RSS
 

12 grudnia1943 r., piątek

12 gru

W tym dniu miała miejsce akcja kolejowa pod Celestynowem (Starą Wsią).[1] Niemieckie źródła jej przebieg i rezultaty przedstawiają tak:

O godzinie 1.30 najechał na minę przed Celestynowem (przy 36 km) pociąg nr SFR 2381 z Berlina do Kowla. Wykoleiła się lokomotywa i dwa wagony. Pociąg ten następnie został ostrzelany z 2 karabinów maszynowych i pistoletów maszynowych oraz obrzucony ładunkami wybuchowymi i granatami – przez grupę 22 mężczyzn. Zabitych zostało 14 żołnierzy Wehrmachtu, 50 lekko rannych. Niemcy zastrzelili jednego partyzanta, drugiego rannego aresztowali i przekazali Sipo w Warszawie. W pobliżu miejsca wybuchu znaleziony został karabin maszynowy, miny i bomby ręczne angielskiego pochodzenia. Ruch na trasie przywrócony został w ciągu 13 grudnia.[2]

 

Obwieszczenie dowódcy SS i Policji z 15 grudnia 1943 r. nie podaje co prawda przebiegu akcji, ale przedstawia straty, które różnią się od podanych przez żandarmerię:

Dnia 12.XII 1943 r. w pobliżu miejscowości Stara Wieś został wykonany zamach na pociąg pośpieszny, który wykolejono i następnie ostrzelano. Przy tym zostało 12 Niemców , pomiędzy nimi jedna kobieta, zabitych i większa liczba ciężko, względnie lżej rannych.[3] 

Zachowało się sprawozdanie, jakie po tej akcji złożył „Skryty”:

Sprawozdanie

Wysadzenie pociągu (urlopownicy) i likwidacja. Skład: parowóz i 12 wag[onów].Udział w akcji brało 72 ludzi (broń: 7 rkm, 1 ckm, 38 kb, 3 pm, broń krótka). Do wysadzenia użyto 16 kg mat[eriałów] wybuchowych.
Wynik: Po wysadzeniu toru lokom[otywa] spadła z nasypu, przewracając się na bok, 3 pierwsze wagony przewrócone, częściowo spadły z nasypu, czwarty wagon skręcony, dwa następne spiętrzone, pozostałe normalne.
Przebieg akcji: Akcja trwała 15 minut. Po wysadzeniu toru grenadierzy podeszli do pociągu, wrzucając granaty, filipinki i termitówki; po wycofaniu się grenadierów nastąpił gwałtowny ogień z broni maszynowej i kb. W chwilę po tym nastąpił drugi nawrót grenadierów i częściowe wdarcie się ich do pociągu.
Po gwałtownym powtórnym ogniu broni maszynowej następuje oderwanie się od pociągu i wycofanie. W czasie całej akcji był silny ogień ze strony npla.
Straty (wiadomości z polic[ji] niem[ieckiej]: ok. 120 zabitych, 130 ciężko rannych (do godz. 12 siedmiu z nich zmarło w Otwocku) przeszło 100 lekko rannych.
Straty własne: 1 zabity, 4 rannych (jeden z rannych dostał się do niewoli niemieckiej, obecnie jest w Warszawie). Wszystkie rany są postrzałowe, przeważnie nogi i ręce.
Zużycie materiałów i amunicji: 16 kg mat. wybuchowych, 1500 szt. amun[icji] do km i kb, 60 szt. am[unicji] do pm, 12 gran[atów], 14 filipinek, 26 termitów.
Trasa przebyta przez oddział – około 40 km.

-Skryty-[4]

Poza dokumentami niemieckimi i rzeczowym meldunkiem dowódcy akcję opisali też jej uczestnicy. Dzięki relacjom żołnierzy „Skrytego” można bardzo dokładnie odtworzyć przebieg przygotowań i samego ataku.

W tydzień po akcji pod Skrudą „Skryty” otrzymał kolejne zlecenie. Tym razem akcja miała się odbyć na trasie Warszawa – Dęblin. Celem ataku był pociąg pośpieszny relacji Berlin – Kowel. Po rozpoznaniu terenu „Skryty” zadecydował, że miejscem akcji będzie odcinek toru położony na łuku pomiędzy przystankami Celestynów i Stara Wieś. Decyzja podyktowana była kilkoma względami. Po pierwsze był tu tylko jeden tor. Po wtóre wysadzenie toru na łuku potęgowało ewentualne zniszczenia. Ostatnim elementem było to, że odcinek znajdował się wśród lasów, z dogodnym dojściem i w odległości pozwalającej na wykonanie akcji w ciągu jednej nocy.

Po zmroku oddział zebrał się na stałym już miejscu koncentracji. Po zebraniu się ludzi „Skryty” nakazał wymarsz. Dla sprawniejszego pochodu „Okrzeja” zorganizował podwodę, na którą złożono siedem rkm, jeden ckm, amunicję oraz materiały wybuchowe. Drogę na akcję opisał na podstawie relacji Jana Kamińskiego Henryk Witkowski:

O godzinie 21.00 oddział wyrusza w drogę marszem ubezpieczonym, omija zabudowania Mlądza i w pobliżu Teklina wychodzi na otwartą przestrzeń. Jest bezgwiezdna noc, ale na tle szarego nieba i bieli śniegu wyraźnie rysuje się długa ciemna kolumna, tylko jak gdyby miejscami przerywana. Te przerwy to grupy ludzi, którzy pozakładali na siebie białe fartuchy, prześcieradła, a nawet długie staromodne nocne koszule. Czoło kolumny dochodzi wkrótce do szosy Otwock – Glinianka. Oddział zatrzymuje się na chwilę, straż przednia przeprowadza rozpoznanie, a później skok przez szosę i znowu kolumna znika w mrokach lasu. [Na krótkiej przerwie „Skryty”] omawia cel akcji i przydziela grupom szczegółowe zadania.

Po kilkunastu minutach odpoczynku oddział rusza w dalszą drogę. Jeszcze tylko dwa kilometry i „Skryty” zatrzymuje oddział w szerokim leśnym dukcie. Miejsce to zostało wybrane jako pierwszy punkt zborny po zakończeniu akcji. Od toru kolejowego oddział oddalony jest około stu pięćdziesięciu metrów. Teraz obowiązuje bezwzględna cisza i ostre pogotowie bojowe. Wóz rozładowano bezszelestnie i odprowadzono w pobliskie zarośla.[5] 

 Jak już zostało wspomniane, plan przewidywał podłożenie ładunków wybuchowych nie tylko w miejscu akcji, ale także niedaleko przystanków Zabieżki i Śródborów, a to dla odcięcia drogi ewentualnym pociągom ratunkowym. Zadanie umieszczenia tych ładunków otrzymały dwa patrole z sekcji Barańskiego. Miały one zamontować ładunki z zapalnikami naciskowymi i po usłyszeniu detonacji głównej odbezpieczyć zapalniki i nie czekając na efekt wycofać się. Założenie ładunków głównych powierzone zostało Marianowi Wesołowskiemu, który tak oto opisuje sposób ich instalacji:

[Wesołowski wraz z Ryszardem Barańskim i czterema ludźmi z sekcji w Świdrze mieli] wydłubać dziury pod szynami, założyć pudełka blaszane – miny, połączyć lontami wybuchowymi, uzbroić zapalnikami: przyciskowym, elektrycznym i odciągowym. Zamaskować przewody i miny. Następnie po otrzymaniu sygnału – pociąg właściwy, doskok do toru celem zapięcia na szynę zapalnika przyciskowego oraz wyjęcie zawleczki z zapalnika odciągowego.[6]

A tak wspomina przygotowania do akcji Jan Kamiński:

[W tym czasie] grupa „Żmudzina” ma opanować stacyjną blokownię, przejąć od służby kolejowej meldunek o zbliżaniu się właściwego pociągu oraz zorganizować sygnalizację sztafetową, która światłami latarek zaalarmuje oczekujący oddział. Reszta tej grupy ma tak rozmieścić swe stanowiska, by od czoła przywitać ogniem erkaemów zatrzymany wybuchem miny pociąg. Odcinek środkowy przypadł grupie „Mariana” i „Dubańca”, natomiast grupa „Sana” ma zająć stanowiska na prawym skrzydle, od strony Starej Wsi. „Okrzeja” wraz z sześcioma ludźmi ma zabezpieczyć tor obok słupa telegraficznego, który spełni rolę celownika przy odpalaniu miny 

w momencie zbliżania się lokomotywy.[7]

Część siedemdziesięciodwuosobowego oddziału prawdopodobnie stanowiła grupę szturmową. Z opisu zawartego w pracy Henryka Witkowskiego[8] wynika, że grupa szturmowa, której zadaniem było obrzucanie granatami i ładunkami termitowymi wagonów oraz ich ostrzał, składała się tylko z dwunastu ochotników. Wiele zawartych w relacjach i sprawozdaniu „Skrytego” faktów potwierdza tak nieliczną grupę szturmową;

Sam przebieg akcji jej uczestnicy opisują tak:

Planowo „Urlaubzug” powinien przejechać o godz. 23.00, jednak faktyczny przejazd tego pociągu nastąpił o godz. 1.00[9] (dla bezpieczeństwa pociągów, Niemcy często zmieniali godziny przyjazdu, opóźniając lub je przyspieszając). W trakcie oczekiwania na właściwy transport przejechał od Warszawy pociąg towarowy i osobowy, do Warszawy pociąg osobowy. Pociągi przejechały po zaminowanym odcinku toru, ponieważ wszystkie zapalniki były zabezpieczone.

Był mróz, gruba warstwa śniegu. Chłopcy rozstawieni wzdłuż pociągu w formie tyraliery, bardzo pomarzli. Rozgrzewali się jak mogli. Przy każdym odgłosie nadjeżdżającego pociągu zajmowali stanowiska. Wszyscy byli podenerwowani. Dłużący się czas oczekiwania skłaniał do przypuszczeń, że pociąg jest odwołany. Za każdym razem przed zbliżającym się pociągiem z Warszawy światło zielone – przepuścić. Nadchodziła godz. 100, z daleka zaczął dobiegać stukot pociągu i wreszcie upragnione światło czerwone – akcja.[10]
Trzech chłopców ze stanowiska 2 z „Marianem” podbiegli do toru, by odbezpieczyć zapalniki, przyciskowy zapiąć na szynie od pierwszej miny, odciągowy wyjąć zawleczkę i elektryczny włożyć spłonkę do detonatora pośredniego w jednej z min. Wróciliśmy szybko na stanowiska.

Nadjechał z bardzo dużą szybkością właściwy pociąg, same „pulmany”. Cały upchany Niemcami – sama szarża i siostry Niemki.

Gdy dojechał do wysokości wyznaczonego słupa telefonów przy torze, włączyłem zapalarkę elektryczną i pociągnąłem za sznurek połączony z zapalnikiem odciągowym. Prawdopodobnie wszystkie rodzaje zapalników były niezawodne. Założonych było 7 min, około 2 – 3 kg każda. Sześć pod jedną szynę w odległości 2 – 3 mb, jedna od drugiej oraz 1 mina pod drugą szynę. Wszystkie połączone lontami piorunującymi z zapalnikiem tak, że każdy zapalnik niezależnie od innych powodował eksplozję wszystkich min. Ogółem zużyto około 16 kg materiałów wybuchowych takich jak: szedyt, trotyl i plastik.

Eksplozja była potężna, w powstały olbrzymi lej wpadła z dużą szybkością lokomotywa wywracając się na bok niemal kołami do góry, a za nią cztery wagony zwaliły się na bok z nasypu (ca 4m.), reszta wykolejona, pochylona w stronę nasypu do dołu.[11]

Lokomotywa w roju iskier i w obłokach pary spada na bok, trzy pierwsze wagony przewracają się i częściowo staczają z nasypu, czwarty wagon staje w poprzek toru, a za nim spiętrzają się dwa następne. Sześć końcowych wagonów z piekielnym zgrzytem zatrzymuje się jakieś czterdzieści metrów za stanowiskiem grupy „Sana”. Jeszcze nie ucichł łoskot staczających się i zderzających wagonów, gdy do szturmu ruszyli grenadierzy, obrzucając je gradem „Filipinek” i granatów. Po chwili wycofują się, ale w tym momencie skraj lasu zaterkotał seriami broni maszynowej. Niemcy otrząsnęli się jednak szybko z zaskoczenia i zaczęli odpowiadać ogniem pistoletów maszynowych. „Grzmot” i „Terry” łapią swego „Maxima”, „Karaś” (Lucjan Bąk) skrzynki z amunicją i zmieniają stanowisko, przesuwając się bliżej ostatnich wagonów. Wkrótce zaczynają pruć długimi seriami, ale po linii przebiega rozkaz przerwania ognia. Grenadierzy ponownie zrywają się do szturmu, kilku z nich wdziera się nawet do wnętrza wagonów, wrzucając do przedziałów granaty. Niemcy nie wytrzymują tego brawurowego natarcia i zaczynają wyskakiwać z wagonów. Część z nich wydostaje się na przeciwną stronę nasypu, ale inni wciskają się pod wagony i kryjąc się za ich kołami otwierają silny ogień z karabinów i broni maszynowej.

– „Grzmot”, dawaj cekaem do tyłu na tory! – woła „San”, chwytając gotowe do załadowania taśmy. W kilka chwil później „Grzmot” i „Terry” leżą już między szynami kilkadziesiąt metrów za ostatnim wagonem i dudnią długimi seriami wzdłuż pociągu.[12] 

Niemcy jednak opanowali się już na dobre, a ich ogień jest coraz bardziej skuteczny. Najpierw „wymacali” środkowe stanowiska grupy falenickiej, która nie ubrana w białe płaszcze ochronne wyraźnie odcinała się na tle śniegu. Są już pierwsze straty. „Rawicz” (Jan Kuczyński) ginie przy swoim erkaemie trafiony kulą w czoło, a jego amunicyjny „Bas” ma roztrzaskaną piętę i przy pomocy „Doktora” wycofuje się na punkt zborny. Do opuszczonego erkaemu podczołguje się „Mruk” (Kazimierz Drozdowski), ale i on po chwili zostaje ciężko ranny w obie nogi. Prawie w tym samym czasie Niemcy wykrywają stanowisko „Wacława”, zasypując je rojem pocisków. „Wacław” próbuje odpowiedzieć ogniem, ale w tym momencie pazur wyciągu obrywa kryzę łuski naboju, który zostaje w komorze nabojowej. Leżący obok „Czarny” (Stanisław Pytlarczyk) otwiera ogień karabinowy, lecz w tym momencie zostaje trafiony w oba przedramienia. „Wacławowi” udaje się własnoręcznie usunąć zacięcie, na miejsce „Czarnego” podbiega „Lubicz” (Andrzej Czaplicki), ale podając celowniczemu magazynek pada koło niego z przestrzelonym udem.[13] W tej sytuacji „Wacław” wycofuje się, zabierając ze sobą rannych kolegów.

Trzy gwizdki por. „Skrytego” wzywają do odwrotu. Wzdłuż linii lasu zapada cisza. Tylko Niemcy jeszcze trochę strzelają, a w końcu i ich ogień milknie. Na punkcie zbornym „Doktor” ma pełne ręce roboty.[14]

Nastąpiło sprawdzenie, czy wszyscy są obecni. Okazało się, że brak Janka Kuczyńskiego i Kazia Drozdowskiego ze stanowiska 3. Krótka decyzja, 3 r-km „Marian” i dwóch chłopców z Falenicy na poszukiwanie. Trwało to kilka minut, doszedłem [na] b. bliską odległość do pociągu skryłem się w krzaki – wyległa masa Niemców na zewnątrz, dolatywały krzyki i jęki z pociągu – nie było siły dotarcia do stanowiska, tym bardziej, że ośnieżona ziemia i drzewa nie dawały osłony, każde zbliżenie się do pociągu było bardzo widoczne. Było prawie widno.

Po ułożeniu rannych na wozie i załadowaniu amunicji w opróżnione magazynki oddział wyruszył w drogę powrotną. Przy zbliżaniu się do szosy otwockiej, prowadzącej do szosy lubelskiej natknęliśmy się na jadące samochody ciężarowe z wojskiem niemieckim z Otwocka z reflektorami oświetlającymi pole od szosy. Oddział przywarł do ziemi, reflektory mignęły kilka razy nad nami. Po przejechaniu samochodów – kolumny 5 czy 6 wozów, oddział szybko przeskoczył na drugą stronę szosy i na wysokości wsi Mlądz mijając Świder, doszliśmy do gajówki koło Wiązowny.

Przy gajówce został Akajewicz z furmanką i chłopcami z Mlądza i Wiązowny. Reszta chłopców z bronią doszła lasem do toru pomiędzy Michalinem i Falenicą.

Później złożono broń – 2 chłopców z Marianem znieśli ją do drewniaka „Mariana”, było już około 5 rano. Pościg, jaki Niemcy urządzili za Oddziałem, dotarł śladami aż do toru kolejowego w Falenicy. Tu ślad się rozszedł. Wycofując się słychać było dwa wybuchy, jeden daleko, drugi bliżej. To miny założone przez patrole Rysia Barańskiego na nadjeżdżające pogotowia kolejowe spieszące do Celestynowa.[15] 

W swojej relacji Jan Kamiński „Grzmot” podał skład patroli wysłanych do założenia ładunków:

Pierwszy patrol: pchor. „Ryszard” Ryszard Karwowski,  „Ryś” Witold Piasecki,
 „Klotor” Jerzy Goliszewski

Drugi  patrol: „Wicher” Jerzy Szymczak, „Bokser” Stefan Piasecki,
„Warna” Szczepek Jan.[16] 

 

Kamiński i Wesołowski relacjonują też wydarzenia, które nastąpiły tuż po ataku na pociąg.

Jeszcze tego samego dnia dowiedziano się przez współpracującego z oddziałem tłumacza komendy policji niemieckiej w Otwocku, że straty Niemców wyniosły stu dwudziestu zabitych, stu trzydziestu ciężko oraz ponad stu lekko rannych „urlopowników”. Uzasadnioną dumę oddziału z odniesionego sukcesu ćmiła jednak świadomość, że w rękach Niemców pozostał ciężko ranny „Mruk”… (został podobno przewieziony do więziennego szpitala na Pawiaku, a następnie do Oświęcimia, ale dalsze jego losy nikomu nie są znane.).[17]

 

 [Następnego dnia] wielkie przeżycie całego oddziału, trzeba zawiadomić rodziny o losie Janka i Kazia. Dość długo przemawialiśmy się, kto z nas ma pójść do rodziców i oficjalnie powiadomić, „Skryty” czy „Marian”.

Obawiałem się, że nie przemówię słowa na widok rodziców Janka. Ostatecznie „Skryty” był dowódcą całego zgrupowania, więc spełnienie smutnego zadania należało do niego. Poszedł, jaka tam była rozmowa, nie wiem. Po powrocie był bardzo załamany i powiedział mi, że rodzice Janka to kulturalni i inteligentni ludzie. Ojciec nauczyciel emerytowany, matka również nauczycielka oraz 2 młodsze siostry. Wszyscy byli obecni. Opowiadał mi „Skryty”, że ojciec Janka zapytał: „Czy syn mój zginął w dobrej sprawie? Jeżeli tak, to nie mam pretensji, ale jeżeli zginął w złej sprawie, to żal i pretensje do tych, co go wyprowadzili do akcji, będę miał do końca życia”. „Skryty” opowiadał, że bardzo się tłumaczył, że bijemy się w najlepszej sprawie, że walka z najeźdźcą o wolną Polskę itp. Ojciec zapytał, o jaką Polskę? (ojciec Janka był przed wojną działaczem ruchu N[arodowej] D[emokracji]). „Skryty”, jak zauważyłem, był bardzo załamany i zmieszany, widocznie nie poszło tak, jak myślał.

Następnie poinformowaliśmy matkę Kazia Drozdowskiego. To bardzo kulturalna i miła osoba. Pamiętam, jak babcia Kazia, staruszka, uczyła nas śpiewania hymnu „Polski Podziemnej”, którego słowa i nuty przywiózł kiedyś „Ers” z W-wy. Babcia była kompozytorką na pianinie i pamiętam, jak nie mogła pogodzić się z tą melodią. To była cudowna rodzina. Pozostał jeszcze młodszy brat Kazia. Kazio Drozdowski był ciężko ranny i pozostał przy zabitym Janku. Niemcy zabrali Kazia do Warszawy i tam ślad po nim zaginął.

W 2 do 3 tygodni po akcji, po uspokojeniu się, ustaliłem miejsce, gdzie zakopany był Janek. Z chłopcami swojego oddziału: Wackiem Sczepkowskim, Mietkiem Fiejką, Jankiem Czaplickim, Józiem Janikiem i kilkoma innymi chłopcami, nazwisk w tej chwili nie pamiętam, po załatwieniu niezbędnych do pogrzebu spraw, uzgodnieniu z proboszczem ks. Szulczykiem, wziąłem furmankę – podwodę ze wsi Mlądz (etatowa) i pojechaliśmy. Część chłopców dojechała do Celestynowa pociągiem wieczornym, 2 czy 3 furmanką. Odkopaliśmy zwłoki Janka (zakopany był płytko ca 0,50m) i tą samą mniej więcej drogą, jaką powracaliśmy po około godz. 1 czy 2 w nocy – przybyliśmy na cmentarz do Falenicy. Czekali już tu chłopcy z Oddziału Falenica oraz Wiązowna, Radości i Świdra. Przyprowadziliśmy rodziców Janka, proboszcza ks. Szulczyka. Były przemówienia ks. Proboszcza i „Skrytego”. Po zakończeniu przemówień, przy wpuszczaniu trumny do grobu, Zaremba ze swoimi chłopcami oddali salwę z karabinów. To było przerażające. Bez uzgodnienia, bez zezwolenia, jakaś głupia niepoważna smarkateria. Wszyscy się zdenerwowali – czy wolno było narażać rodziców Janka i księdza? Noc, godzina policyjna, wszystko odbywa się w tajemnicy, a tu fantazja młodzików. Po usypaniu grobów odprowadziliśmy rodziców do domu i proboszcza na plebanię. Była mroźna noc.[18] 

11 i 14 grudnia odbyły się egzekucje, w których zginęło 270 osób. W jednym obwieszczeniu dowódcy SS i policji dystryktu warszawskiego podano, że rozstrzelanie tych ludzi nastąpiło m. in. w odwecie za akcję pod Starą Wsią. W obwieszczeniu zaznaczono, że akcję wykonali członkowie organizacji tajnej, stojącej na usługach Anglii, tzw. narodowych organizacji, którzy przyjechali z Warszawy, a po dokonanym zamachu znowuż powrócili do Warszawy.[19]

Sebastian Rakowski.
Zobacz także: Sebastian Rakowski, Oddział Skrytego…, Otwock 2011.


[1] Akcja została zarejestrowana w sprawozdaniu za grudzień 1943 r. Kedyw-Przystań. Jako miejsce akcji w tym dokumencie podano okolice Celestynowa. Zobacz H. Rybicka, Kedyw Okręgu Warszawa Armii Krajowej – dokumenty rok 1943, Warszawa 2006, s.78. W tej samej publikacji na str. 180-181 opublikowane jest Rozliczenie Kedywu Okręgu za grudzień 1943r. z którego wynika, że koszt akcji pod Celestynowem wyniósł 3.270,00, bez podania wykonawcy akcji.
[2] J. Adamska, Kronika…, ss. 264-265.
[3] Obwieszczenie d-cy SS i Policji z 15 grudnia 1943 r.
[4] Sprawozdanie opublikowane [w:] H. Witkowski, „Kedyw” Okręgu Warszawskiego AK w latach 1943 – 1944, Warszawa 1984, s. 400.
[5] Relacja Jana Kamińskiego.
[6] Relacja Mariana Wesołowskiego.
[7] Relacja Jana Kamińskiego.
[8] H. Witkowski, Kedyw..., s.282.
[9] H. Witkowski podaje godzinę 030. Zob. H. Witkowski, Kedyw..., s.282.
[10] H. Witkowski za relacją Jana Kamińskiego podaje, że sygnalizacja była odwrotna: czerwone światło – przepuścić, trzy zielone – pociąg właściwy.
[11] Relacja Mariana Wesołowskiego.
[12] Wesołowski zapisał, że ckm nie spełnił oczekiwań, ze względu na zacięcie. Być może zmiany stanowisk ckm utrwaliły w pamięci „Mariana” takie przeświadczenie.
[13] Relacja Wesołowskiego: Janek Kuczyński został trafiony koło ust w policzek śmiertelnie, Kazio Drozdowski w nogę pozostał na miejscu, Janek Maksymienko w piętę prawą – oderwało mu kość piętową, Stasio Pytlarczyk w lewą rękę powyżej zgięcia łokciowego – wyrwało mu kawał mięśnia a na prawym lżejsze skaleczenie w samym zgięciu ręki – poszarpane rękawy. Stasio Pytlarczyk wycofał się sam i doszedł do furmanki. Jankowi Maksymience pomogli wycofać się Wacek Szczepkowski i Piotrek Chaczyński.
[14] H. i L. Witkowscy, Kedywiacy, Warszawa 1973, ss. 258-263, na podstawie relacji Jana Kamińskiego „Grzmota”.
[15] Relacja Mariana Wesołowskiego.
[16] Relacja Jana Kamińskiego.
[17] H. i L. Witkowscy, Kedywiacy, Warszawa1973, ss. 258-263, na podstawie relacji Jana Kamińskiego „Grzmota”.
[18] Relacja Mariana Wesołowskiego.
[19] W. Bartoszewski, Warszawski Pierścień Śmierci 1939-1944, Warszawa 2008 r., ss. 335-339.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz