RSS
 

20 marca 1944 r., poniedziałek

25 mar

W tym dniu według części relacji miała miejsce kolejna akcja kolejowa wykonana siłami oddziału „Skrytego”. Informacje na jej temat tej pochodzą jedynie z relacji żołnierzy oddziału. Nie ma o niej słowa w źródłach niemieckich, nie figuruje również w sprawozdaniach miesięcznych Kedywu Okręgu Warszawskiego. Również dziennik drużyny z pododdziału „Świdry – Wiązowna” nie zawiera pod tą datą informacji o przeprowadzeniu takiej akcji.

Tę tajemniczą akcję tak wspominał Jan Kamiński:

 

W pobliże miejsca akcji doszliśmy bez żadnych kłopotów i niespodzianek. Parę minut odpoczynku, sprawdzenie broni, „puszczenie dyma w rękawie” i komenda „koniec palenia!”. Zbieramy się wokół „Skrytego” i „Sana” (pchor. Apolinary Akajewicz), który zawsze był bezbłędnym naszym przewodnikiem. „Skryty” wydaje ostatnie rozkazy dla poszczególnych grup i po chwili cały od­dział, uformowany w tyralierę, ruszył w las. Jedynie przy wozie konnym pozostało sze­ściu kolegów na ubezpieczeniu. Po przeby­ciu około 200 – 300 m wyszliśmy na skraj lasu. Przed nami otwarta przestrzeń. Jak się okazało, znaleźliśmy się w pasie wyrębu przy torach. Jedną z konsekwencji akcji partyzanckich na niemieckie transporty woj­skowe było zarządzenie okupanta o wycię­ciu stumetrowego pasa lasu wzdłuż torów kolejowych.

Jeszcze do przodu około 50 m i tyraliera zatrzymała się. Zajmujemy stanowiska, a właściwie budujemy sobie stanowiska z pni pociętych na długość jednego metra i ułożonych w tzw. sągi. Jedni zajmują stano­wiska bezpośrednio za sągami, inni zmusze­ni są przenieść na swoje stanowisko drzewo.

Ja z „Terrym” (Tadeusz Sitek) ułożyliśmy sobie okrąglaki, tak że stworzyliśmy szczelinę strzelniczą, w której ustawiliśmy erkaem, osłaniając również boki. Po sprawdzeniu sąsied­nich stanowisk przyszedł do nas „San”:
- Zbudowaliście nie stanowisko, lecz bunkier — roześmiał się. — Zostaję z wami.
Trzeba przyznać, że nieźle się napraco­waliśmy, aby to zbudować. Trochę odpoczynku bardzo się przydało podczas oczekiwania na pociąg.
Przez szczelinę widać niezbyt wysoki nasyp, po którym biegną tory. Pociąg nadjechał prawie bez opóź­nienia i jak zwykle potężna detonacja min. Lokomotywa wpada w wyrwę w torach zatrzymując się gwałtownie, co powoduje spiętrzenie się wagonów, które wyskakują z szyn. Wszystko to dzieje się przy akompaniamencie tłu­kącego się szkła, huku i zgrzytu kół ska­czących po podkładach i kamieniach, ułożonych, jak zwykle, na torowiskach i ciągnących za sobą snopy iskier.

Wspaniały widok. Nagle cisza. Słychać tylko ostry syk pary wydzielającej się z lokomotywy. Po chwili nasze stanowiska huraganowym ogniem przerywają tę ciszę.
Pociąg stoi jak widmo – cisza.
Jednak to trwa bardzo krótko, Niemcy bardzo szybko organizują obronę, która co­raz bardziej wzrasta na sile. Wymiana ognia trwa około 20 minut. Słyszymy sygnał do wycofania się, po chwili strzały milkną, za­równo z naszej, jak i nieprzyjaciela strony.
Dostajemy się do lasu, zbiórka – spraw­dzenie stanu osobowego, wszyscy cali i zdrowi.
Krótką wymianę szeptem wypowia­danych wrażeń przerywa „Skryty”, zaska­kując wszystkich swoją decyzją. Pada ko­menda:
-Cisza!
Wszyscy milkną, wtedy „Skryty” daje rozkaz: Uzupełnić magazynki, wracamy, o ile to będzie możliwe, na swoje stanowiska i powtórnie ostrzelamy pociąg. Idziemy wol­no, zachowując łączność wzrokową. Po doj­ściu na miejsce, na mój sygnał, otwieramy ogień. Są pytania? Nie ma? To do roboty.
Słychać tylko charakterystyczny dźwięk amunicji wciskanej w magazynki. Gotowe? Idziemy! Cały postój i przygoto­wanie trwało nie więcej jak 10 minut.
Znów skraj lasu. Schyleni, skokami prze­bywamy otwartą przestrzeń, osiągając swoje stanowiska. Chwila ciszy. Obserwujemy przedpole, skąd docho­dzą ściszone rozmowy i nawoływania.
Wzdłuż nasypu krzątają się sylwetki Niemców, widocznie zbierają rannych.
Gwizdek! I znów sześć naszych erka­emów tłucze długimi seriami pojedyncze KB-ki, jak gdyby chciały dorównać broni maszynowej, strzelały na ile pozwalała zręczność poszczególnych strzelców.
Zaskoczenie było całkowite i obrona ze strony Niemców prawie żadna.
Po około 10 minutach sygnał do wyco­fania się.
Skokami pojedynczo wycofujemy się, sprawdzenie stanu i znów jak poprzednio – wszyscy cali i zdrowi.

Podczas akcji wysadzono w powietrze tory przed lokomotywą wojskowego po­ciągu pospiesznego, tzw. Urlabzugu, relacji Lublin – Stuttgart. W akcji wzięło udział 72 ludzi. Wykolejeniu uległa lokomotywa i trzy wagony. Na temat innych strat Niem­ców brak danych.[1]


[1] Relacja Jana Kamińskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz