RSS
 

Miasto, które nie ma szczęścia.

23 paź

Dług, niedobory i pustki w kasie.
Kasyno za 3 miljony – puste – Pińskie błota. – Wyczekiwanie na gości. – Luksusowa szosa. – Okno na Warszawę. – Nawet pułkownik nie pomoże.

Gdy z jednej strony za kratami duma smętnie niefortunny dzierżawca niedoszłego domu gry w Otwocku, [Budynek dzisiejszego Liceum Ogólnokształcącego im. K.I. Gałczyńskiego budowany był z przeznaczeniem na kasyno gier hazardowych. Niestety Otwock nie uzyskał odpowiedniej koncesji. Wymieniany dzierżawca gmachu pobrał zaliczki od przyszłych pracowników, których nie zwrócił, za co trafił do więzienia. Zobacz więcej.] niewesoło na duszy jest rządcom podwarszawskiego uzdrowiska. Sytuacja Otwocka stała się wręcz rozpaczliwa. Kasyno, które kosztowało zgórą trzy miljony złotych świeci pustką, a po olbrzymich, luksusowych salonach, gdzie, dokoła stołów z kręcącą się ruletką miały gromadzić się tłumy żądnych hazardu i wygranej, hula jeno wiatr i zawodzi smutno. A tymczasem płyną raty amortyzacyjne, Ullen [Ulen & Company – To właśnie ta firma udzieliła pożyczki i realizowała projekt budowy Kasyna.] gnębi dłużnika i coraz markotniej wygląda w kasie.
Bo jednocześnie wpływy Otwocka spadły do minimum. Miasto złotego runa, które miało spłynąć na Otwock po uruchomieniu ruletki, spłynęły tylko długi, a niedobory stały się coraz dotkliwsze. O tem, ażeby Otwock mógł spłacać pożyczkę zaciągniętą na kasyno nie może być mowy. Za radosną twórczość ojców Otwocka płaci teraz skarb państwa, który gwarantował pożyczkę. Mimo to jednak stan finansów miejskich jest coraz bardziej opłakany. W pierwszym rzędzie zawodzą wpływy z tytułu podatku kuracyjnego. Frekwencja w Otwocku bezustannie spada. Nie można zresztą temu dziwić się, skoro panują tam takie porządki. Gdy z jednej strony budowano za 3 miljony złotych pałac na ruletkę, nie starczyło na… zasypanie przynajmniej rowów na ulicach. Cały szereg ulic jesienią i wiosną, to istne błota pińskie, natomiast latem Sahara, która dmucha rozżarzonym piachem.
Właściciele pensjonatów i domów są w czarnej rozpaczy. Tęsknie wyczekiwani goście nie zjawiają się. Obniżono ceny – nic nie pomaga. Prócz kilku pensjonatów, które mają gości t. zn. „Weekendowych”, czyli przyjeżdżających na jeden wolny w tygodniu dzień – reszta świeci pustkami.
Otwock doprawdy nie ma szczęścia. Urządzono szosę Warszawa – Otwock. Budowano ją cały szereg lat, przez siedem lat właściciele nieruchomości płacili na budowę szosy ogromne kwoty. Szosa ta miała być „oknem” na Warszawę. Spodziewano się po niej nowej ery dla Otwocka. Po wspaniałej szosie, która kosztowała około miljona złotych miały sunąć luksusowe autobusy, odjeżdżające z Warszawy, z różnych punktów miasta. „W 20 minut luksusowym autobusem z Warszawy do kasyna w Otwocku”. oto było hasło, które zwiastowało różową przyszłość dla podwarszawskiego uzdrowiska. Szosa została wybudowana, ale okazało się, że jest… za wąska. Dwa autobusy, jadące w przeciwnych kierunkach nie mogą się na niej pomieścić. To też niema dotychczas komunikacji autobusowej. Okno na Warszawę zabito deskami, jak zabite są deskami okna w pałacu kasynowym. Że tam w łącznej sumie 4 miljony poszły z wiatrem, o tem się oczywiście nie mówi.

Zaniepokojone sytuacją, do Otwocka zajrzały czynniki rządowe. Chwycono się ostatecznego środka. Postanowiono przydzielić burmistrzowi komisarza rządowego i to pułkownika [Prawdopodobnie płk. lekarz – Otto Samojłowicz-Salomonowicz.]. Okazało się jednak, że sytuacja Otwocka jest tego rodzaju, że nawet szlify pułkownikowskie niezawodne lekarstwo na tyle bolączek i boleści, nie pomogły tutaj.

I gdy obecnie zbliża się lato, – tak długo oczekiwany sezon, gdy wkrótce już zawieje samum Otwocki, okrywając kurzem i piaskiem oblicza „niewiernych”, coraz większy niepokój i obawa o jutro zagnieżdża się w komnatach magistratu otwockiego i salach pensjonatów i sanatorjów.

 

A.B.C. z 16 maja 1933 r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz