RSS
 

Otwock – siedlisko hazardu.

04 lut

Należy położyć kres szulerniom w pensjonatach.

Otwock przygotowuje gabinety na przyjęcie nowych ofiar.

 

Piękne słoneczne dni wiosenne zaczynają zapełniać pensjonaty otwockie kuracjuszami. Zjeżdżają tam starzy i młodzi, kobiety i mężczyźni, ludzie przeważnie najzupełniej zdrowi fizycznie, dotknięci zaś jedynie chorobą… karcianą. Jest bowiem publiczną tajemnicą, że Otwock – to Mekka warszawskich i niewarszawskich karciarzy. Wprawdzie osławione kasyno nie otwarło jeszcze i miejmy nadzieję nie otworzy swoich „gościnnych” podwoi, opromieniło ono jednak Otwock swoistym nimbem szulerki, nadało mu posmak zakazanych rozkoszy przy zielonym stoliku i mianowało niejako stolicą polskiego hazardu.

Sporo pensjonatów otwockich, urządzonych komfortowo, a nawet z przepychem, zawdzięcza swoją egzystencję jedynie hazardowi. Ceny są tam horendalnie wysokie, wynoszą nieraz kilkadziesiąt złotych na dobę od jednego pokoju – nie odstrasza to jednak „kuracjuszów”, którzy omamieni nadzieją wielkich wygranych dają łupić z siebie skórę gospodarzom pensjonatów, byle mieszkać przy „gabinetach”, byle być jak najbliżej ołtarza gry.

A wygrane są tam istotnie wielkie. Gra jest „klubowa”, nierzadko więc spotyka się w banku kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych. Wygrywają je gracze – oczywiście, ale kto wygrał jest zwykle głucho. Grube ryby hazardu, które zgarniają banki, nie lubią reklamy. Czasem tylko przedostanie się do wiadomości publicznej jakiś skandal szulerski, jak na przykład przyłapanie na grze oszukańczej w ubiegłym sezonie pięknej i wytwornej pani Z., żony bogatego przemysłowca z Warszawy. Grę tę uprawiała w Otwocku od roku, obłowiła się też grubo. Zamiast jednak oddać ją w ręce policji, inspiratorzy gry zarządzili tylko, aby „gabinety” w pensjonatach wystrzegały się „pani dyrektorowej”.

Głośno jest natomiast o przegrywających. Niejedna ruina finansowa, krach niejednej firmy, niejedno nieszczęście rodzinne bierze początek w zacisznych gabinetach otwockich spelunek gry. Świeżo, gdyż w obecnym już sezonie, zdążył się tam zgrać Józef S., syn znanego kupca z ulicy Zamenhofa, który otrzymawszy od ojca 14.200 złotych na zapłacenie rachunków w Łodzi, zamiast do przemysłowców łódzkich pojechał grać do Otwocka. W rezultacie ojciec musiał wykupić go z pensjonatu, gdzie zalegał z opłatą przeszło 200 złotych za tydzień, firmie zaś grozi obecnie ruina z powodu niepłacenia długów.

W roku zeszłym wypadków takich było multum. Pewien kupiec, który przegrał w Otwocku przeszło 50 000 złotych, popełnił samobójstwo. Innego bogatego kupca, pana Sz. L., który chcąc po bankructwie ratować swój majątek postawił na jedną kartę pozostałe 45 000 złotych i przegrał, zrozpaczonej rodzinie ledwo udało się ustrzec od samobójstwa. Warszawianin Leon K. przegrał pieniądze swych małoletnich wychowanków, o co ma obecnie grube nieprzyjemności. Znany fabrykant łódzki St. Z. rozwiódł się z żoną, która przegrała w Otwocku podczas kuracji kilka tysięcy złotych. Przykładów takich możnaby przytoczyć masę, wszystkie one mają jeden smutny koniec – przegrali, doprowadzili do nieszczęścia i ruiny siebie i swoich najbliższych.

Pomimo, że wszyscy wiedzą o hazardzie, uprawianym w Otwocku, nie słychać jakoś dotychczas, aby władze zamierzały położyć kres tym skandalom przez zamknięcie szulerni. Stoją one nadal otworem dla każdego, kto wylegitymuje się pełnym portfelem. Co więcej, obecnie, przed nadchodzącym sezonem letnim, nawet pensjonaty, w których nie uprawiano dotychczas szulerki zawodowo, pozazdrościwszy szulerniom kokosowych interesów, przygotowują „pokoje do gry”. Można więc sobie wyobrazić, co będzie się tam działo w lecie, ile nowych nieszczęść i tragedyj przyniesie jeszcze Otwock, jeśli władze nie roztoczą bacznej opieki nad pensjonatami tamtejszemi i nie zamkną zawczasu szulerskich spelunek.

 

A.B.C, 6 maja 1933 r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz