RSS
 

4 marca 1944 r., sobota

14 mar

W tym dniu doszło do walki w obronie radiostacji w Rembertowie. Akcja co prawda miała miejsce poza IV Rejonem, ale dotyczyła żołnierzy oddziału „Skrytego” z pododdziału „Rembertów”. Z tego powodu znajduje się w tym kalendarium.

W raporcie niemieckim z tego dnia czytamy:

Oddział specjalny (Sonderkommando) z placówki namiarowej Kraków, filia w Warszawie (B Stelle Warschau) – pod dowództwem kapitana Schupo Katschmanna – zlokalizował w Rembertowie na ul. Okuniewskiej 24 – tajną radiostację. 18 – osobowy patrol otoczył dom, z którego został otwarty ogień. 3 ludzi z obsługi radiostacji przerwało łańcuch obławy i zaczęło uciekać. Dwóch z nich Niemcy zastrzelili, trzeci zbiegł. Rannych zostało 2 członków oddziału specjalnego. Niemcy znaleźli w domu kompletną radiostację, pistolet maszynowy i pistolet Vis.[1]

Dwaj wymienieni żołnierze to Eugeniusz Bocheński „Dubaniec” i Stefan Łyżkiewicz „Pechowiec”. Obaj zmarli w skutek odniesionych w tej strzelaninie ran. „Dubaniec” był dowódcą pododdziału „Rembertów” w oddziale „Skrytego”, a „Pechowiec” jego zastępcą. Po ich śmierci pododdział stracił kontakt ze „Skrytym” i nigdy go już nie nawiązał. Więcej światła na przebieg tej akcji rzuca opis akcji sporządzony przez Ludwika i Henryka Witkowskich, na podstawie relacji Jana Kamińskiego „Grzmota”:

We wczesnych godzinach rannych w dniu 14 marca 1944 r.[2] w jednym z domków położonych na peryferiach Rembertowa, w pokoiku na I piętrze, już od godziny szybko stuka klucz radiowego aparatu nadawczo odbiorczego. „Grajek” schylony nad aparatem spieszy się z „wyrzuceniem” w eter własnego materiału, by za chwilę przejść na odbiór i przyjąć nadawane z Londynu komunikaty i rozkazy dla Komendy Głównej AK. Przy oknie szczytowej ściany stoi trzech uzbrojonych ludzi, obserwując przebiegające po obu stronach domku dwie równoległe ulice.

To osłona pracującej radiostacji, przydzielona przez oddział „Skrytego”, a stanowią ją pchor. „Dubaniec” oraz dwaj ludzie z jego rembertowskiej grupy – „Pechowiec” (Henryk Pniewski[3]) i podchorąży NN. Na zewnątrz dom pilnowany jest przez dobrze ukryte czujki.

Technik spieszy się, bowiem w każdej chwili można spodziewać się „nalotu” Niemców, którzy zaciekle tropili źródła łączności radiowej z zagranicą, a posługując się nowoczesnymi urządzeniami namiarowymi względnie łatwo lokalizowali miejsca ich pracy. Nie przychodziło im to zbyt trudno, gdyż tajne radiostacje z konieczności musiały pracować bądź w samej Warszawie, bądź w jej najbliższych okolicach, Niemcy operowali więc swymi wozami pelengacyjnymi w stosunkowo wąskim sektorze terenowym. Reszta zależała od tego, czy wcześniej przybędą samochody z gestapowcami i z żandarmerią, czy „grajek” skończy przed tym nadawanie i odbieranie serwisu radiowego. Nie zawsze można było liczyć na ów łut szczęścia. Dość często dochodziło do walki, a osłonę w tego rodzaju akcjach obowiązywała żelazna zasada, że nigdy nie wolno poddać się, stawiając na pierwszym miejscu ratowanie życia techników radiowych i ich zaszyfrowanych materiałów.

„Wyrzut” skończony. Technik przechodzi na odbiór, gdy nagle z ulicy dobiega warkot samochodów, zbliżają się, zatrzymują przed domem. Niemcy!… Wystawione na ulicy czujki, zaskoczone nagłym pojawieniem się samochodów i to z kilku stron naraz, nie zdążyły ani zaalarmować „Dubańca”, ani powstrzymać około sześćdziesięciu wyskakujących z wozu Niemców. A ci błyskawicznie rozsypują się wzdłuż ulicy i otaczają dom ze wszystkich stron. Jedna ich grupa dobiega z granatami w rękach pod okna, druga wdziera się do wnętrza domu. Łomocą podkute buty po schodach. „Grajek” wystukuje kluczem sygnał „Jestem zagrożony, koniec rozmowy!” i odskakuje od aparatu. Jego zadanie już skończone, teraz do głosu dochodzi osłona. „Dubaniec” otwiera drzwi i rzuca granat w głąb klatki schodowej. Huk, brzęk szyb, ze ścian i sufitu odpada tynk. Wśród Niemców popłoch, wynoszą rannego i wycofują się poganiani serią z pistoletu maszynowego. Atakują teraz granatami, rzucając je przez okna do pokoju. Ludzie padają na podłogę, huraganowy podmuch roznosi znajdujące się w pokoju sprzęty, a kłęby gryzącego dymu mieszają się z obłokami wapiennego kurzu z walącego się sufitu i popękanych ścian. Odłamki rozrywających się granatów nie dosięgły jednak leżących na podłodze ludzi. Zrywają się na nogi i rzucają serię granatów przez wywalone okna w kręcących się na dole Niemców. Jeden z nich pada zabity, pozostali wybiegają z podwórka na ulicę i za chwilę grad pocisków z pistoletów maszynowych i z karabinów dziurawi ze wszystkich stron ściany pokoju. „Dubaniec” podejmuje decyzję przebicia się przez otaczających dom Niemców, ale on sam wraz z „Pechowcem” pozostał na miejscu, biorąc na siebie ciężar walki z przeważającym przeciwnikiem. Pod osłoną ich ognia wyskakuje z oblężonego domu podchorąży, a w ślad za nim „grajek”. Po chwili, ostrzeliwując się na boki, obaj znikają między okolicznymi budynkami i ogródkami. Klucząc wśród opłotków i sznurów z rozwieszoną bielizną wydostają się wkrótce na nie obstawione przez Niemców ulice. Są wolni, choć technik jest ranny.

Dopiero teraz „Dubaniec” i „Pechowiec” wyrywają się z domu. Dotarli już do trzeciej posesji, gdy nagle „Pechowiec” pada na ziemię ciężko ranny w biodro. „Dubaniec” nie opuszcza jednak rannego kolegi, choć sam jest kilkakrotnie trafiony. Krew zalewa mu czoło, ale mimo to szczuje ogniem swego pistoletu maszynowego nacierających Niemców. Sztywniejące ciało „Pechowca” otrzymuje jeszcze kilka pocisków, wreszcie sam „Dubaniec” pada na ziemię, trafiony celną kulą w serce. Osłona spełniła swój obowiązek. Niemcy wprawdzie zlikwidowali działalność jeszcze jednej radiostacji, ale z jej obsługi i osłony nikt żywy nie dostał się w ich ręce. Ciała „Dubańca” i „Pechowca” zostały przewiezione do miejscowej kostnicy celem identyfikacji, ale nie pozostawały w niej sługo. W dniu 16 marca dowodzona przez „Śmiałego” NN grupa bojowa z „OS – Dębe” wykradła zwłoki poległych i pochowała je pod osłoną nocy na rembertowskim cmentarzu.[4]

Sebastian Rakowski
Zobacz także: Sebastian Rakowski, Oddział Skrytego…, Otwock 2011.

[1] J. Adamska, Kronika Ruchu Oporu w okupowanym powiecie warszawskim w latach 1939-1944, „Rocznik Mazowiecki”, T. V, 1974, ss. 273-274.
[2] Według kilku relacji walka w Rembertowie miała miejsce 14 marca.
[3] Błąd, powinno być Stefan Łyżkiewicz.
[4] H. i L. Witkowscy, Kedywiacy, Warszawa 1973, ss. 290 – 292.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz