RSS
 

25 kwietnia 1944 r., niedziela

25 kwi

W tym dniu nad ranem do Michalina zajechało 6 ciężarówek niemieckich i dwa auta osobowe. Celem tej akcji była likwidacja magazynu broni i aresztowanie znajdujących się tam ludzi. W małym murowanym domku na ulicy Słonecznej 16, niedaleko stacji kolejowej od kilku tygodni ukrywali się zagrożeni żołnierze z warszawskiego Oddziału Dywersji Bojowej Ochota (ODB 18). Mieszkał tam por. Jerzy Wiszniowski „Jerzy” – „Wisz” wraz z żoną i trzyletnim synem. W tym samym domu zamieszkało ponadto dwóch żołnierzy „Wisza”, „Alek” i „Janek”. Niedaleko, w budynku przy ulicy Szkolnej 4, zamelinowali się kolejni żołnierze oddziału: „Michał”, „Skrzat”, „Leszek”, „Krzysztof”.

O godzinie 5.00 Niemcy przyciągnęli sąsiada, zmuszając go do zapukania do drzwi „Wisza”. Por. Wiszniowski nie otworzył drzwi, a na pierwsze strzały Niemców on i jego żołnierze otworzyli ogień ze stenów zmuszając Niemców do odwrotu. Po 45 minutach zaciętej walki „Wisz” nakazał próbę przebicia się przez pierścień okrążenia. Pierwsza pobiegła żona w ciąży oraz syn. Za nimi pobiegł „Wisz”, następnie „Alek” i na końcu „Janek”, przedtem detonując materiały wybuchowe znajdujące się wewnątrz. Żona „Wisza” została ciężko ranna, mały syn dostał postrzał w nogę. „Wisz” dobiegł do ogrodzenia i w tym momencie zginął od serii z pistoletu maszynowego. „Alek” poległ, biegnąc przez ogródek. „Janek” zaraz po eksplozji otrzymał postrzał w brzuch i zmarł w momencie, kiedy Niemcy wkroczyli na posesję. Koledzy znajdujący się nieopodal nie mogli przyjść z pomocą, ponieważ nie mieli broni. Dzień wcześniej wypożyczyli ją na jakąś akcję swoim kolegom z oddziału.

Po dwóch dobach na miejsce ostatniej walki por. „Wisza” przybył silny oddział z ODB 18. W samochodzie mieli trzy metalowe trumny. Miejsce, gdzie zostali pochowani zabici oraz przyległe ulice zostały obstawione żołnierzami AK. Władysław Bartoszewski, opisując tę akcję, zanotował, że w tym momencie niemieccy bahnschutze pochowali się po kątach. Volksdeutsche nie opuszczali mieszkań. Ciała poległych kolegów zostały ekshumowane i pochowane z honorami na cmentarzu w Falenicy. Sprawcą denuncjacji był miejscowy piekarz – volksdeutsch. Wkrótce zawisł na drzewie w lesie koło Falenicy. Egzekucję wykonali koledzy por. „Wisza”

Zofia Wiszniewska został uwięziona na Pawiaku. 11 maja wraz z 27 innymi kobietami została rozstrzelana w ruinach getta. Była w ostatnim miesiącu ciąży.[1] Trzyletniego, rannego syna Niemcy umieścili w szpitalu Bożego Ciała, skąd podwładni por. „Wisza” go wykradli i oddali na wychowanie do sióstr na Tamce[2].[3]

Tragiczne wydarzenia z 25 kwietnia opisał żołnierz Oddziału Skrytego, Jan Kamiński „Grzmot”. Jak wynika z jego relacji, żołnierze pododdziałów Skrytego brali udział w odzyskaniu ciał poległych i przygotowali pochówek na falenickim cmentarzu.

Obudził nas ryk syren Ochotniczej Straży Pożarnej w Falenicy. Tak zaczął się dzień 25 kwietnia 1944 roku o godzinie około 5.00.

            Zerwaliśmy się z prycz i w pośpiechu założyliśmy mundury. W międzyczasie dowiedzieliśmy się od dyżurnego kolegi Kazimierza Jagielskiego, że otrzymał telefon z wieży obserwacyjnej z wiadomością, że w Michalinie słychać serie z pistoletów maszynowych i wybuchy granatów oraz widać unoszący się dym, podając możliwie dokładną lokalizację pożaru.

            Wieża ta została zbudowana na polecenie władz niemieckich na najwyższym budynku pana Malca Hieronima na ul. 11 listopada (obecnie ul. Młoda) z przeznaczeniem na prowadzenie stałej obserwacji okolic przed pożarami a szczególnie pól i zbóż na polach.

            Po paru minutach, samochodem-cysterną wyjechaliśmy w podanym kierunku. Sekcja składała się z: kierowcy – Józefa Rytkie, „Grzmota” – Jana Kamińskiego, „Ryszarda” – Ryszarda Karwowskiego, „Barytona” – Józefa Janika, „Lubicza” – Andrzeja Czaplickiego, „Kolki” – Arkadiusza Radziszewskiego, „Martyny” – Romana Burdzyńskiego. Dojechaliśmy do końca peronów na stacji w Michalinie i skręciliśmy w prawo od torów około 50 metrów i zostaliśmy zatrzymani przez Niemców.

            Nie dopuszczono nas do bezpośredniej akcji gaszenia pożaru, uzasadniając to tym, że groziłoby nam bezpośrednie niebezpieczeństwo i, co sami zdążyliśmy zauważyć wybuchy granatów i amunicji. Przy szosie stało pięć samochodów ciężarowych „bud”, oraz na otwartej przestrzeni między szosą gdzie nas zatrzymano a palącym się budynkiem trzy samochody osobowe w tym jeden „łazik”.

            Dopalający się budynek był budynkiem jednorodzinnym, usytuowanym parę metrów od ulicy, ogrodzonym siatką, przy której szczelnym pierścieniem rozmieszczone były niemieckie stanowiska ogniowe oraz wielu Niemców stojących w pełnej gotowości bojowej.

            Po krótkiej obserwacji dało się zauważyć, że całą akcję prowadziło kilku Niemców w cywilu, prawdopodobnie z Gestapo.

            Około pół godziny po naszym przyjeździe, Niemcy zaczęli likwidować kocioł. Samochody ciężarowe wypełnione Niemcami opuszczały teren, na końcu jechały samochody osobowe. Jeden z nich, właśnie łazik, zatrzymał się przy wozie strażackim i pozwolił przystąpić do akcji gaszenia. W tym łaziku siedziało trzech cywilów i kobieta prawdopodobnie ranna, bo na nocnej długiej koszuli były dość duże ślady krwi a ręce jej były przypięte kajdankami do poręczy przedniego siedzenia.

            Podjechaliśmy bliżej. Budynek dopalał się. Przy furtce obok bramy leżał w slipach zabity młody mężczyzna. Drugiego znaleźliśmy przed samym wejściem do budynku. Koledzy za spodenki odciągnęli go bosakiem, by się nie spalił. Zauważył to Niemiec w cywilu i kazał pozostawić zwłoki na miejscu, mówiąc, że on się tym zajmie. Po chwili przyprowadził dwóch mężczyzn, prawdopodobnie „gapiów”, i kazał im wrzucić ciała do starego na wpół zasypanego szamba po drugiej stronie ulicy.

            Tego samego dnia około południa otrzymaliśmy wiadomość, że ludzie, którzy zginęli w Michalinie, byli z ruchu oporu grupy warszawskiej i należy jeszcze tej nocy zabrać ich ciała i pochować na cmentarzu w Falenicy, jeżeli ciała nie będą do tego czasu zabrane przez Gestapo.

            Ustalono, że grupa „Wacława” [pododdział Falenica] zajmie się sprowadzeniem trumien na cmentarz i przygotuje groby. Grupa „Ryszarda” [pododdział Świdry/Wiązowna] miała postarać się o podwodę i dostarczyć ciała. Ja z „Ryszardem” od Bronisława Miklińskiego wzięliśmy konia i wóz, którym dojechaliśmy do Michalina. Na miejscu czterej koledzy już wydobyli ciała, które zostały ułożone na wozie i ruszyliśmy marszem ubezpieczonym na cmentarz.

            W Michalinie przejazd był zamknięty, jeden z kolegów podniósł szlaban i furmanka przejechała przez przejazd. W tym czasie dróżnik wyjrzał z budki i z przerażeniem z trzaskiem zamknął z powrotem drzwi.

            Rzeczywiście, oświetlony przejazd, piękna widna noc księżycowa a na wozie białe ciała z rękoma wyciągniętymi do góry i z nogami zgiętymi w kolanach, sprawiały niesamowity i makabryczny widok. Szczęśliwie dojechaliśmy do cmentarza. Trumien jeszcze nie było, lekkie podenerwowanie, gdyż od strony Falenicy słyszeliśmy krótkie serie z PM-ów i pojedyncze strzały.

            Czas płynął, pogrzeb opóźniał się. Mogiły były już wykopane. Nareszcie około godziny 1.00 usłyszeliśmy okrzyk:

- Stój, kto idzie!? – to ubezpieczenie zatrzymało kolegów z trumnami.

Okazało się, że przechodząc z trumnami przez tory kolejowe na wysokości elektrowni w Falenicy natknęli się na patrol Kałmuków patrolujących tory i doszło do małej wymiany ognia.

            Sam pogrzeb odbył się bardzo sprawnie. Mieliśmy w tym już pewne doświadczenie, bo był to już nasz szósty pogrzeb. Salwę honorową oddało około 30 kolegów z grupy „Wacława”. W uroczystości pogrzebowej brało udział dwóch gości z Warszawy, którzy przed zamknięciem trumien wzięli próbki włosów w celu ustalenia nazwisk.

            Krótkie przemówienie nad mogiłą wygłosił kolega Jerzy Krasnodębski „Dąb”.


[1] W. Bartoszewski, Warszawski Pierścień Śmierci 1939-1944, Warszawa 2008, s. 402.

[2] Inna wersja mówi, że Zofia podczas aresztowania zdążyła przekazała półtorarocznego synka Janusza polskiemu policjantowi, który je uratował. Zob: Słownik uczestniczek walki o niepodległość Polski 1939 – 1945. Poległe i zmarłe w okresie okupacji niemieckiej (praca zbiorowa), Warszawa 1988, s.247.

[3] Opis na podstawie W. Bartoszewski, Ostatnia akcja por. „Wisza”, „Stolica”, 1957, nr 21 z 25 maja.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz