RSS
 

„Monte Carlo” w Otwocku. Kompletnie urządzony gmach czeka na „koncesję”.

11 cze

(s-f) Wiele się w swoim czasie pisało o kasynie, które na terytorjum Otwocka budował magistrat tego uzdrowiska. Mimo różnych zdań, przeszkód, kontrargumentów, wysuwanych ze wszystkich stron, gmach ten powstał, dziś jest już zupełnie gotowy i czeka tylko na uzyskanie upragnionej koncesji, która pozwoliłaby mu wreszcie otworzyć gościnne podwoje.
Nie chcę się w tej chwili zajmować rozważaniem problemu celowości powstania tego gmachu, na to jest już za późno, chcę tylko pokrótce opowiedzieć, jak gmach ów wygląda, jak się prezentuje i jak jest urządzony.
Ale przedtem – parę słów o samym Otwocku. Brudne, małe miasteczko, otoczone niezliczoną ilością najtandetniej postawionych domków, dużo zalesionej przestrzeni, cudowne, wprost balsamiczne powietrze i brak wszelkich kulturalno-higieniczno-cywilizacyjnych warunków, w jakich człowiek mógłby się znośnie utrzymać.
Na tem tle park, „dwa kroki wzdłuż i wszerz” zalesionego terenu, z jednej strony pomnik Niepodległości, dłuta Rzeckiego, z drugiej Kasyno.
Biały, duży, dwupiętrowy gmach upstrzony niemytemi szybami okien.
Bocznem wejściem wchodzę razem z przewodnikiem najpierw do suteryn. Są wysokie, widne, przestronne. Pierwsze kroki kierujemy do kotłowni.
- Gmach się opala codziennie? – pytam przygodnego informatora.
- Oczywiście, trzeba wilgoć wyciągnąć.
- To chyba dużo kosztuje?
- Niebardzo, ze siedemdziesiąt złotych dziennie.
- A kto na to daje?
- Magistrat Otwocka.
Idziemy dalej. Tuż za kotłownią mieszczą się łazienki. Kompletnie prawie urządzone. Niewielkie boksy, oddzielone białymi przepierzeniami, wanny, kotary zamiast drzwi w każdym boksie. Narazie jest trzydzieści wanien. Magistrat Otwocka chce tu urządzić sztuczne kąpiele mineralne. Wanny już są.
Za łazienkami pokój lekarski i wypoczynkowy.
Z suteryn przechodzimy na parter. Ogromny widny hall. Szatnia. Na jednych drzwiach napis „Fryzjer”.
- To fryzjer z Warszawy – objaśnia mój przewodnik – już pracuje, dał kaucję temu Czechowi…
- O jakiego Czecha chodzi? – pytam, chcąc zachęcić przewodnika do większej rozmowności.
- O tego, co wynajął gmach. Dał czynszu dzierżawnego 25 tys. złotych. Oddali mu wszystko, tylko Magistrat łazienki zatrzymał i podpisali kontrakt na sześć lat. Dzierżawca zakontraktował ludzi przeważnie z Warszawy, pobrał od nich kaucje i narazie cicho.
Idziemy wciąż dalej. Na parterze mieści się jeszcze ogromna sala restauracyjna i sala szachowa. Za salą restauracyjną widać ogromny taras z widokiem na park i ślizgawkę.
Na pierwszym piętrze mieszczą się sale pokerowa i bridge’owa, umeblowane poważnemi bronzowemi meblami, ruletkowa, bardzo wytworna, umeblowana bardzo ładnie (cały gmach meblował Szczerbiński), sala klubowa, no i wreszcie sala teatralna.
Kompletnie urządzone theatrum otwockie, to duża sala obliczona na 250 osób, z galerją i garderobami dla artystów.
- Co to pieniędzy musiało kosztować! – wyrywa mi się mimowoli.
- Cztery miljony razem z urządzeniem – odpowiada mój przewodnik.
- Skąd wzięli na to? – pytam dalej.
- Nie wiem, to nie moja sprawa, ale różnie mówią, przecież Magistrat podatki bierze.
- Na kasyno? – dziwię się podstępnie.
- Nie, ale na kanalizację, na chodniki.
Drugie piętro jest jeszcze niewykończone, ma się tam mieścić hotel.
Wracam. Wolno schodzimy na parter. Dziwnym zbiegiem okoliczności przypominam sobie wspaniały lokal wybudowanej niedawno szkoły w Warszawie. Gmach piękny i niemal wytworny kosztował miljon złotych. Pamiętam jeszcze oburzenie niektórych ludzi, którzy w rozmowie ze mną mówili:
- To skandal budować takie gmachy, kiedy mamy jeszcze w kraju analfabetów i szkoły, gdzie w malutkiej kliteczce dusi się sześćdziesięcioro dzieci.
Coby powiedzieli ci ludzie, gdyby dowiedzieli się, że kasyno otwockie kosztuje cztery miljony złotych.
Koniec. Wychodzę głównem wejściem. Po kilku krokach oglądam się za siebie. Biały duży gmach wygląda trochę jak szpital, albo jakiś dom dziecięcy. Jest ładny, lekki w linji i wesoły w swojej białości. Dodatnie wrażenie psują tylko dwie figury, umieszczone na froncie gmachu przerażające wprost swą brzydotą.

Kurier Polski 10.01.1933 r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz