RSS
 

Kwiecień 1943 r.

04 maj

W nieustalonym dniu dokonano spalenia zbiornicy makulatury, szmat i innych materiałów kontyngentowych w Falenicy. Zbiornice tego typu znajdowały się we wszystkich gminach Generalnej Gubernii. Dla przemysłu niemieckiego pozyskiwanie surowców wtórnych stanowiło cenne uzupełnienie niedoborów materiałowych. Na terenie GG obowiązywał przymus dostarczania przez ludność kontyngentów złożonych ze szmat, złomu, butelek i innego typu starzyzny. W „Nowym Kurierze Warszawskim” z dnia 7 czerwca 1943 r. znajdujemy obowiązującą wysokość kontyngentu starzyzny – jedna osoba  rocznie musiała oddać: 3 kg złomu żelaznego, 1 kg metali, 2 kg wszelkiego rodzaju gałganów (odpadki włókiennicze), 2 buteleki (co najmniej 1 l.) lub 1 kg złomu szklanego, 1 kg papieru. Niemiecki kierownik Biura Gospodarki Starzyzną i Odpadkami na łamach „Nowego Kuriera Warszawskiego” z dnia 13 marca ostrzegał, że każdy kto niszczy, chowa lub zatrzymuje surowiec, utrudniając świadomie i złośliwie pokrycie zapotrzebowania, będzie karany aresztem, więzieniem, a w szczególnie ciężkich przypadkach – śmiercią.[1]

Wykonawcą akcji spalenia zbiornicy w Falenicy był pododdział „Falenica” oddziału „Ersa”. Według relacji dowódcy tego pododdziału, akcja miała charakter szerszy i swym zasięgiem obejmowała podobne zbiornice nie tylko w IV Rejonie, lecz w całym Obwodzie, wszędzie tam, gdzie kontakty Grotowskiego pozwalały na zorganizowanie takiej akcji. Wesołowski w swoich relacjach tak wspominał to wydarzenie:

Pierwsza zorganizowana akcja sabotażowa to spalenie w gminnych składach – zbiornicach szmat i makulatury. Niemcy od początku wydali zarządzenie Polakom zdawania szmat, makulatury i różnych metali do wyznaczonych punktów. Nałożyli kontyngenty na każdego obywatela, uzależniając od tego wydanie kartek żywnościowych. Punkty odbioru były niemal wszędzie, a zbiornice w gminach, gdzie prasowano w bele szmaty i makulaturę, a metale sortowano. Do wywozu przygotowanych było b. dużo odpadów.

Kiedyś w rozmowie z „Ersem” przyszła myśl spalić im to tak dla kawału. „Ers” powiada, czekaj, zrobimy to we wszystkich zbiornicach. I stało się. Dał polecenie przygotować benzynę i ropę. Po kilku dniach wydałem termitówki dowódcom OS-ów, które miały dokonać spalenia składnic na swoim terenie.

Ustalono termin 10 czy 12 kwietnia 1943 r. godz. 1 w nocy.

Wyszła z tego zorganizowana akcja.

W Falenicy spalenia dokonali chłopcy pod d-ctwem „Mariana”. W Karczewie chłopcy Tadeusza Jobdy. W Wawrze i Rembertowie Bogdan Szkopowiec z chłopcami z Międzylesia. W Wiązownie również spalono. Jednocześnie podobną akcję przeprowadzono w kilkunastu gminach powiatu warszawskiego, gdzie „Ers” miał już zorganizowane OS-y. Otwock tylko nie przejawiał żadnej działalności.[2] 

Nie było to jedyne wydarzenie tego rodzaju. Wiosną 1943 r. na terenie Warszawy i Obwodu miała miejsce cała seria podpaleń w zakładach działających na potrzeby niemieckie, urzędy i zbiornice. W relacjach żołnierze często nazywają to akcją „Palenie”. Rzeczywiście, tego typu działania stanowiły jedną z podstawowych form walki bieżącej prowadzonej przez oddziały dywersyjno-sabotażowe. W samym kwietniu wedle oficjalnych danych Kedywu, ale i na podstawie raportów niemieckich, miały miejsce jeszcze inne akcje tego typu. 9 kwietnia usiłowano spalić tartak na ul. Marymonckiej. Nie udało się, wykonawca pozostał nieznany. 11 kwietnia spalono skład szmat kontyngentowych w Pruszkowie. (Wykonawca „Oracz” i „Goryl” z OS „Helenów” (Rejon VI – Pruszków)) . W tym samym miesiącu spowodowano też stan zagrożenia dla Zakładu Amunicji nr 2 w Rembertowie przez podpalenie lasu. Wykonawca pozostał nieznany.[3]

Akcja na zbiornicę w Falenicy została zarejestrowana w sprawozdaniu miesięcznym Kedywu. Nie ma w tym sprawozdaniu wzmianki o spaleniu tego typu obiektów w Karczewie, Wiązownie i Wawrze. W innych relacjach również brakuje informacji o spaleniu zbiornic w tychże miejscowościach. Marian Wesołowski w relacji z wykonania tej akcji, pisał wprost, że nie miała ona  większego znaczenia, lecz jednocześnie zwrócił uwagę na jej ważne konsekwencje moralne dla młodych żołnierzy:

Akcja ta o tyle była ważna, że nastąpiło takie wewnętrzne przestawienie się u wszystkich chłopców. Człowiek ustawiony wewnętrznie do czynienia dobrze, poszanowania, szlachetności, raptem ma robić źle, niszczyć, palić w przeświadczeniu, że robi dobrze.

Ta pierwsza akcja niby mało znacząca, miała olbrzymi wpływ na każdego chłopca. Musiał do pewnego stopnia stoczyć walkę wewnętrzną. Duchowo przestawić się. To, że akcją tą objęto kilkanaście miejscowości w sposób zorganizowany, w jednym dniu i godzinie, wytworzyło zaufanie do organizatora i swoich bezpośrednich dowódców, bo coś się robi, rozpoczynamy.

Przypomniały mi się wtedy słowa wypowiedziane na jednej z akademii w liceum, tuż przed wybuchem wojny przez dyrektora dr Wojciecha Tabora, że „dzieło zniszczenia bywa nieraz większe od dzieła tworzenia”. Przyjęło się to wśród chłopców, którzy często to powtarzali.[4] 


[1] Treść komunikatu kierownika BGSiO opublikowana również [w:] W. Bartoszewski, 1859 dni Warszawy, Kraków 2008, s. 449.
[2] Relacja Mariana Wesołowskiego.
[3] Na podstawie sprawozdania „Kedywu-Przystań” za kwiecień 1943 r. opublikowanego [w:] H. Witkowski, Kedyw…, ss. 250 – 252.
[4] Relacja Mariana Wesołowskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz