RSS
 

Porucznik Józef Czuma ps. „Skryty”, „Krótki”.

19 lip

Porucznik Józef Czuma ps. „Skryty”, „Krótki”.

Cichociemny, dowódca oddziału od połowy września 1943 r., do 12 lipca 1943 r. Urodził się 6 lutego 1915 r. w Niepołomicach jako syn Józefa i Marii z d. Terczyńska. W roku 1935 zdał maturę w Gimnazjum Państwowym im. Króla Kazimierza Wielkiego w Bochni. 1 sierpnia 1938 ukończył Szkołę Podchorążych Piechoty w Komorowie i otrzymał przydział do 11 Górnośląskiego Pułku Piechoty stacjonującego w Tarnowskich Górach. Pułk wchodził w skład 23 Górnośląskiej Dywizji Piechoty. 1 października 1938 r. otrzymał awans na podporucznika. Do wybuchu wojny pełnił funkcję dowódcy plutonu. Od 12 września pełnił w swoim macierzystym pułku funkcję oficera transportowego tzw. nadwyżki odsyłanej w głąb kraju. Po 12 września walczył w obronie Lwowa jako dowódca plutonu 19 PP. Pluton dowodzony przez ppor. Józefa Czumę był najprawdopodobniej częścią Batalionu marszowego 19 pp dowodzonego przez mjra Ottona Blutreicha. Batalion wraz z kompanią ckm plot i 6 baterią Pułku Artylerii Ciężkiej stanowił podstawową siłę oddziału ppłk Ludwika Dmyszewicza. Oddział walczył na północno-zachodnim odcinku obrony Lwowa, początkowo na linii rzeki Wereszycy. 12 września oddział otrzymał rozkaz wycofania się do Hłoska w celu obrony składnicy uzbrojenia. Następnego dnia na wycofujący się batalion Blutreicha uderzył jeden z batalionów niemieckiej 1 Dywizji Górskiej, odrzucając go pod Rzęsną Ruską na północ. W godzinach porannych i południowych dnia następnego w tym miejscu pluton Czumy wraz z całym oddziałem Dmyszewicza stawiał twardy i skuteczny opór niemieckiemu 99 pp. Po południu grupa oderwała się od przeciwnika i dotarła do Hołoska, gdzie obsadziła składnicę uzbrojenia.[1]

21 września oddziały niemieckie opuściły swoje pozycje wokół Lwowa, przekazując je Armii Czerwonej. 22 września dowodzący obroną Lwowa gen. Władysław Langner podpisał kapitulację miasta. Na jej mocy oficerowie polscy mieli zagwarantowaną wolność osobistą. Jak się później okazało, przyrzeczenia tego strona sowiecka nie dotrzymała. Oficerowie trafili do obozów jenieckich. Ich nazwiska znajdują się na listach ofiar zbrodni NKWD w Katyniu i innych miejscach kaźni.

Wniosek awansowy ppor. Czumy, sporządzony jesienią 1942 r., zawiera przebieg jego służby, ale nie ma w nim wzmianki o niewoli sowieckiej. Najprawdopodobniej więc 22 września Józef Czuma, po otrzymaniu informacji o poddaniu miasta, podjął udaną próbę przebicia się przez otaczające miasto oddziały Armii Czerwonej[2]. 23 września dostał się jednak do niewoli niemieckiej, z której zbiegł już następnego dnia[3]. Co działo się z nim przez kolejne dwa miesiące – nie wiadomo. Wiemy natomiast, że 4 grudnia 1940 r. przekroczył granicę z Węgrami, a 9 grudnia został internowany. W obozie dla polskich oficerów przebywał do 28 lutego 1940 roku.

Ponad tydzień później, 9 marca, przybył do Francji, do polskiego obozu wojskowego w Coëtquidan[4]. Na tym etapie organizowania jednostek polskich we Francji wszyscy oficerowie służby stałej otrzymywali natychmiast przydziały do tworzących się jednostek. Czumę przydzielono do Samodzielnego Batalionu Strzelców Coëtquidan, gdzie pełnił funkcję dowódcy plutonu. W maju 1940 r. został przeniesiony do 10 Brygady Kawalerii Pancernej gen. Stanisława Maczka, gdzie dowodził plutonem w III Batalionie im. Ułanów Jazłowieckich. Odtworzenie losów ppor. Józefa Czumy w czasie kampanii francuskiej jest niezmiernie trudne. W Opinii za rok 1940 znajdujemy zapis stwierdzający, że jego ostatnim przydziałem we Francji był III Batalion 10 Brygady Kawalerii Pancernej dowodzony przez mjra Stefana Starnawskiego. Poniżej przedstawię dzieje batalionu nominalnie i de facto dowodzonego przez Starnawskiego we Francji.

Zawiązek tego batalionu stanowili głównie oficerowie ośrodka zapasowego 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich, którzy wraz ze szwadronem marszowym pułku w całości przeszli w 1939 r. na Węgry.
Już od października 1939 roku oficerowie ci przedostawali się do Francji, gdzie rozpoczęli starania o odtworzenie swojego pułku. Ich zabiegi uwieńczone zostały tylko częściowym sukcesem. Na początku stycznia 1940 roku mjr Starnowski otrzymał ze sztabu Naczelnego Wodza zapewnienie, że stanie na czele batalionu im. 14 P.U.J., który wejdzie w skład 10 B.K.P. 14 kwietnia w sztabie gen. Maczka oraz w Ośrodku Kawalerii i Broni Pancernej w rejonie Avignon-Orange w Prowansji zjawiła się kadra oficerska przyszłego III Batalionu.[5].

Po rozpoczęciu ofensywy niemieckiej 10 maja niechętny do tego momentu stosunek władz francuskich do projektu powołania polskiej jednostki pancerno-motorowej zmienił się wręcz w nakaz jej błyskawicznego utworzenia. W rezultacie 20 maja z Ośrodka Kawalerii i Broni Pancernej wyszedł oddział wydzielony pod dowództwem mjra Starnowskiego, składający się z trzech oficerów i trzystu kierowców. Oddział miał zadanie dotrzeć do rejonu Arpajon (ok. 30 km na poł. od Paryża), gdzie miał pobrać francuski sprzęt dla 10 B.K.P. Mniej więcej w tym czasie do grupy majora Starnawskiego dołączył czterystuosobowy oddział z ochotniczego „baonu śmierci” w Coëtquidan[6]. Jak pamiętamy, Józef Czuma podał, że służył do maja w samodzielnym batalionie strzelców Coëtquidan. Choć nie mamy pewności, to wydaje się wielce prawdopodobne, że przyłączonym oddziałem były właśnie elementy batalionu, w którym służył ppor. Józef Czuma.

10 czerwca 1940 r. z rejonu Arpajon 1800 żołnierzy tworzących 10 Brygadę Kawalerii Pancernej pod dowództwem gen. Maczka odeszło na front. Reszta oddziałów pod dowództwem płk Dworaka, w tym również oddział mjra Starnowskiego, pozostała pod Paryżem, gdzie dalej pobierano sprzęt i szkolono załogi. W tym czasie oddział mjra Starnawskiego przemianowano na „Oddział Szkolny”. 11 czerwca płk Dworak, w reakcji na zbliżanie się oddziałów niemieckich, nakazał swoim batalionom wycofanie się kierunku południowym. W rejonie Arpajon pozostał jedynie jako osłona oddział szkolny Starnawskiego. Oddział ten składał się wówczas z jednego oficera sztabowego, trzech oficerów wyższych, 14 oficerów młodszych (podporuczników i poruczników) i ośmiuset żołnierzy[7]. Jeszcze 11 czerwca oddział otrzymał rozkaz przejścia do rejonu Partheney, gdzie formowała się polska 4 Dywizja Piechoty. Jednak wskutek chaosu komunikacyjnego oddział musiał zorganizować sobie transport na własną rękę. W międzyczasie do Starnowskiego przybyło dwóch pułkowników francuskich z żądaniem oddania broni, gdyż obrona tego rejonu nie była przewidziana. Dowódca oddziału kategorycznie odmówił.

Od wieczora 11 czerwca do południa dnia następnego dzięki pomocy francuskich kolejarzy udało się załatwić dla oddziału transport kolejowy. 13 czerwca oddział dotarł koleją do St. Varent, gdzie podporządkował się dowódcy 4 D.P. gen. Rudolfowi Dreszerowi i ubezpieczał kierunek na Saumur. Ale już 4 dni później 17 czerwca, mjr Starnawski otrzymał rozkaz opuszczenia tej pozycji i udania się do portu w Nantes, skąd oddział miał być ewakuowany drogą morską do Anglii. Dzień później rozkaz ten był już jednak nieaktualny, bo port w Nantes zajęli Niemcy. W tej sytuacji mjr Starnawski skierował oddział do portu w La Rochelle. Dystans ponad stu kilometrów oddział przebył w dwóch rzutach, pieszym i motorowym. 20 czerwca obydwie kolumny, omijając niemieckie zagony pancerne, dotarły do celu, jako jedyny zwarty polski oddział. O świcie następnego dnia batalion został zaokrętowany na brytyjski statek węglowy Alderpool i wypłynął w morze, 22 czerwca okręt dobił portu w Plymouth na południowym wybrzeżu Anglii[8].

Po odejściu większości sił 10 B.K.P. do rejonu Arpajon pod Paryżem, w Ośrodku Kawalerii i Broni Pancernej w Prowansji funkcjonował Ośrodek Zapasowy Brygady pod dowództwem
gen. Bronisława Regulskiego. Tu formowały się bataliony marszowe Brygady. Po zmianie numeracji dawny III Batalion im. 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich otrzymał numer I. Dowódcą tego batalionu pozostawał formalnie mjr Stefan Starnawski, lecz w związku z jego odkomenderowaniem pod Paryż, funkcję dowódcy pełnił rtm. Strużyński. Około 11 czerwca oddziały Ośrodka otrzymały od władz francuskich rozkaz zorganizowania obrony w miejscu postoju. 18 czerwca udało się przechwycić radiowy rozkaz Naczelnego Wodza skierowany do Ośrodka nakazujący ewakuację do Anglii z najbliższego portu na zachodnim wybrzeżu. Oddziały wymaszerowały jeszcze tego samego dnia. Najpierw koleją, a następnie pieszo dotarły do małego nadatlantyckiego portu rybackiego Saint Jean-de-Luz w pobliżu hiszpańskiej granicy. Tam na pełnym morzu stały dwa polskie okręty oceaniczne Sobieski i Batory. 20 czerwca żołnierze Ośrodka Zapasowego odpłynęli nimi do Anglii.
Na ląd zeszli w porcie Plymouth 23 czerwca, a więc dzień po oddziale mjra Starnawskiego[9].

Batalion mjra Starnawskiego ulokowano w obozie w Coulter w Szkocji i włączono w skład 1 Brygady Piechoty dowodzonej przez gen. Paszkiewicza. Oficerowie i żołnierze z Ośrodka Zapasowego 10 B.K.P. również znaleźli się w Szkocji, początkowo w Haydock Park a następnie w Crowford. Oficerowie obu oddziałów szybko nawiązali ze sobą łączność i rozpoczęli starania o połączenie jednostek. Zakończyły się one powodzeniem – 18 lipca 1940 r.[10] rozkazem dowództwa Wojska Polskiego w Szkocji oddziały zostały scalone, tworząc 1 batalion strzelców w 1 Brygadzie Strzelców. Dowódcą batalionu został płk dypl. Witold Gierulewicz, a jego zastępcą mjr Stefan Starnawski.

Z losami tego batalionu nierozerwalnie łączą się losy ppor. Józefa Czumy w okresie od 18 lipca 1940 r. do 7 sierpnia 1942 r. W oparciu o dzieje tej jednostki, a także dokumenty znajdujące się w teczce osobowej Czumy, możemy pokusić się o próbę odtworzenia wydarzeń z jego życia na Wyspach Brytyjskich.

Ppor. Józef Czuma dowodził w batalionie 5 plutonem 1 szwadronu dowodzonego przez kapitana Stanisława Górskiego. Mimo braków w sprzęcie i broni żołnierze rozpoczęli intensywne szkolenie. Czuma, jak wynika z Opinii Rocznej za rok 1940, zdobył na tym polu uznanie dowódcy batalionu, który wystawił mu taką ocenę:

Bardzo sumienny. Bardzo pracowity. Obowiązkowy. Dbały o swój pluton. Służbę lubi. Zna rzemiosło dowódcy plutonu. Taktycznie przygotowany. Dobre rezultaty wyszkoleniowe i wychowawcze. Nadaje się na dowódcę plutonu i jako dowódca, i jako wychowawca.[11]

Jeszcze latem 1940 roku miało miejsce kilka wizyt oficjalnych. 1 Brygadę Strzelców odwiedzili m. in.: premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchil, prezydent RP Władysław Raczkiewicz, książę Kentu Jerzy Windsor, król Jugosławii Piotr II, biskup polowy Józef Gawlina.
15 sierpnia, w Święto Żołnierza batalion zaprezentował się przed Naczelnym Wodzem, gen. Władysławem Sikorskim. Do swoich brytyjskich mundurów żołnierze przyczepili znaki pułkowe 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich. Choć była to swojego rodzaju samowola, to wybieg się udał, generał Sikorski pozdrowił żołnierzy okrzykiem „czołem ułani”. Po wielu perypetiach dopiero 26 października 1940 r. Naczelny Wódz zatwierdził oficjalnie nazwę Batalion im. 14 P.U.J.

21 września do Anglii dotarł gen. Stanisław Maczek. Od razu rozpoczął pracę nad odtworzeniem swojej brygady. Jego starania bardzo szybko uwieńczone zostały sukcesem. Już 8 października batalion Gierulewicza przemaszerował do rejonu koncentracji 10 Brygady w Douglas. Odtwarzana brygada składać się miała z trzech pułków ułanów. Tak więc batalion im. 14 P.U.J. został powiększony do około 600 żołnierzy i na razie jeszcze nieoficjalnie przemianowana na pułk[12].

Nieco wcześniej, 16 października, brygada została przesunięta do hrabstwa Angus z zadaniem zabezpieczenia przed ewentualnym niemieckim desantem półwyspu Buddon Ness wraz z ważnym portem Dundee. Żołnierze batalionu kładli pola minowe, budowali umocnienia, zapory przeciwdesantowe i stanowiska ogniowe.

Wiosną, 7 marca 1941 r. batalion odwiedzili król Anglii Jerzy VI wraz z królową Elżbietą. Towarzyszył im gen. Władysław Sikorski. Ułani, jak ich później poinformowano, zrobili bardzo dobre wrażenie, szczególnie na królowej. Jak się łatwo domyślić, nie obyło się bez szpaleru żołnierzy wzdłuż drogi, kwiatów i szarmanckiej przemowy. W dowód uznania za taką postawę, Naczelny Wódz wystawił żołnierzom pisemną pochwałę.

W kwietniu 1941 roku podczas nocnych ćwiczeń zginął na polu minowym rotmistrz Stanisław Górski, dowódca 1 szwadronu, bezpośredni przełożony ppor. Czumy. Miejsce Górskiego zajął por. Wacław Kownas.
Wybuch wojny niemiecko–radzieckiej odsunął groźbę inwazji niemieckiej na Wyspy Brytyjskie. W związku z tym faktem batalion zdał broniony do tej pory odcinek wybrzeża i przeniósł się w głąb lądu do rejonu wiosek Meigle i Newtyle. W sierpniu zapadła decyzja
o przeorganizowaniu 10 Brygady w jednostkę pancerną. Utworzono szwadron szkolny, którym dowodził rtm Bronisław Skulicz. Wśród oficerów instruktorów znalazł się również ppor. Józef Czuma. Późniejszy „Skryty” szkolił załogi czołgów, wykorzystując do tego celu trzy przekazane przez Brytyjczyków, przestarzałe wozy MK I.

Kolejne miesiące upływały żołnierzom na intensywnych szkoleniach. Do oddziałów brygady docierały kolejne szkolne wozy bojowe, m.in.: Valentine Mk III i Bren-carriery. Na przełomie listopada i grudnia pododdziały batalionu zmieniły miejsce postoju i ulokowały się w miasteczkach Brechin i Edzell. Żołnierzy zakwaterowano w budynkach Instytutu Mechaniki, a oficerów w prywatnych domach. Ppor. Józef Czuma zamieszkał w domu państwa A. i B. Graham w Brechin. Mieszkał tu przez pięć miesięcy.

Wiosną 1942 r. gen. Władysław Sikorski postanowił utworzyć 1 Polską Dywizję Pancerną pod dowództwem gen. Stanisława Maczka. W jej skład weszły 10 Brygada Kawalerii Pancernej i 16 Brygada Pancerna. Batalion im 14 Pułku Ułanów Jazłowieckich dalej funkcjonował w strukturach 10 Brygady. Oddziały nowoutworzonej 1 Dywizji w kwietniu przeniosły się na południe Szkocji w dolinę rzeki Tweed.

W maju nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy pułku. Dowodzący do tej chwili płk Witold Gierulewicz przeszedł na stanowisko dowódcy Wojsk Wsparcia 1 Dywizji Pancernej. Jego miejsce Gierulewicza zajął dotychczasowy zastępca, major Stefan Starnawski.

W czerwcu Pułk jego odwiedzili Prezydent RP Władysław Raczkiewicz, a nieco później gen. Władysław Anders i gen. Stanisław Kopański. 17 sierpnia 1942 roku pułk otrzymał oficjalnie nazwę „14 Pułk Kawalerii Pancernej”.

W czasie swojej służby w tym okresie pporucznik Józef Czuma dał się poznać przełożonym jako znakomity żołnierz i dowódca. Tak wynikało z cytowanej już opinii za rok 1940. Podobną ocenę znajdujemy we wniosku awansowym na porucznika z 1942 r.:

Bardzo sumienny, pracowity i obowiązkowy. Służbę pełni z zamiłowaniem. Dbały o podwładnych, koleżeński. Osiągnął dobre rezultaty jako dowódca plutonu tak pod względem wyszkoleniowym jak i wychowawczym. Taktycznie dobrze przygotowany. Ogólna opinia – bardzo dobry[13].

W Rocznej Liście Kwalifikacyjnej za rok 1942, podpisanej 15 kwietnia 1943 roku (a więc już w momencie, kiedy Czuma przebywał w Polsce) przez szefa Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego ppłk Michała Protasewicza znajdujemy równie wysoką ocenę:

Inteligentny, solidny, pilny i zdecydowany. Miły w obejściu. Silny charakter, wywiera wpływ dodatni na otoczenie. Posiada wszelkie kwalifikacje na dobrego dowódcę. Bardzo pracowity, odważny i pewny. Koleżeński. Orientacja bardzo dobra. Duże zdolności organizacyjne i wychowawcze. Lojalność służbowa i patriotyzm bez zastrzeżeń. Fizycznie bardzo wytrzymały. Ogólnie bardzo dobry. Nadaje się na dowódcę kompanii.[14]

Jak wynika z wyżej przedstawionych opinii, ppor. Józef Czuma cieszył się bardzo dobrą opinią swoich przełożonych, na zmianę tego stanu rzeczy nie wpłynął nawet pewien pechowy epizod, który miał miejsce 9 października 1941 r. Ppor. Czuma dostał wtedy karę 10 dni aresztu domowego za to, że zgubił szyfr „Szach”, a także za to, że nie poinformował o tym fakcie natychmiast swoich przełożonych.

Dniem, który zaważył na dalszych losach ppor. Józefa Czumy, był 21 lipca 1942 r. Złożył on wtedy na ręce oficera Oddziału VI NW deklarację, w której wyraził chęć wykonywania zadań w okupowanej Polsce[15]. Podpisanie takiej deklaracji poprzedzone musiało być rozmową z oficerem Oddziału VI. Oficerowie Oddziału VI jeździli w tym czasie po wszystkich jednostkach WP na terenie Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu najwartościowszych żołnierzy. Jeden z takich oficerów zaproponował Czumie wstąpienie w szeregi „Cichociemnych”.

7 sierpnia 1942 r. Czuma został przekazany do dyspozycji Oddziału VI Naczelnego Wodza, choć nadal figurował na stanie 14 Pułku Kawalerii Pancernej. Niedługo potem Czuma rozpoczął okres szkoleń na kolejnych kursach.

Pierwszym kursem w ramach szkolenia na „Cichociemnego” był kurs zaprawy. Miał on na celu wyselekcjonowanie kandydatów pod kontem sprawności fizycznej i wstępne przygotowanie ich do dalszego szkolenia.  Czuma odbył ten kurs w ośrodku Invernesshire w Garramour koło Arisaig (STS 25). Dokumenty znajdujące się w jego teczce osobowej nie opisują okoliczności i charakteru szkolenia. Wśród elewów tego kursu był Ryszard Nuszkiewicz, który tak jak Czuma ukończył szkolenia i został zrzucony do Polski, gdzie pod pseudonimem „Powolny” walczył
w Kedywie Okręgu Kraków. Nuszkiewicz poznał Czumę właśnie na tym szkoleniu i od tego momentu stali się przyjaciółmi. Ich kontakty nie skończyły się wraz ze skokiem do Polski, lecz trwały do wiosny 1944 roku. „Powolny” spisał i opublikował swoje wspomnienia, w których przedstawił kolejne kursy w ramach szkolenia Cichociemnych. Na wielu kartach tej relacji odnajdujemy również Józefa Czumę.[16]

Ośrodek szkoleniowy w Garramour położony był niemal na zupełnym odludziu, zaledwie 30 kilometrów od słynnego jeziora Loch Ness. Kurs rozpoczął się 16 sierpnia 1942 roku. Szkolenie trwało od śniadania do kolacji z godzinną przerwą na obiad. Dodatkowo odbywały się dość często ćwiczenia nocne. Dzień rozpoczynał się od forsownej gimnastyki. Kilkukilometrowy bieg przełajowy z przeszkodami kończył poranną zaprawę. Potem przychodził czas na zajęcia z minerki. Oprócz poznania działania różnych rodzajów materiałów wybuchowych, kursanci musieli także posiąść wiedzę teoretyczną potrzebną do właściwego ich stosowania. Uczyli się precyzyjnego obliczania wielkości wykorzystywanego ładunku w odniesieniu do konkretnych celów. W ramach ćwiczeń praktycznych przyszli Cichociemni wysadzali skały szyny kolejowe, pręty, rury itp.

Zajęcia z łączności z kolei polegały na nauce posługiwania się alfabetem Morse’a, ponadto uczono budowy, obsługi i sposobu niszczenia linii i aparatów telefonicznych i radiostacji. Ćwiczenia z bronią polegały na zaznajomieniu się z jej rodzajami i budową. Kursanci uczyli się przede wszystkim obsługi i budowy różnego rodzaju karabinów, pistoletów i pistoletów maszynowych używanych przez armię niemiecką i brytyjską. Natomiast na szkoleniu z walki wręcz, które prowadził instruktor angielski, kursanci uczyli się głównie elementów dżudo i dżudżitsu. Ćwiczono skomplikowane chwyty obrony i ataku, przerzuty i metody obezwładniania, a także zabijania w walce wręcz. Przyszli Cichociemni uczyli się również uwalniania spod lufy pistoletu czy karabinu.

W ramach kursu w ośrodku Garramour odbyło się także wstępne szkolenie spadochronowe. Kursanci wykonywali przede wszystkim ćwiczenia, które miały za zadanie przygotować ciało i wyrobić nawyki potrzebne podczas wykonywania skoków spadochronowych. Odbywało się to poprzez specjalistyczną gimnastykę, w której uczono jak bezpiecznie upadać. Uczono także techniki wyskoku z samolotu. Wykorzystywano do tego atrapę zawieszoną kilka metrów nad ziemią.

Prowadzono też dywersyjne szkolenie bojowe, które obejmowało naukę dobrego zaplanowania akcji, maskowania się, zakradania do strzeżonych obiektów i cichego likwidowania wartowników. Ponadto uczono zakładania ładunków wybuchowych i sprawnego „zwijania akcji”, czyli – wycofania się.

W pamięci Cichociemnych kurs ten kojarzył się przede wszystkim z ogromnym wysiłkiem fizycznym. Zapamiętali wielokilometrowe marsze na orientacje w deszczu i chłodzie, ćwiczenia polegające na dotarciu do celu oddalonego o wiele kilometrów tylko za pomocą kompasu, a czasami i bez niego. We znaki dawał się również tor przeszkód. Wspinanie się po linie, zjazd nad przepaścią i w końcu skoki z wysokości 5 metrów.

Zdobyte umiejętności nie zawsze były wykorzystywane w zamierzonym przez instruktorów celu. Wspomina o tym Ryszard Nuszkiewicz:

Nieco humoru dostarczały preparowane ze spłonek pułapki. Jasio Hörl, podchorąży z Warszawy, ledwie wzniósł łyżkę do ust, gdy spostrzegł, że talerz rozlatuje się w kawałki, a apetyczna zupa znika nagle sprzed jego oczu, rozlewając się po stole i mundurze.
Tego rodzaju niespodzianki zdarzały się przy otwieraniu szuflady, wchodzeniu do łóżka czy wkładaniu butów. Nawet szacowne WC nie gwarantowało spokoju i kontemplacji[17].

Na zakończenie kursu instruktorzy wystawili uczestnikom oceny. Ppor. Józef Czuma uzyskał wysokie oceny w następujących kursach:

- Trening fizyczny: Dobrze przygotowany fizycznie. Cechuje go brawura i odwaga.
- Walka dywersyjna (walki na bliską odległość za pomocą broni osobistej): Jeden z najlepszych w tej dziedzinie. Gorliwy. Dobrze zna temat.
- Trening umiejętności posługiwania się linami: Bardzo dobry
- Podstawowe przygotowanie wojskowe: Osiągnął bardzo wysoki poziom umiejętności we wszystkich elementach szkolenia. Zawsze zainteresowany tematem i energiczny.
- Trening strzelecki: Dobra znajomość wszystkich typów broni, celność, szybkość i determinacja.
- Materiały wybuchowe i minerstwo: Osiągnął wysoki poziom umiejętności, zarówno w teorii (93%) jak i w praktyce (86%)
- Raportowanie (donoszenie, inwigilacja): Pokonał wewnętrzny opór przed donoszeniem. To dobra, użyteczna informacja.
- Kurs komunikacji sygnalizacyjnej: Dobra szybkość wysyłania i przyjmowania wiadomości (10 wyrazów na minutę). Alfabet Morsa.
- Planowanie i taktyka: Jeden z najlepszych w tym zagadnieniu. Udowodnił, że posiada zdolności dowódcze i taktyczne.
- Walka wręcz: Rezultaty bardzo dobre, pomimo że nie jest postawnym mężczyzną  i nie posiada atletycznej budowy ciała. W ogólnej punktacji zajął trzecie miejsce.

Szkolenie w Garramour Czuma ukończył na początku września[18] z takimi oto ogólnymi opiniami instruktora: Dobry, solidny uczeń który traktował swą pracę na serio i dążył stale do doskonalenia się i komendanta kursu: Silny charakter, wpływowy, posiada wszelkie kwalifikacje na dobrego dowódcę. Bardzo pracowity, odważny i pewny.

Kolejność szkoleń i czas ich trwania opisane przez Ryszarda Nuszkiewicza, kolegę Czumy z kursu Cichociemnych, różnią się znacząco od tych zawartych w dokumentach Czumy. Według Nuszkiewicza kolejnym kursem był kurs spadochronowy. W materiałach personalnych nie zachował się dokument potwierdzający ukończenie przez niego tego kursu. Tak więc nie wiemy, w którym ośrodku Czuma odbywał to szkolenie i w jakim czasie. Zazwyczaj Cichociemni ów kurs kończyli w ośrodku treningowym 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej w Largo Hous koło Leven w Szkocji albo w brytyjskim ośrodku spadochronowym w Ringway pod Manchesterem (STS 51). Ale według relacji Nuszkiewicza kurs, na którym był również Czuma, realizował jeszcze inny brytyjski ośrodek w Wilmslow. Z analizy dokumentów Czumy wynika tylko, że kurs spadochronowy mógł odbyć się zarówno tuż po szkoleniu w Garamour, jak i przed kursem walki konspiracyjnej [19]. Poza tym Cichociemni odbywali szkolenie spadochronowe najczęściej pomiędzy kursem psychotechnicznym a kursem walki konspiracyjnej. Dokumenty Józefa Czumy, a także relacja Nuszkiewicza nie zawierają jednak żadnej informacji o ukończeniu przez nich kursu psychotechnicznego.

W ramach szkolenia spadochronowego kursanci odbywali kilka skoków w dzień i co najmniej jeden w nocy[20]. Szkolenie Cichocimnych odbiegało od klasycznego szkolenia lotników, których uczono skakać z dużych wysokości na spadochronach wyzwalanych ręcznie. Cichociemni skakali z niskiego pułapu na spadochronach otwieranych za pomocą linki połączonej z samolotem, która wyszarpywała czaszę spadochronu. Ćwiczono w grupach po kilku, skacząc jeden drugiemu „na głowę” w celu uniknięcia dużego rozrzuty przy lądowaniu.

Następny kurs, informacyjno – wywiadowczy, odbył się w ośrodku Beaulier, hrabstwie Hampshire (STS 31). Czuma ukończył go 5 października 1942 r. W końcowym raporcie czytamy następującą opinię dotyczącą Czumy: Inteligentny, solidny, pilny i zdecydowany. Miły w obejściu, lecz nie jest odpowiednim na dowódcę. Może być dobrym, pewnym podwładnym. W swojej relacji Nuszkiewicz opisuje ten kurs, jednak błędną nazwą ośrodka – Baulieu. Beaulier był brytyjskim ośrodkiem szkoleniowym, gdzie realizowano dodatkowy kurs informacyjno – wywiadowczy[21]. Według Nuszkiewicza kurs, na którym byli między innymi on i Czuma, odbył się pomiędzy 4 a 26 października 1942 r[22]. Kursanci uczyli się tu tajników pracy wywiadowczej. Poznawali podstawowe szyfry i metody tajnej korespondencji. Jednym z ważnych szkoleń w ramach tego kursu były zajęcia z metod charakteryzacji i szybkiej zmiany osobowości. Cenne umiejętności, jakie kursanci posiedli dzięki temu szkoleniu to nauka obserwacji, śledzenia i uwalniania się spod „opieki” śledzących.

17 października, po kilkudniowym urlopie, kursanci zebrali się na kolejnym szkoleniu, poświęconym nauce walki konspiracyjnej o kryptonimie  A 4 „K w ośrodku Audley End (STS 43). Szkolenie trwało pięć tygodni – od 17 października do 21 listopada[23]. Kurs ten miał na celu naukę zasad walki konspiracyjnej. Wykładano tu taktykę działań niewielkimi oddziałami dywersyjno-sabotażowymi. Kursanci opanowywali umiejętności strzeleckie i minerskie. Zasadnicze zajęcia obejmowały organizację walki podziemnej oraz szkolenie dywersyjne przystosowane do warunków konspiracji, a więc umiejętność kontaktowania się, przenoszenie broni i materiałów wybuchowych, nielegalnej prasy, organizację siatki konspiracyjnej, rozkazodawstwo, ubezpieczenie punktów i skrzynek kontaktowych oraz działalność dywersyjną we wszystkich jej fazach – od wywiadu przez rozpoznanie, samą akcję, aż do odskoku włącznie. Ćwiczenia praktyczne odbywały się w warunkach rzeczywistych. Kursanci pozorowali ataki na prawdziwe cele: tory i rozjazdy kolejowe, stacje, parowozy, drogi, składy paliwowe, lotniska  oddalone często o wiele kilometrów. Każdy z Cichociemnych miał za zadanie, zorganizować akcję dywersyjną na wyznaczony obiekt i przeprowadzić ją dowodząc oddziałem złożonym z kolegów.

Starano się ponadto nauczyć kursantów funkcjonowania wszelkich urządzeń i systemów istniejących na lotniskach, stacjach łączności i na kolei. Cichociemni musieli wiedzieć, jak najefektywniej je zniszczyć bądź uszkodzić. Uczono również otwierania zamków, dorabiania kluczy, posługiwania się narzędziami złodziejskiego fachu. Kurs zakończył się 21 listopada 1942 roku. Józef Czuma otrzymał wysokie noty od swoich instruktorów:[24]

Taktyka działań dywersyjnych, bytowanie – b. dobry
Minerstwo – sabotaż – dobry
Łączność – b. dobry
Wyszkolenie strzeleckie – dobry
Wywiad – b. dobry
Przeszkolenie lekarskie – wystarczające
Motory – b. dobry
Stan zdrowia /zdolność do ciężkich wysiłków
dobry
Zachowanie się w życiu i pracy – bez zarzutu
Charakter – pewny, zrównoważony,
Wynik ukończenia kursu – b.dobry

Po ukończeniu kursu walki konspiracyjnej uczestnicy otrzymali trzydniowy urlop. Józef Czuma spędził go wraz z Ryszardem Nuszkiewiczem w Bradford. Zatrzymali się tam w domu prywatnym kobiety, która była wiceprezesem Towarzystwa Przyjaźni Polsko – Brytyjskiej. W tym czasie przebywał tam również Wiktor Budzyński, znany przedwojenny autor radiowych tekstów do popularnej i lubianej audycji „Wesoła Lwowska Fala”.

Po urlopie rozpoczął się kolejny kurs, tzw odprawowy. W pierwszym tygodniu, 29 listopada 1942 r. w ośrodku Audley End Józef Czuma, już jako porucznik[25] został zaprzysiężony na żołnierza Armii Krajowej przez ob. Rawę[26] w obecności ob. Sławka[27] i ob. Jaskrawego. Na dokumencie zaprzysiężenia, pod nazwiskiem Józefa Czumy, widnieje jego pseudonim: Skryty.

Kurs odprawowy miał na celu zmianę żołnierza jednostek liniowych w żołnierza – konspiratora Armii Krajowej. Trwał od 2 do 6 tygodni[28]. Prowadzony był w ośrodku Audley End.[29] W trakcie szkolenia skoczek w konsultacji z instruktorem układał swój nowy, wiarygodny życiorys oparty na nowym nazwisku widniejącym w fałszywych dokumentach. Ponadto zaznajamiał się z warunkami życia w okupowanym kraju, ze strukturą Armii Krajowej i niemieckich sił policyjnych. Poznawał metody stosowane przez Gestapo. Instruktorzy, którzy często byli kurierami w okupowanej Polsce zaznajamiali skoczków ze wszystkim, co mogłoby być im pomocne w ich pracy w kraju.

Po ukończeniu tego kursu, skoczkowie skierowani zostali do stacji wyczekiwania – miejsca w którym mieli czekać na przerzut do Polski. Prawdopodobnie nastąpiło to przed 17 grudnia, bądź w tym właśnie dniu[30]. Tę datę nosi spisana tego dnia Odprawa Pieniężna, którą „Skryty” podpisał i pokwitował odbiór: 20 marek niemieckich, 85 złotych i 40 dolarów amerykańskich. 10 lutego 1943 r. odebrał nieznanej wysokości ryczałt na zakup ubrania cywilnego. Otrzymał również żołd z góry za sześć kolejnych miesięcy o łącznej wartości 702 dolary a także nieznanej wartości przesyłkę pieniężną, którą miał dostarczyć Rakoniowi[31] w kraju.[32]

W omawianym czasie funkcjonowały równolegle dwie stacje wyczekiwania, – jedna w okolicy Knebworth na północ od Londynu (STS 18), druga w okolicy Chalfont St. Peter (STS 20). W czasie pobytu  w stacji wyczekiwania skoczkowie otrzymywali cywilne ubrania, rzeczy codziennego użytku produkcji polskiej bądź niemieckiej. Dodatkowo skoczkowie otrzymywali broń osobistą, nóż, kompas i saperkę potrzebną do zakopania spadochronu, ponadto alkohol i – jeżeli nie odmówili – truciznę. Na stacji wyczekiwania Cichociemni byli permanentnie i drobiazgowo kontrolowaniu pod kontem posiadania jakichkolwiek materiałów, które mogłyby ich zdemaskować. Przed wylotem wszystkie rzeczy osobiste wraz z dokumentami, fotografiami i listami obowiązkowo przekazywali do depozytu[33].

W czasie oczekiwania na przerzut do kraju porucznik Józef Czuma 5 lutego 1943 r. zdał egzaminy i ukończył kilkutygodniowy Oficerski Kurs Motoryzacji w Ośrodku Wyszkoleniowym Broni Pancernej w Manning Tree koło Ipswich w Szkocji, uzyskując przy tym jak zwykle wysokie oceny[34]. Ryszard Nuszkiewicz, który razem ze „Skrytym” trafił na stację wyczekiwania, wspomina w swojej pracy, że kurs ten trwał od 3 do 31 stycznia 1943 roku, a skierowana do jego odbycia została cała grupa Cichociemnych ze stacji wyczekiwania[35]. Uczono na nim kierowania wszelkimi pojazdami, w tym nawet lokomotywami. Po zakończeniu szkolenia cała grupa wróciła na stację wyczekiwania. Pobyt „Skrytego” na stacji trwał do 17 lutego 1943 roku. Pierwotnie jego lot miał się odbyć nieco wcześniej, tuż po 10 lutego, jednak z powodu złej pogody lot odwołano. 10 lutego Czuma podpisał Deklarację o odpowiednim zachowaniu się w okupowanej Polsce:

 

Zobowiązuję się słowem honoru, że do końca wojny:
Zachowam całkowitą tajemnicę co do drogi, jaką przerzucony zostałem do Kraju i co do charakteru mojej pracy. Zachowanie tajemnicy obowiązuje mnie również wobec wszystkich organów Armii Krajowej w Kraju, za wyjątkiem odpowiedzi na zapytania skierowane do mnie w drodze służbowej.
Nie będę nadużywał alkoholu, szczególnie w lokalach publicznych.
Nie będę prowadził żadnej czynnej akcji politycznej.
Przyjmę każdy zaproponowany mi w Kraju przydział, wybierając jedynie w wypadku dania mi prawa wyboru przez moich przełożonych.
Moje stosunki z rodziną uzależnię od wskazówek udzielonych mi przez władze Armii w Kraju. W żadnym wypadku nie będę starał się nawiązać stosunków z rodziną z pominięciem władz Armii w Kraju.
Prócz tego oświadczam, że nie biorę ze sobą żadnych przedmiotów lub pism nie ujawnionych odprawiającym mnie oficerom Pddz. VI Sztabu N.W.[36]

 

Ryszard Nuszkiewicz zapisał w swoich wspomnieniach, że pierwotnie lot Czumy miał się odbyć w noc z 16 na 17 lutego:

Nadszedł dzień 16 lutego 1943 roku. W południe zjawili się mjr Perkins i ppor. Zubrzycki:
– Oho! Zaczyna się! – odezwał się domyślnie Antek Żychniewicz.
Po obiedzie wezwano pierwszą czwórkę na odprawę. Wkrótce ubrani, w pełnej spadochronowej gali czekali na samochód. W tej grupie znajdowali się: por. Piotr Szewczyk „Cezar”, ppor. Tadeusz Benedyk „Zachęta”, por. Józef Czuma „Skryty” i ppor. Tadeusz Jaworski „Gont”.
Minuty płynęły wolno, jak w poczekalni. Wszyscy siedzieliśmy
w świetlicy, głęboko zamyśleni i nieskorzy do rozmów. Zniecierpliwienie malowało się wyraźnie na twarzach tych, którzy już mieli lecieć, jak i tych, których to samo czekało jutro, pojutrze i w dniach następnych.
– Do cholery! Jedźmy wreszcie! Człowiek się ugotuje w tych cywilnych łachach i kombinezonie – złościł się Piter.
– Wsiadamy chłopcy – oznajmił wreszcie około godziny 17 mjr Perkins. Po krótkich pożegnaniach duży samochód osobowy ruszył z miejsca.
– Szczęśliwych wiatrów! Do zobaczenia w Polsce! – wykrzykiwali pozostający koledzy.
Stacja wydawała się dziwnie przestronna, jakby pusta. Kolacja przeszła w minorowym nastroju. Odnosiło się wrażenie, że cztery bardzo bliskie sercu osoby ubyły z grona licznej, kochającej się rodziny.
– Koledzy! Usankcjonowanym zwyczajem cichociemnych trzeba napić się za pomyślny lot i szczęśliwy skok. Za mną do baru – zakomenderował Ludwik Witkowski.
– Na zdrowie Pitra, Józka i dwóch Tadków! – wznieśliśmy w górę kielichy.
– Mnie też nalejcie, chętnie wypiję taki toast – odezwał się głos od drzwi wejściowych.
Był to Piter. Zdębieliśmy.
– Co się stało? – pytał jeden przez drugiego.
– Nic ciekawego! Po prostu odwołali lot. Pogoda nawaliła. Ale warto było wrócić, by się przekonać, że pamiętacie o kolegach – szczerzył z zadowoleniem wilcze zęby Piter.
Następnego dnia ceremonia przygotowania i odjazdu powtórzyła się, z tą jednak różnicą, że wystartowały aż dwie ekipy. Oprócz wspomnianej już czwórki próbowali szczęścia: ppor. Antoni Iglewski „Yandi”, ppor. Jacek Przetocki „Oset”, ppor. Władysław Wiśniewski „Wróbel”, ppor. Antoni Żychniewicz „Przerwa”.
– Może też wrócą? – opiniowało wielu przesiadując w barze.
Godziny mijały, nikt się jednak nie zjawiał. Późnym dopiero wieczorem wpadł mjr Perkins. Obskoczyliśmy go wkoło. Tym razem wszystko w porządku. Polecieli![37]

Samochodami skoczkowie dotarli na lotnisko Tempsford w hrabstwie Cambridge, gdzie stacjonował 138 brytyjski dywizjon specjalnego przeznaczenia (138. Special Duty Squadron). Por. Józef Czuma wszedł na pokład dostosowanego do potrzeb transportu skoczków czterosilnikowego bombowca Handley Page Halifax Mk. II. Dowódcą brytyjskiej załogi był S.L. Boxer. Lot ten miał kryptonim operacji „Floor”. Po starcie samolot leciał w ciemnościach w kierunku wyspy Sylt, którą minął od północy i skierował się nad Danię. Tu lotem koszącym, dla uniknięcia ognia niemieckiej artylerii przeciwlotniczej, na wysokości 30 metrów przeleciał nad lądem. Na wysokości Bornholmu Halifax skręcił na południe i wleciał nad Pomorze w rejonie jezior Bukowo i Jamno. Dalej samolot przeleciał nad Jeziorem Charzykowskim, minął Toruń i w rejonie Płocka odbił, kierując się na Siedlce. Celem lotu była placówka odbiorcza o kryptonimie „Puchacz” położona 9 kilometrów na południowy wschód od miejscowości Mordy w powiecie siedleckim.

Pilot bez większych problemów odnalazł placówkę, po wymianie sygnałów świetlnych pomiędzy maszyną a oddziałem czuwającym na ziemi samolot zrzucił zasobniki i wykonał prawidłowo nalot, żeby zrzucić skoczków, lecz zszedł zbyt nisko i nie wytracił odpowiednio prędkości. Rezultatem tego były kontuzje, jakich doznali podczas skoków por. Piotr Szewczyk „Czer” i por. Józef Czuma „Skryty”. Pisze o tym por. Ryszard Nuszkiewicz, który już jako por. „Powolny”, ponownie spotkał Józefa Czumę w kilka tygodni później w okupowanej Warszawie:

Por. „Skryty” był pierwszym pechowcem, u którego wystąpiły zdrowotne komplikacje. Samolot, z którego skakał, leciał za nisko i w rezultacie wszyscy skoczkowie doznali jakichś kontuzji, Czuma dorobił się także poważnego urazu żołądka. Nie było innej rady jak tylko operacja. W kwietniu powędrował do szpitala Czerwonego Krzyża, gdzie przebywał pod fałszywym nazwiskiem i czułą opieką wtajemniczonych pielęgniarek oraz „ciotek”[38]. Utrzymywałem z nim stały kontakt i odwiedzałem często chorego kolegę.

Skryty po opuszczeniu szpitala zamieszkał u szwagierki gen. Andersa przy ul. Daniłowiczowskiej. Tkwiła ona po uszy w konspiracji chcąc dorównać mężowi, kapitanowi artylerii, który uciekł z niewoli i gdzieś wojował jako żołnierz AK, nie dając – ze zrozumiałych względów – wiadomości o sobie.
Znajome panie z alei Waszyngtona i z ulicy Daniłowiczowskiej szybko się dogadały i ustaliły, że „Skryty” (nazywany też Ziutkiem) jako rekonwalescent powinien jechać do Świdra. Trzeba przyznać, że był mężczyzną wyjątkowo twardym, nie cackał się ze sobą i nie zmienił trybu życia, jaki prowadził przed operacją.
– Uważaj Józek, bo ci bebech pęknie – upominałem kolegę.
– Nie ma obawy. Z braku lepszego materiału szewską dratwą mnie zeszyli[39].

 

Niewiele zachowało się informacji o życiu prywatnym porucznika Józefa Czumy po zrzuceniu do Polski. Z relacji żołnierzy oddziału wynika, że mieszkał aż do swojego aresztowania w Warszawie. Sporadycznie nocował u żołnierzy swojego oddziału. Ciekawych informacji o nim dostarczają wspomnienia Ryszarda Nuszkiewicza. Opisał on zdarzenie, jakie miało miejsce w maju 1943 roku w Warszawie i bezpośrednio dotyczyło Czumy:

            Józek umyślił sobie, że ściągnie do Warszawy swoją dziewczynę. Uzgodniliśmy, że ja napiszę list do Bochni proponując spotkanie w Warszawie, by przekazać wiadomość o bracie przebywającym
za granicą. Około 25 maja zapukała wcześnie rano do drzwi służąca.
– Panie Cisowski, jacyś goście do pana.
Zaniepokoiłem się na dobre. Może gestapo? – przemknęło mi przez głowę. Ochłonąłem dopiero gdy do pokoju weszła ładna, śniada brunetka z podobnym do niej z wyglądu młodym mężczyzną.
– Proszę siadać. Zaraz zadzwonię i przyjdzie zainteresowany pan. Spostrzegłem niepewność w oczach przybyszów, gdy opuszczałem mieszkanie i szedłem na piętro do telefonu.
Długie momenty konsternacji wyjaśniło pojawienie się Józka Czumy, który chyba jechał najszybszą rikszą Warszawy.
– Rany boskie, Józek! – krzyknęła brunetka i rzuciła mu się na szyję oblewając spotkanie potokiem łez.
Tak miły przypadek należało odpowiednio uczcić. „Skryty” postawił się i zaprosił gości i mnie do „Bodegi”, lokalu na Nowym Świecie.[40]

Kobietą o której pisze Nuszkiewicz była Zofia Piech, mieszkająca w Bochni, narzeczona Czumy. Czuma uczył się w gimnazjum w Bochni w jednej klasie z Bolesławem i Romanem Piechami. Imię i nazwisko tego ostatniego widnieje obok imienia matki Czumy na karcie ewidencyjnej „Skrytego” sporządzonej na potrzeby Oddziału VI, w rubryce dotyczącej personaliów osób do powiadomienia w razie śmierci skoczka. Roman Piech był na pewno przyjacielem „Skrytego” z czasów gimnazjalnych. Być może to właśnie on razem z Zofią spotkali się ze „Skrytym” w warszawskim mieszkaniu w maju 1943 r.

Majowa wizyta Zofii Piech w Warszawie nie była odosobnionym przypadkiem. Rok później „Skryty” odwiedził swojego przyjaciela Ryszarda Nuszkiewicza w Krakowie, gdzie ten otrzymał przydział. W swojej relacji Nuszkiewicz tak opisał to spotkanie:

  – Rany boskie, Józek! – witałem za chwilę swego przyjaciela, „cichociemnego”. Co słychać, stary?
– Przyjechałem do Krakowa na spotkanie z bratem i jakżeż nie miałem odwiedzić kolegi?
– Tylko ci o to chodziło? A do Bochni nie ciągnie cię przypadkiem serce?
– Chętnie bym pojechał, tylko za dużo tam znajomych z gimnazjum.
Ustaliliśmy, że mimo wszystko wyruszymy na zajutrz i to całą trójką.
– Dla ciebie, Zosiu, mam niespodziankę – zagaiłem od progu, gdy przybyliśmy na miejsce.
– Powiedz, umieram z ciekawości.
– Wyjątkową – odrzekłem i pociągnąłem zza drzwi Józka.
Dwa radosne dni minęły szybko i trzeba było wracać do szarej rzeczywistości.
Wiesz co, Rysiek? Czeka mnie w Warszawie niebezpieczna robota. Mam jak nigdy złe przeczucie – zwierzał się „Skryty” tuż przed odjazdem.
– Ech! nie myśl o tym za dużo. Jestem przekonany, że wszystko się uda – pocieszałem przy pożegnaniu przyjaciela.[41]

Zachowanie Czumy nie było wyjątkiem. Rozkazy i przyrzeczenia, które zobowiązywały cichociemnych do nienawiązywania kontaktów z rodzinami i osobami bliskimi bez zgody przełożonych, były przez nich bardzo często ignorowane. Wielu z nich nie było w stanie powstrzymać się przed pokusą skontaktowania się z niewidzianymi od kilku lat rodzinami, narzeczonymi czy przyjaciółmi. Jest bardzo prawdopodobne, że Czuma, oprócz opisanych powyżej spotkań z narzeczoną Zofią i bratem Franciszkiem, przy okazji wyjazdu w rodzinne strony widział się też z matką i resztą rodzeństwa.

Miesiąc po tym, jak Czuma został zrzucony do Polski, Szef Sztabu Komendy Głównej Armii Krajowej gen. Tadeusz Pełczyński przydzielił go do Kedywu Obszaru Śląsk. Stało się to 20 marca 1943 r[42]. Przydział ten został następnie cofnięty. Prawdopodobną przyczyną tej zmiany były aresztowania na tym terenie Cichociemnych: w styczniu por. Władysława Klimowicza ps. „Tama” i w marcu ppor. Jana Poznańskiego ps. „Pływak”. Dowództwo, bojąc się stracić kolejnych oficerów, zdecydowało o skierowaniu Czumy do Kedywu Okręgu Warszawskiego[43].

Czy przed objęciem dowództwa oddziału z linii otwockiej „Skryty” otrzymał jakiś inny tymczasowy przydział nie wiemy. Wiemy natomiast, że nie przekazano mu tego oddziału zaraz po aresztowaniu jego twórcy i pierwszego dowódcy, por. Romana Grotowskiego „Ersa”. Dopiero we wrześniu, po tragicznym wypadku następcy „Ersa”, Leona Tarajkiewicza, Czuma otrzymał przydział do oddziału. Jakie wrażenie zrobił ten dwudziestoośmioletni porucznik na swoich młodych podkomendnych? Wacław Szczepkowski, zastępca Mariana Wesołowskiego na stanowisku dowódcy grupy „Falenica”, tak opisuje swoje wrażenia ze spotkania ze „Skrytym”:

Inaczej go sobie wyobrażałem przed naszym pierwszym spotkaniem, gdy zostaliśmy poinformowani, że naszym trzecim z kolei dowódcą zostanie skoczek spadochronowy z Anglii. Średniego wzrostu, krępy, jasny blondyn o charakterystycznych wąsikach, w luźnym sportowym płaszczu i kapeluszu nie robił wrażenia zawodowego oficera. Czy był naprawdę skryty? Moim zdaniem nie. W stosunku do ludzi był bezpośredni, szczery i otwarty, z dużą dozą jakby pewnego rodzaju pobłażania.[44]
 Czuma był częstym gościem u Ludwika Witkowskiego ps. „Kosa” dowódcy oddziału dyspozycyjnego przy Batalionie Saperów Praskich i dowódcy oddziału dyspozycyjnego „B”. Poznał go jeszcze w Anglii na szkoleniu „Cichociemnych”. Brat Ludwika, Henryk tak oto charakteryzuje „Skrytego”:

W tym czasie (grudzień 1943 r.) znałem już dość dobrze ppor.(sic.) „Skrytego”. Utrzymywał on bowiem przyjacielskie stosunki z „Kosą”, spotykając się z nim nie tylko na służbowych odprawach w dowództwie „Kedyw – Kolegium”, ale od czasu do czasu odwiedzał nas również prywatnie w moim mieszkaniu. Podobał mi się ten „cichociemny”. Był średniego wzrostu, o krępej i mocnej budowie ciała, a jego jasnoblond włosy o odcieniu dojrzałej pszenicy kontrastowały z lekko zaczerwienioną i trochę pocętkowaną piegami twarzą. Gdy uśmiechał się, błyskając zębami spod krótko przystrzyżonego wąsika, sprawiał wrażenie wilka, który – jak ten z bajki o Czerwonym Kapturku – wdzięczył się do babci przed jej połknięciem.[45]

A w taki sposób scharakteryzował Czumę jego bezpośredni przełożony Józef Rybicki Szef Kedywu Okręgu Warszawskiego:

Zawsze uczynny, zawsze chętny do wypełniania rozkazów, uśmiechnięty, łagodnego usposobienia, lecz w akcji jak tygrys. Był wyjątkowej wartości jako typ oficera – dowódcy oddziału bojowego półleśnego, półstacjonarnego.[46]

12 lipca 1944 roku por. Józef Czuma ps. „Skryty” został aresztowany przez gestapo. Pierwsza próba schwytania go miała miejsce nieco wcześniej na Dworcu Głównym w Warszawie. Wówczas udało mu się jednak uciec, przeskakując przed przejeżdżającym pociągiem. Tym razem gestapowcy zaczekali aż Czuma wyjdzie z hali dworca i zatrzymali go u zbiegu Marszałkowskiej i Alej Jerozolimskich. Został przewieziony na Pawiak, gdzie po ciężkim śledztwie został zamordowany[47]. Więziony na Pawiaku Jan Gozdawa-Gołębiewski wspominał, że w nocy z 12 na 13 lipca 1944 r. do jego celi wprowadzono zmasakrowanego mężczyznę jak się okazało był nim porucznik Józef Czuma ps. „Skryty”[48].

Ponieważ z powodu aresztowania Czuma nie pojawiał się na umówionych spotkaniach, w oddziale ogłoszono alarm. Wszyscy, z którymi „Skryty” miał bezpośredni kontakt, zmienili miejsca zamieszkania. Natychmiast również zmieniono lokalizację magazynów z bronią. Nic jednak nie nastąpiło. Niemcy nie przeprowadzili żadnej akcji aresztowań. Por. Józef Czuma nie wydał nikogo.

Przez lata w środowisku byłych żołnierzy oddziału funkcjonowało kilka wersji przyczyn aresztowania Czumy. Dla wszystkich było jasne, że ich dowódca padł ofiarą zdrady. Wskazał go Niemcom ktoś, kto znał go dobrze. Józef Rybicki w swoich notatkach daje do zrozumienia, że odpowiedzialność za wsypę „Skrytego” ponosi Obwód VII „Obroża”[49]. Inne wersje wskazują na żołnierzy z oddziału. W kilku relacjach pojawiają się przypuszczenia dotyczące trzech żołnierzy, którzy rzekomo w okresie bezczynności, co miało miejsce po przejściu oddziału z Kedywu do Obroży, zdemoralizowali się i zajęli się bandytyzmem. Podobno „Skryty” otrzymał do wykonania wyrok śmierci na tychże żołnierzach, jednak znając swoich ludzi, nie uwierzył, że są winni i przekazał sprawę Wacławowi Szczepkowskiemu, dowódcy pododdziału „Falenica”. Po latach Szczepkowski pytany o tą sprawę nie dał jednoznacznej odpowiedzi. Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się, kto stał za aresztowaniem Czumy.

Po wielu latach Hanna Rybicka, córka szefa warszawskiego Kedywu odkopała dokumenty ukryte przez jej ojca. Wśród nich jest również niepodpisany maszynopis, napisany najprawdopodobniej przez samego „Skrytego”, który może potwierdzić przypuszczenia żołnierzy.

Ryszard Nuszkiewicz na kartach swojej biografii takimi słowami po raz ostatni wspomniał swojego przyjaciela Józefa Czumę:

Zginął bohatersko, jak na cichociemnego przystało, zakatowany na śmierć w czasie bestialskich przesłuchań w gmachu gestapo przy alei Szucha.
Był jednym z tych, którzy w walce z okupantem imponowali nawet buńczucznej Warszawie.[50]


[1] Zob. Marian Porwit, Komentarze do historii polskich działań obronnych 1939 r., Warszawa 1978, ss. 81-82, 87-88.
[2]
Wielu oficerów polskich załogi Lwowa podjęło udane próby ucieczki, już po tym jak dostali się do niewoli sowieckiej. Nie wiemy, jak dokładnie Czuma wydostał się poza kordon oddziałów Armii Czerwonej.
[3]
Takie daty niewoli niemieckiej zawarte są we wniosku awansowym na porucznika sporządzonym dla Józefa Czumy. Z kolei w opinii rocznej Czumy, sporządzonej 15 lutego 1941 r., znajduje się informacja o tym, że przebywał on w niewoli niemieckiej od 24 września do 7 października 1939. Z dokumentu tego wynika ponadto, że Czuma przebywał w obozie jenieckim w Janowie Lwowskim.
[4]
Coëtquidan – obóz szkoleniowy w Bretanii, w którym już od września 1939 r. formowano polskie jednostki, m.in: 1,2 i 3 Dywizje Piechoty. Przybycie Czumy do Coëtquidan uwieczniono na fotografii opublikowanej w pracy Jędrzeja Tucholskiego Cichociemni, Warszawa 1988, wyd. III, s. 14.
[5]
Na podstawie Dzieje Ułanów Jazłowieckich, praca zbiorowa, Londyn 1988, ss 235-245.
[6]
zob. Dzieje Ułanów Jazłowieckich, praca zbiorowa, Londyn 1988, s. 251.
[7]
Na podstawie Dzieje Ułanów Jazłowieckich, praca zbiorowa, Londyn 1988, ss 235-245.
[8]
Na podstawie Dzieje Ułanów Jazłowieckich, praca zbiorowa, Londyn 1988, ss 235-245.
[9]
Tamże.
[10]
Jak wynika z Opinii za rok 1940, 18 lipca to również data ostatniego przydziału ppor. Józefa Czumy.
[11]
Opinia za rok 1940 z dnia 14 lutego 1941 r. podpisana przez płk Gierulewicza i gen. Władysława Maczka. Archiwum SPP syg kol 23/36
[12]
Od tego czasu w dokumentach pojawiać się zaczęła nazwa 14 Pułk Ułanów.
[13]
Wniosek awansowy podporucznika Józefa Czumy. Archiwum SPP syg. kol 23/36
[14]
Roczna Lista Kwalifikacyjna za rok 1942 podpisana przez ppłk Protasewicza 15 kwietnia 1943 r. Archiwum SPP syg kol 23/36
[15]
Deklaracja z 21.07.1942 r. Archiwum SPP syg kol 23/36. Na deklaracji znajduję się adnotacja następującej treści: Trochę lekkomyślny, zgubił kryptonimy. Sam się zgłosił.
[16]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1989.
[17]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.101.
[18]
Na dokumencie znajduję się podpis z datą 5 września 1942 r. Ryszard Nuszkiewicz w swoich wspomnieniach koniec kursu zapisał pod datą 15 września. Daty krańcowe kolejnych kursów podane przez Nuszkiewicza różnią się od tych, zawartych w dokumentach Czumy.
[19]
Na podstawie J.Tucholski, Cichociemni, wyd. III, Warszawa 1988, s.69.
[20]
W  swojej relacji Nuszkiewicz wspomina również o skoku do wody. Zobacz w: Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.107.
[21]
J.Tucholski, Cichociemni, wyd. III, Warszawa 1988, s.80.
[22]
Według raportu końcowego Czumy kurs zakończył się najpóźniej 5 października 1942 r.
[23]
Na podstawie Karty Ewidencyjnej Józefa Czumy, Oddział VI Sztabu NW. Archiwum Studium Polski Podziemnej, syg. Kol 23/36. Nuszkiewicz w swoich wspomnieniach podaje inne daty kursu: 27 października – 5 grudnia. Zobacz w: Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.109.
[24]
Skryty w ramach szkolenia (S.T.S 43) odbył kurs o kryptonimie A4 „K”, który rozpoczął się 17 października i trwał do 21 listopada 1942 r.
[25] W Arkuszu Ewidencyjnym znajduje się dopisana adnotacja, że został awansowany dopiero z dniem 1 stycznia 1943 r. (Archiwum SPP syg kol 23/36). W opracowaniu Dzieje Ułanów Jazłowieckich znajdujemy informację, że w listopadzie 1942 r. nastąpiły awanse, wśród wymienionych, awansowanych poruczników widnieje nazwisko Czumy.
Zob. Dzieje Ułanów Jazłowieckich (praca zbiorowa), Londyn 1988, s. 270. W swoich wspomnieniach Ryszard Nuszkiewicz zapisał, że przed 26 października zarówno on sam jak i Józef Czuma otrzymali awans na porucznika. Zob. Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.109.
[26]
Pseudonim „Rawa” należał do ppłk Michała Protasewicza, w tym czasie szef Oddziału VI (Specjalnego) Sztabu Naczelnego Wodza.
[27]
Pseudonim „Sławek” należał do mjr Józefa Hartmana, w tym czasie komendanta ośrodka w Audley End.
[28]
Według Nuszkiewicza kurs trwał ponad dwa tygodnie (od 6 grudnia do 22 grudnia 1942 r.) Zob. Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.119.
[29]
W dokumentach Józefa Czumy nie ma żadnej wzmianki dotyczącej tego kursu. Ale w tym czasie kursy odprawowe organizowane były w ośrodku w Audley End. Lokalizację tę potwierdza również w swoich wspomnieniach Ryszar Nuszkiewicz. Zob. Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.119.
[30]
Według Nuszkiewicza uczestnicy szkolenia, w tym Czuma znaleźli się na stacji wyczekiwania 22 grudnia 1942 r.
[31]
Gen. Stefan Rowecki, Komendant Główny Armii Krajowej.
[32]
Na podstawie dokumentów teczki personalnej Józefa Czumy, Archiwum Studium Polski Podziemnej, syg. Kol 23/36.
[33]
Po poruczniku Józefie Czumie pozostał depozyt (Nr 14)  na który składały się: depozyt ubraniowy, depozyt dokumentów zawierających znak spadochronowy, dokumenty osobiste i listy oraz depozyt pieniężny zawierający dwadzieścia siedem funtów, trzynaście szylingów i sześć pensów. Depozyt ubraniowy odebrał 5 lutego 1945 r. ppłk Władysław Czuma, kuzyn „Skrytego” i rodzony brat generała Waleriana Czumy. Resztę depozytu odebrał 4 kwietnia 1948 roku kuzyn Czumy Stanisław Stefanow, posiadający upoważnienie matki „Skrytego”. Odebrane depozyty nigdy do rodziny w Polsce nie dotarły. W roku 1957 matka „Skrytego” , Maria Czuma, za pośrednictwem Konsula Generalnego w Londynie i brytyjskiego Centralnego Archiwum Wojskowego próbowała odzyskać depozyt, lecz wówczas w archiwum Studium Polski Podziemnej już go nie było. Dalszy los depozytu Józefa Czumy pozostaje nieznany. (Na podstawie: listu plut. St. Stefanowa z 12 września 1947 r., listu Komisji Likwidacyjnej P.S.Z., Wydział III do plut. St. Stefanow z 19 września 1947 r.,pisma The War Office Records Centre z 8 listopada 1957 r. i odpowiedzi na to pismo z dnia 11 grudnia 1957 r. podpisanej przez Kierowniczkę Archiwum SPP panią H. Czarnocką. (dokumenty w zbiorach Archiwum SPP syg kol 23/36)
[34]
Świadectwo Ukończenia Oficerskiego Kursu Motoryzacji wystawione przez Dowództwo I Dywizjonu Pociągów Pancernych. Archiwum SPP syg kol 23/36
[35]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s.124.
[36]
Deklaracja w zbiorach Archiwum SPP syg kol 23/36)
[37]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, 1983, s. 127.
[38]
Tak nazywano kobiety z referatu „Ewa-Pers”. „Ciotki” roztaczały opiekę nad cichociemnymi od momentu pojawienia się ich w lokalach kontaktowych po okres aklimatyzacji, który trwał od dwóch do sześciu tygodni. W tym czasie kobiety pomagały skoczkom w zaznajomieniu się z warunkami życia w okupowanym kraju. Pośredniczyły
w załatwieniu „lewych” dokumentów. Czasami, choć było to zabronione, pomagały w kontakcie z rodzinami skoczków.
[39]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s. 143-144.
[40]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, ss. 143-145.
[41]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s. 218.
[42]
WBBH syg. III/29/6. Dokument opublikowany w J.Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1988, s. 193.
[43]
Zob. J. Tucholski, Cichociemni, Warszawa 1988, s. 208. Oprócz Czumy na Śląsk skierowany miał zostać także Ludwik Witkowski „Kosa”, również i jego przydział zmieniono na Okręg Warszawski Kedywu. „Kosa” był kolegą „Skrytego” z kursu cichociemnych.
[44]
Relacja Wacława Szczepkowskiego [W:] Henryk i Ludwik Witkowscy, Kedywiacy, PAX 1973, ss. 263-264.
[45]
Henryk i Ludwik Witkowscy, Kedywiacy, PAX 1973, ss. 263-264
[46]
J. Rybicki, Notatki Szefa Warszawskiego Kedywu, Warszawa 2003, s. 158.
[47]
Na podstawie: Henryk i Ludwik Witkowscy, Kedywiacy, PAX 1973, ss. 312 – 313.
[48]
Jan Gozdawa-Gołębiowski,Obszar Warszawski Armii Krajowej, Lublin 1992, s. 208.
[49]
Zaczęli „nasiadać” na „Skrytego” [oficerowie VII Obwodu „Obroża”], którego wzięcie u ludzi było solą w oku poniektórych „oficerków” i powoli podcięli mu skrzydła. Teren stawał się dla „Skrytego” coraz gorętszy, coraz bardziej dekonspirował się w pracy (bo łączność pracowała całkowicie dla powiatu) i nie minęło parę tygodni, jak został ujęty. Józef Rybicki, Notatki Szefa Warszawskiego Kedywu, Warszawa 2003, s. 158.
[50]
Ryszard Nuszkiewicz, Uparci, Warszawa 1983, s. 218.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz