RSS
 

14 maja 1944 r., niedziela

20 maj

Ten sam patrol bojowy z Oddziału „Skrytego”, który zatrzymał Walerego Kanię, godzinę później uprowadził z mieszkania na kolonii Borków w Międzylesiu Stanisława Kukowskiego, konfidenta żandarmerii i gestapo. Po doprowadzeniu do domu w Dębince o godzinie 1200 rozpoczęto badania, które trwały do wczesnych godzin rannych dnia 16 maja 1944 r.

Kukowski zeznał, że utrzymywał przyjacielskie stosunki z kpt. Liebscherem, komendantem żandarmerii powiatu warszawskiego, od którego otrzymał zezwolenie na posiadanie broni. Przyznał się też do tego, że utrzymywał kontakt z Kanią i wywiadem na rzecz żandarmerii, a jego donosy doprowadziły do aresztowań mieszkańców Międzylesia. Wyrok śmierci wykonano 16 maja 1944 r. o godzinie 2.50. Skazany miał możliwość wyboru sposobu uśmiercenia, poprosił, by go otruto cyjankiem potasu. Zwłoki zatopiono w Wiśle.[1]

Z relacji żołnierzy oddziału „Skrytego” oraz Mariana Wesołowskiego, który miał być świadkiem zatrzymania, przesłuchiwania i śmierci Kukowskiego, wynika, że Kukowski był wyższej rangi oficerem WP. Z tego powodu pozwolono mu wybrać rodzaj śmierci. Jan Szczepek „Warna” w swojej relacji opisał to w sposób następujący:

Wyrok na zdrajców był jeden: „Śmierć przez powieszenie”. „Skryty” uderzając zdrajcę w policzek z jednoczesnym wypowiedzeniem słów „Odbieram ci honor Polaka” – wydawał rozkaz wykonania wyroku. Tak było normalnie.
Lecz pewnego dnia, wiosną 1944 r., przesłuchiwany agent okazał się byłym wysokim oficerem WP. Pochodził ze znanej polskiej rodziny. W okresie I wojny światowej służył w armii austriackiej.

Tym razem „Skryty” zarządził inną niż zwykle „ceremonię” wyroku. Wygłosił dłuższe przemówienie. Piękne i mądre były tam słowa: o miłości Ojczyzny, o honorze oficera polskiego, o hańbie zdrady, o godności ludzkiej. Zakończył mniej więcej tak:

-Uszanujmy godność munduru, który miałeś zaszczyt nosić. Daję ci dwie możliwości: pistolet załadowany jednym nabojem lub cyjanek potasu.
Słowa „Skrytego” dotarły do niego. Na chwilę przed śmiercią stał się człowiekiem.
-Nie zasłużyłem na śmierć z pistoletu. Dajcie mi cyjanek.[2]

Relacja ta ma charakter bardziej literacki i prawdopodobnie mocno odbiega od prawdy. W rzeczywistości Kukowski wypierał się i całą odpowiedzialność zrzucał na Walerego Kanię. Następnie, jak wynika z protokołu przesłuchania odmówił składania dalszych wyjaśnień.

Przesłuchania w domu w Dębince nierzadko były brutalne. Wesołowski wspomina w swojej relacji, że zeznania pozyskiwano za pomocą „krzyżowego ognia pytań i „bykowca””. Dla żołnierzy dywersji akcje likwidacyjne, szczególnie te połączone z wielogodzinnymi przesłuchaniami były ciężkim doświadczeniem, nierzadko pozostawiającymi głęboki uraz w psychice. Twarze skazanych zapadły żołnierzom głęboko w pamięci. Ten rodzaj prowadzenia dywersji, bardzo demoralizujący i nielubiany przez żołnierzy, był jednak wpisany w ich obowiązki i zazwyczaj z brutalną konsekwencją realizowany.


[1] Na podstawie m. in.: H. Witkowski, „Kedyw” Okręgu Warszawskiego AK w latach 1943 – 1944, Warszawa 1984, s.340. za sprawozdania Kedywu OW za maj 1944 r. (AAN syg. 203/X-62), protokołu przesłuchania (AAN syg. 203/X-62), raportu nr I-6/I-71a Oddział II KG AK (WBBH, III/22/12, k. 243 i 554), oraz kroniki policyjnej (CAW, Okupacja 5).
[2] Relacja Jana Szczepka w zbiorach Jana Kamińskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz