RSS
 

Kwiecień, 1942 r.

04 maj

Według relacji Benjamina Orensztajna w tym miesiącu pojawiły się w otwockim getcie obwieszczenia  podpisane przez Kreishauptmana Rupprechta, który żądał, żeby prezes Judenratu, Szymon Gurewicz/Górewicz, oddał [w ręce władz] 400 zdrowych mężczyzn Żydów dla robót w powiecie warszawskim. Cała ludność żydowska jest odpowiedzialna za wykonanie rozkazu. [...] Nikt nie chciał iść z własnej woli, a skutki mogły być tragiczne: konfiskata żydowskich majątków, wysiedlenie Żydów do Warszawy i likwidacja zakładów żydowskich. Kierownicy zakładów żydowskich zebrali się [...] i zwrócili się do Kronenberga o dostarczenie [Niemcom] 400 mężczyzn. On już załatwił sprawę. [...] zostali wywiezieni do Karczewa [...][1]

Wysyłkę do obozu w Karczewie[2] 400 Żydów Otwockich wspominał w swoim pamiętniku także Calek Perechodnik: Zarządzono, aby dać czterystu ludzi do robór, władze mówią, że do Karczewa, ale kto wię, może też do Treblinki. [...] Skąd wziąć czterystu ludzi do robót?

            Przecież ja nie mogę iść, bo pracuję w policji, ja zaś w Judenracie, ja zaś mam brata w policji, ja nie mogę iść, bo muszę interes przecież prowadzić, ja zaś nie pójdę, bo stać mnie na to, żeby dać 1000 złotych na policję. [...] Policjanci łapią w dzień i w nocy, łapią, zwalniają, ruch jest w interesie. Wreszcie czterystu ludzi zostaje wysłanych do Karczewa.

            Kronenberg, komendant Ghetto – Polizei, jest zadowolony, bo osobiście rozmawiał z Kreishauptmanem, uratował miasto przed wysiedleniem, przy okazji napełnił swe kieszenie, no i kilku porządnych ludzi, ale jemu niesympatycznych wysłał do obozu.[3]


[1] B. Orensztajn, Churbn Otwock, Falenic, Karczew, 1948, s.18-19. Relacja przytoczona przez Davida Engela w formie przypisu do C. Perechodnik, Spowiedź, Warszawa 2007, s. 293.
[2] W lipcu 1941r z rozkazu Rupprechta został utworzony obóz pracy w Karczewie. Był to obóz firmy budowlanej „Specht”. Zlokalizowany był przy rzece Jagodzianka, nad którą przeprowadzano prace melioracyjne. W kwietniu 1942 r. Niemcy zażądali czterystu zdrowych mężczyzn w wieku 15-25 lat do prac ziemnych. Robotnicy mieszkali w drewnianych barakach, bez słomy, bez kuchni. Pracowali w 30-osobowych grupach otrzymując 20 dag chleba w południe. Inżynierami i technikami byli Polacy. Administracja, ambulatorium i policja obozowa była w rękach Żydów. Kierownikiem obozu był Welwel Kolkowicz. Przez pierwszych kilka miesięcy Żydzi z obozu mieli możliwość pójścia do otwockiego getta w każdy szabat (w szereg ach po cztery osoby), by zmienić bieliznę, umyć się czy skorzystać z kąpieliska i dezynsektora. W niedzielę powracano do Karczewa. Jednak stopniowo warunki pobytu w obozie pogarszały się. W czerwcu 1942 r. doszło do pierwszej egzekucji wykonanej przez dowódcę rembertowskiej żandarmerii Lüppschaua, na więźniu oskarżonym wskutek donosu o komunizm. Częstym „gościem” w karczewskim obozie bywał również esesman z Rembertowa, Lanc, który podczas swoich wizyt zabijał najsłabszych. Na podstawie A. Szymańska, Ludność żydowska…., Warszawa 2002, ss.61-66.

[3] C. Perechodnik, Spowiedź, Warszawa 2007, s. 30.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz