RSS
 

Chorzy skarżą się.

11 gru

Jak nas informują sanatorjum m. Warszawy dla gruźlików w Otwocku, pomimo okazałości swego gmachu, górującego nad Otwockiem i piękności otaczającego go ogrodu, od dłuższego już czasu wywołuje poważne żale, zwłaszcza na traktowania w niem ciężej chorych. Ci ostatni nie mogą korzystać z piękna ogrodu, z wielkiej i pełnej światła sali jadalnej i z wszystkich dogodności, związanych ze swobodą ruchów po całem sanatorjum i po jego ogrodzie. Muszą pozostawać w swych pokojach, w najlepszym razie wychodząc na przyległy taras, to też co do nich wskazana jest oczywiście szczególna dbałość.
Tymczasem stosunki w tym względzie pozostawiają dużo do życzenia. Jedzenie np. najczęściej chorzy prątkujący, którzy nie wstają wcale z łóżka, dostają to samo, co lżejsi gruźlicy, chodzący i biegający nawet po ogrodzie, zwykłe jedzenie ludzi zdrowych, z którego oni przeważnie nie mogą korzystać. Siostry zakonne, mające sprawować opiekę nad tymi chorymi, wielki nacisk kładą na kwestję spowiedzi, nawet drażnią nią najciężej chorych, natomiast w stałym, codziennym kontakcie z chorymi okazują dla nich wielką obojętność, brak żywego poczucia samarytańskiego. Przy zmniejszonej ilości służby, zwłaszcza w święta, ciężko chory nie może nikogo się dodzwonić i pozostaje nieraz dłuższy czas bez żadnej pomocy, przy cięższych przypadłościach. Kierownictwo i nadzór lekarski na miejscu nie są dostateczne.
Słowem opieka nad ciężej chorymi, tymi, którzy jej najwięcej właśnie potrzebują, jest tak nikła, że niepodobnaby wcale przypuścić, aby dziać się to mogło w sanatorjum, które tak wielkim kosztem wybudował samorząd stolicy i które ze względu na swój monumentalny gmach i świetne warunki terenowe zdawałoby się być wzorowem urządzeniem leczniczem tego typu.

Kurier Poranny, 3 października 1933 r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz