RSS
 

25 stycznia 1944 r., wtorek

25 sty

W tym dniu miała miejsce potyczka pomiędzy Niemcami a dwoma żołnierzami oddziału „Skrytego” zaskoczonymi w magazynie broni pododdziału „Radość”. W raporcie wywiadu AK znajdujemy zapis dotyczący tych wydarzeń:

Dnia 24.I.1944 r. o godz. 2400 do Radości pod Warszawą przybyła w 3 autach żandarmeria i udała się od razu na ul. Niecałą 12, gdzie aresztowała Lucjana Kosieradzkiego, młodego chłopca w wieku około 17 lat, należącego do oddziału PZP w Radości. Po półgodzinnym badaniu przez funkcjonariuszy gestapo Kosieradzki ujawnił lokal przy zbiegu ul. Różanej i Skłodowskiej, w którym odbywały się zebrania członków wojskowej specjalnej organizacji dywersyjnej.
Tejże nocy około godz. 100 gestapowcy i żandarmi otoczyli wskazany dom i po gwałtownym ogniu z broni maszynowej wezwali mieszkańców do poddania się. Obecny w lokalu pchor. Żmudzin i jeden z kaprali po obrzuceniu Niemców granatami i po ostrzelaniu z rkm i kb zdołali przedrzeć się przez kordon, po uprzednim podpaleniu domu. W wyniku strzelaniny zabito 2 gestapowców, a 1 śmiertelnie ranny dogorywał w szpitalu.
Niemcy tak byli zaskoczeni obroną, że sami bali się zabrać trupy zabitych i kazali je załadować na samochody strażakom. Niemcy odjechali o godz. 330, ale o 830 ponownie przyjechały 3 auta z gestapowcami, pod których kontrolą straż pożarna przeszukiwała zgliszcza. Znaleziono szczątki spalonych karabinów, rewolwerów, maszyn do pisania, hełmów i różnego sprzętu wojskowego.
Niemcy grozili spaleniem Radości i wystrzelaniem ludności, ale groźby te zażegnano kosztem kontrybucji w wysokości 100 000 zł.

Walka, jaką stoczyli o własne życie dwaj młodzi żołnierze z Radości, była jednym z bardziej spektakularnych, a zarazem bohaterskich epizodów pięcioletnich zmagań na terenie IV Rejonu. Jej opis został wydany w formie artykułu w piśmie „Obroży”, „Biuletynie Informacyjnym wyd. P.”

W wiele lat po wojnie Feliks Zaremba przekazał swoje wspomnienia z tej nocy Henrykowi i Ludwikowi Witkowskim, którzy zamieścili jej opracowanie w pierwszym wydawnictwie poświęconym żołnierzom Kedywu Okręgu Warszawskiego:

Oddział Kolegium B otrzymał ostrzeżenie o konieczności wzmocnienia czujności i ochrony nad lokalami kontaktowymi oraz magazynami broni i ewentualnego przeniesienia ich w inne miejsca, jeśli obecne są już zbyt długo wykorzystywane. Sygnałem alarmowym stała się zaskakująca akcja gestapowców i policjantów niemieckich, którzy w nocy z 24 na 25 stycznia 1944 r. cichaczem otoczyli w Radości i zaatakowali ogniem broni maszynowej dom, w którym mieścił się magazyn broni grupy „Radość” z oddziału por. „Skrytego”.

Dom ten mieścił się na kolonii „Bankowce” przy ulicy Różanej. Przed wojną wynajmowany był jako dom letniskowy, a w czasie okupacji opuścili go prawi właściciele. Ze względu na wyjątkowo korzystne usytuowanie budynku w pobliżu lasu, jesienią 1942 r. „Żmudzin” zaanektował w nim dwupokojowe mieszkanie na parterze, przekształcając je w magazyn broni dowodzonej przez siebie grupy oraz miejsce swego stałego nocnego zakwaterowania. Częstym współtowarzyszem nocy spędzonych przez „Żmudzina” w tym mieszkaniu był jego zastępca „Nemo”, który był tu również owej krytycznej nocy. Około godziny 030 z głębokiego snu wyrwała ich seria z pistoletu maszynowego, oddana w bezpośredniej bliskości. Z szalówki ściany posypały się drzazgi i prawie jednocześnie rozlegał się wrzask wzywający w języku polskim do wychodzenia z podniesionymi do góry rękami. W chwilę później wezwanie zostaje ponowione i nowa długa seria zadudniła po ścianie. „Żmudzin” i „Nemo” zrozumieli, że Niemcy dobrze wiedzą, po co i do kogo przychodzą. Na ubranie się nie było czasu. Wskakują tylko w buty i chwytają za broń. Za chwilę są już na werandzie i sieją w otaczającą ich ciemność długą serią z erkaemu. Pistolety maszynowe niewidocznego przeciwnika rozgadały się teraz ze wszystkich stron. Wykorzystując chwilową przerwę w wymianie ognia „Żmudzin” wraca do mieszkania, chwyta za pierwszy z brzegu karabin i oddaje dwa strzały do stojącej w kącie baterii butelek z płynem zapalającym, z których kilka zapaliło się momentalnie. Wśród brzęku pękających następnych butelek rozlewa się morze ognia. Żadna siła ludzka nie zdoła już uratować tego domu od kompletnego spopielenia, ale trzeba ratować własną skórę. Niemcy przerwali ogień. Cisza… Słychać tylko szum wzmagającego się ognia i suchy trzask płonących mebli. W każdej chwili ogień może dojść do rozwieszonych na ścianach granatów, do pudełek z amunicją oraz do materiałów wybuchowych i kilku uzbrojonych min. Zanim „Żmudzin” i „Nemo” zdecydują się na skok w otaczającą ich ciemność, muszą zorientować się w rozmieszczeniu stanowisk nieprzyjaciela. Nagle, na wprost ich nosów, w odległości około dwudziestu metrów unosi się znad ziemi zielone światełko latarki i rozlega się komenda „vorvärts marsch!” Ale nim przebrzmiało echo tego głosu „Nemo” posyła w tamtym kierunku krótką serię i latarka spada nagle na ziemię, koziołkuje trochę i wreszcie nieruchomieje, świecąc swym zielonym okiem w niebo. Wykorzystują ten moment i posuwają się do przodu kilka metrów, szorując łokciami i brzuchami po zmrożonym śniegu. Wyławiają uchem z ciemności ciche skradające się kroki. „Żmudzin” oddaje natychmiast strzał z karabinu, na które odpowiada przepojone bólem „O mein Gott!” Głuchą ciszę, która rozległa się po tym strzale, przerywa szczęk odbezpieczania pistoletu maszynowego. Seria „Nemo” z erkaemu i jednoczesny strzał karabinowy „Żmudzina” wydobywają z ciemności rzężenie jeszcze jednego trafionego Niemca. Czołgają się więc dalej, a chyba największą w tym pomocą była ich biała bielizna zlewająca się w jedno ze śnieżnym tłem. Już tylko kilka metrów dzieliło ich od polnej drogi (obecnie ulica Rozszerzona), gdy zobaczyli nagle sylwetkę leżącego Niemca, trzymającego pistolet w wysuniętej przed siebie ręce, ale jedna króciutka seria unieruchomiła go na zawsze. Jeszcze jeden skok przez drogę, a następnie przez płot ogrodzenia placu, ostatnia seria za siebie i przed nimi otwarte pole, przez które wyrywają biegiem do domu rodziców „Żmudzina” przy ulicy Leśnej. A za ich plecami rozpętała się kanonada. To wybuchały pozostawione w płonącym domu granaty, miny, materiały wybuchowe i amunicja. Poza tym pastwą ognia padło dziewiętnaście karabinów, dziewięć pistoletów ręcznych, lornetki polowe, busole, polowe aparaty telefoniczne, mapy oraz inne materiały dokumentalne.[1]

Sebastian Rakowski.
Zobacz także: Sebastian Rakowski, Oddział Skrytego…, Otwock 2011.


[1] H. i L. Witkowscy, Kedywiacy, Warszawa 1973, ss. 275-277, na podstawie relacji Feliksa Zaremby „Żmudzina”.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz