RSS
 

9 lutego 1944 r., środa

20 lut

W meldunku żandarmerii niemieckiej z tego dnia znajdujemy zapis kolejnej akcji, jaką Niemcy zorganizowali na terenie IV Rejonu:

W godz. 300-1715 policja (2/18 żandarmów, 60 Schupo z 17 pułku policji i 15 policjantów „granatowych”) pod dowództwem kapitana żandarmerii Liebschera – przeprowadziła w Falenicy akcję aresztowań wykrytych przez Liebschera członków ruchu oporu. 12-osobowe grupy Niemców aresztowały uprzednio wyznaczone osoby. 10 osób zostało zatrzymanych (w tym członek ruchu oporu Korman), 12 przekazanych do SD w Warszawie, a 33 do Urzędu Pracy w Falenicy. Niemcy zarekwirowali m. in.: 2 słuchawki, 2 aparaty fotograficzne, aparat telefoniczny, 4 maski gazowe, lufę karabinu z zamkiem, 3 polskie karabiny, 3 polskie bagnety, pasy i 213 szt. amunicji.[1]

Aresztowani członkowie podziemia to m. in. osoby wskazane przez aresztowanego 24 stycznia Lucjana Kosieradzkiego „Terry’ego” z pododdziału „Radość” Oddziału „Skrytego”, „Terry” w ciężkim śledztwie wskazał najpierw magazyn broni swego pododdziału, a następnie wydał osoby przynależne do podziemia: Piotra Haczyńskiego, Wiesława Szymańskiego, Kazimierza Nerlewskiego i Jerzego Wacławskiego. Dwaj ostatni nie należeli do AK.

9 lutego Niemcy aresztowali trzech z nich. Przez niedopatrzenie nie udało się im aresztować Kazimierza Nerlewskiego, zamiast niego aresztowali jego starszego brata Wojciecha. Dopiero na posterunku policji w Falenicy zorientowali się, że zaszła pomyłka. Natychmiast wrócili do domu, lecz  Kazimierza Nerlewskiego[2] już nie zastali. Zdążył zbiec.[3] Ponadto aresztowany został Jerzy Kamiński i Ryszard Mattera.

Aresztowanych przewieziono na posterunek policji „granatowej” w Falenicy. Tam kapitan Liepscher przeprowadził wstępne dochodzenie, tak samo brutalne jak 22 stycznia. Podczas przesłuchania Jerzy Wacławski zeznał, że Piotr Haczyński, Wiesław Szymański, Nerlewski posiadają broń.

Aresztowany również tego dnia Jerzy Kamiński tak wspominał dalsze losy swoje i Piotra Haczyńskiego:

W dniu 09.02.1944 r. zostałem aresztowany przez żandarmerię i przewieziony na posterunek PP w Falenicy, gdzie zobaczyłem również aresztowanego Piotra Haczyńskiego.
Na posterunku policji zostaliśmy przesłuchani osobiście przez szefa żandarmerii powiatowej hauptmana Liebschera. Do zarzucanych czynów i posiadania broni nie przyznaliśmy się, mimo straszliwego bicia. O własnych siłach nie byliśmy w stanie przejść do stojących bud (samochodów ciężarowych) na ulicy.
Przewieziono nas na Pawiak. Czterokrotnie widywaliśmy się w tzw. „Tramwaju” w Al. Szucha przewożeni na przesłuchania.
Jednak mimo tortur do niczego się nie przyznał i nikogo nie wydał.
W dniu 28.03.1944 r. zostaliśmy wywiezieni z Pawiaka do obozu koncentracyjnego w Gross Rosen, gdzie przebywaliśmy do 4/5.05.1944 r., skąd wysłani zostaliśmy transportem do obozu koncentracyjnego w Flossenbűrgu. Obóz Flossenbűrg podobnie jak Mathausen należał do kategorii tak zwanych obozów trzeciego stopnia, najokrutniejszych. Tam umieszczano ludzi skazanych za ciężkie zbrodnie polityczne. Tam zamęczano morderczą pracą w kamieniołomach.
19 kwietnia 1945 roku, zostaliśmy wyprowadzeni z obozu i przebyliśmy tzw. marsz śmierci. Pędzeni tylko nocą, w dzień odpoczywaliśmy w lasach na mokrej ziemi. Wyżywienie: na jedną osobę przypadała garść zboża i dwie łyżki sztucznego miodu. Słabych i padających z wycieńczenia dobijano w przydrożnych rowach lub lasach.  
Tak szliśmy razem do 22-ego IV 1945 roku. Wyczerpany z głodu Piotr Haczyński padł podczas marszu w nocy z 22 na 23. IV pod miastem Cham. Spotkał go los, jak setki innych pędzonych więźniów.
23. IV, gdy świtało, siąpił drobny deszcz. Z odległości kilku kilometrów dochodziły odgłosy strzałów artyleryjskich. Nagle pojawił się nad nami amerykański samolot zwiadowczy, lecąc okrążył cały nasz pochód i odleciał. Po kilku minutach ujrzeliśmy zbliżające się czołgi amerykańskie – i tak nastąpiło nasze wyzwolenie.

Żeby starczyło Piotrkowi sił jeszcze dosłownie 2 – 3 godziny, może by został uratowany jak wielu innych więźniów, tak jak przetrwałem ja: więzień Nr 8598 Jerzy Kamiński.[4]

 

Jerzy Wacławski i Ryszard Mettera zostali po jakimś czasie zwolnieni. Wiesław Szymański był parokrotnie przewożony na przesłuchania w Al. Szucha z Pawiaka, mimo okrutnych tortur do niczego się nie przyznał, dzięki czemu udało się jego matce po kilku dniach wykupić go z Pawiaka.

Po powrocie z Pawiaka, natychmiast otrzymał „lewe” dokumenty tzw. „Kenkartę” na nazwisko Braziewicz Ryszard Mikołaj i od tej chwili zaczął się ukrywać z obawy przed ponownym aresztowaniem.
W niedługim czasie powrócił do aktywnego działania w naszym Oddziale [„Skrytego].[5]


[1] J. Adamska, Kronika Ruchu Oporu w okupowanym powiecie warszawskim w latach 1939-1944, „Rocznik Mazowiecki”, T. V, 1974, s. 271.
[2] W relacji własnej Jan Kamiński „Grzmot” zaznacza, że Kazimierz Nerlewski nie należał do konspiracji, o Wojciechu nie ma informacji dotyczących jego zaangażowania w konspiracji. W pododdziale „Radość” grupy „Skrytego” służył Nerlewski Lech „Kmita”.
[3] Na podstawie relacji Jana Kamińskiego.
[4] Relacja Jerzego Kamińskiego w zbiorach Jana Kamińskiego.
[5] Relacja Jana Kamińskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz