RSS
 

3 kwietnia 1944 r., poniedziałek

03 kwi

Tego dnia pchor. „San” i „Okrzeja”, dowódca i zastępca dowódcy pododdziału „Świdry – Wiązowna” grupy „Skrytego”, zostali na ulicy Armii Krajowej (dawniej Sienkiewicza) na wysokości Urzędu Miasta zauważeni i rozpoznani przez kierownika otwockiego Urzędu Pracy, jako uczestnicy akcji na tenże urząd z 1 kwietnia. Obaj podchorążowie zostali zastrzeleni przy próbie zatrzymania.

Relacji opisujących to zdarzenie jest wiele i niemal każda z nich przedstawia zdarzenie w sposób znacząco odmienny. Najwięcej szczegółów podaje Jan Kamiński „Grzmot”, żołnierz pododdziału, a przede wszystkim bliski przyjaciel zabitych, z którymi ukrywając się mieszkał od kilku miesięcy. Relacja jest bardzo obszerna i ma charakter bardzo osobisty. Poniżej przedstawione zostały obszerne jej fragmenty:

Dzień 3 kwietnia 1944 r. był na naszej „melinie” w Dębince dniem małej uroczystości. W tym dniu „Okrzeja” obchodził imieniny. Wstaliśmy raniej, by solenizantowi złożyć życzenia jeszcze w łóżku. Mile był zaskoczony, gdy „San” obudził go, a my ustawieni za nim gęsiego („Ryszard”, „Terry” i ja „Grzmot”) kolejno zaczęliśmy składać życzenia. Nie potrafił ukryć wzruszenia przy braterskim, serdecznym uścisku i „buźce z dubeltówki”. Zresztą w tak uroczystej chwili nikt specjalnie nie zwracał uwagi na to, a zresztą znaliśmy się tak dobrze, przecież od roku ukrywaliśmy się poszukiwani przez okupanta, przeżywając w ciężkich warunkach materialnych dole i niedole wspólnej tułaczki, tworząc zżytą grupę pięciu ludzi, których poza tym łączyło coś więcej jak przyjaźń.

W czasie śniadania „Okrzeja” zaproponował „Sanowi” odwiedzenie jego rodziców.

- Świetnie! Po drodze podskoczymy do Otwocka, zabierzemy ze sobą do przedłużenia ich i swoje dokumenty.[1] (Dokumenty te były wystawione na lewe nazwiska, ale na tyle były prawdziwe, że co miesiąc były stemplowane – przedłużane, łącznie z przydziałem węgla, jaki był przyznawany pracownikom kolei, z tą tylko różnicą, że nie odbieraliśmy należnych nam przydziałów.).

Po śniadaniu „San” i „Okrzeja” założyli płaszcze kolejarskie, chwila wahania – brać broń – czy nie? Nie, dzisiaj nie będzie potrzebna. Wyszli.

Po odwiedzeniu rodziców „Okrzei” w Świdrze, udali się do Otwocka. Idąc ul. Sienkiewicza zostali rozpoznani przez jadącego samochodem osobowym od ulicy Parkowej kierownika Arbeitsamtu  z Otwocka Zieglera. Niezauważony przez nich zawrócił, nacisnął gaz i z szaloną szybkością popędził wyprzedzając ich. Minął Magistrat przy ul. Sienkiewicza, skręcił na przejazd kolejowy na ulicę Żeromskiego równoległą i przyległą do torów kolejowych jak ul. Sienkiewicza. Tam stacjonowali „Kałmucy”. Wszczął alarm, a sam wrócił tą samą drogą na spotkanie z „Polnische Banditen”.

W pobliżu Magistratu zobaczył idących w jego kierunku. Zatrzymał wóz parę metrów przed nimi, wyskoczył z automatem zawieszonym na szyi, przebiegł przed maskę samochodu, dobiegł do krawężnika chodnika:

- Halt!

Dzieliły ich dosłownie dwa metry. W tym czasie przez tory szeroką tyralierą biegli „Kałmucy”.

„San” szybko zorientował się w groźnej sytuacji, jednym skokiem dopadł Zieglera, robiąc unik pod lufę wymierzonego automatu, uderzył zewnętrzną stroną otwartej dłoni w szyję. Ziegler stracił równowagę po silnym ciosie, przewracając się nacisnął spust. „Okrzeja” zaskoczony biegiem wydarzeń padł trafiony śmiertelną serią. „San” podbiegł do leżącego Niemca. Próbował zerwać z niego PM-a, nie udało się. Wyrwany magazynek z automatu odrzucił w bok.

Okrzyki:

– Halt!, Halt!

Kałmucy byli już blisko. Strzelali. „San” wbiegł do magistratu, próbował się ukryć. Własowcy byli już przy ogrodzeniu. Słabo znał budynek i miał niewielkie możliwości ukrycia się. Wybiegł tylnym wyjściem, próbował kluczyć między drzewami, budynkami rozrzuconymi po rozgrodzonych parcelach, wśród wielkich sosen.

Pościg trwał. „San” czuł beznadziejność swojej sytuacji, ale nadal usiłował przegonić własną śmierć. Niestety. Drogę odgrodził mu drewniany parkan sztachetowy, wskoczył na niego i tu śmierć powiedziała „Stop”. Serią z pepeszy został zwalony na ziemię.

Ziegler był usatysfakcjonowany, że udało mu się pomścić klęskę poniesioną w dniu likwidacji Arbeitsamtu. Jednak zdawał sobie sprawę, że jego sukces nie przejdzie bezkarnie. Zdecydował się na wyjazd do Vaterlandu. W drodze jego pociąg został zaatakowany przez jakiś oddział dywersyjny, gdzie poniósł zasłużoną karę – śmierć. (Wiadomość od „Dolmetschera” policji kryminalnej z Otwocka).

Na miejsce akcji przyjechał z Otwocka komendant kryminalnej policji Schlicht, który zabrał znalezione przy zabitych dokumenty. Ciała kazał przewieźć do Powiatowego Szpitala w Otwocku z zamiarem ogłoszenia z załączeniem fotografii, że są ciała zabitych, którzy ulegli wypadkowi z pociągu lubelskiego i są do odebrania w kostnicy Szpitala Powiatowego.

Wiadomość tą otrzymaliśmy jeszcze tego samego dnia. „Skryty” zarządził stan pogotowia w grupie Falenica „Wacława” i kazał przekazać innym grupom wiadomość, że dzisiejszej nocy odbędzie się pogrzeb poległych kolegów „Sana” i „Okrzei” na cmentarzu w Falenicy. Koncentracja oddziału o 23.00 na przekopie (wzgórze, które przecina wykopem droga wykonana przez Niemców z gruzu ceglanego łącząca Falenicę z Wiązową).

„Wacław” z grupą uzbrojonych kolegów dostał polecenie wykradzenia zwłok z kostnicy.

Akcja szczęśliwie powiodła się, mimo że zachodziło prawdopodobieństwo stoczenia walki z ochroną ciał wystawioną przez kryminalną policję. Niemcy jednak nie liczyli na tak szybką reakcję z naszej strony, gdyż miejsce przechowania ofiar do chwili ukazania się ogłoszenia objęto ścisłą tajemnicą.

W podobny sposób powiodło się „Skrytemu” i nam w odzyskaniu naszych dokumentów, które zostały zabrane z kryminalnej policji, w tym samym czasie, co ciała. Udało się to dzięki wspomnianemu „Dolmetscherowi”, który współpracował z Armią Krajową. Jego zasługą było też to, że Niemcy nie zdążyli opracować listów gończych, a rodziny nasze uniknęły represji.

Po powrocie z Otwocka do Falenicy na przekopie zastaliśmy sporą grupę ludzi. Ciała zostały już przywiezione podwodą. Czekano na trumny. Po kilkunastu minutach przyszli chłopcy z grupy „Wacława” przynosząc trumny.

„Ryszard” wytarł zabrudzoną twarz „Sana” chusteczką, złożono ciała do trumien. Kondukt żałobny w milczeniu ruszył przez las. Cisza była tak przerażająca, że słyszeliśmy jedynie przesypujący się piasek pod kołami wozu.

Na cmentarzu „Czarny” przygotował groby, w których złożono ciała. Nad otwartą mogiłą ostatnie słowa pożegnania wygłosił „Skryty”. Zakończył słowami: „Śpijcie koledzy w ciemnym grobie, niech się Wam Polska przyśni wolna”.

- Minuta milczenia.
- Cześć ich pamięci!

Ciszę nocną rozdarła salwa honorowa z 20-tu KB i czterech RKM-ów.

Mogiły ich przedłużyły szereg mogił żołnierzy pochowanych na tym cmentarzu w roku 1939. Było to potwierdzenie, że młode pokolenie potrafi przejąć na swoje barki dalszy ciąg trwającej walki o wolność swojej ojczyzny.[2] 

 

Sebastian Rakowski, Oddział „Skrytego”…, Otwock 2011 r.


[1] W raporcie KG AK – Oddział II (WBBH, III/22/15, k. 55) znajduje się zapis dotyczący tego zdarzenia, czytamy w nim, że śmierć podchorążych nastąpiła nie 3 a 4 kwietnia i zastrzeleni nie posiadali przy sobie żadnych dokumentów. Raport opublikowany częściowo [w:] H, Witkowski, „Kedyw” Okręgu Warszawskiego AK w latach 1943 – 1944, Warszawa 1984, s.318.

[2] Relacja Jana Kamińskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz