozbiórki 100 drewnianych bud. Tak zwany „paragraf sto”. z mocą obowiązującą w ciągu 48 godzin! A budownictwo rad w tej pięciolatce? Większość już podałem. Dodać muszę: już zrealizowane do ubiegłego roku. Każdy metr kwadratowy zasiedlony.
Nie chodzi o lamentowanie. W czasie spotkania przedstawicieli redakcji z władzami miasta i powiatu nikt nie lamentował. Obracaliśmy się wśród liczb i faktów. Wykluł się z tego zarys pilnych postulatów. Oto kilka z nich:

  • Niezależnie od rozwoju spółdzielczości mieszkaniowej utrzymanie bodaj na dotychczasowym poziomie budownictwa mieszkaniowego rad (ale i miastach powiatu też!), wydaje się w Otwocku niezbędne. Stanowisko to podzielają władze wojewódzkie.
  • Szczególna pozycja tego miasta „wolnego od przemysłu”, ale dającego zdrowie i wypoczynek ludziom pracy, wyklucza partycypację przemysłu w jego zabudowie i zagospodarowaniu. To chyba dyktuje potrzebę specjalnej, odmiennej od powszechnej, polityki inwestycyjnej. W mieszkaniówce i dla urządzeń komunalnych. Bo występuje w Otwocku jeden jeszcze ewenement: wykonawcy są! Niech więc mają ręce pełne roboty.
  • Przemieniając przeszłość drewnianą w jutro murowane Otwocka, trzeba chyba wyraźniej określić te wszystkie przepisy, które powodują nacisk na osiedlanie się w mieście osób, które nie muszą tu mieszkać. Gdy wydział zatrudnienia w stolicy da pismo, że ob. X jest Warszawie niezbędnie potrzebny, Otwock musi dać promesę mieszkaniową. Jest wiele dowodów, że nie zawsze istotnie potrzebni gospodarce stolicy – legitymują się tymi pismami.

Oto kilka wniosków. Oczywiście nie wyczerpują one problemu. Stanowią jednak warunek, by podwarszawska stolica zdrowia i wypoczynku, nie została zjedzona przez korniki i grzyb.

 

W. KRA
Trybuna Mazowiecka, rok 1968.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Otwock reklamy nie wymaga. Ośrodek leczniczy, ośrodek wypoczynkowo-rekreacyjny. Letnisko, płuca zadymionej Warszawy. Otwock wymaga natomiast pomocy. I to szybkiej. By się nie zawalił.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz