RSS
 

24 maja 1943r., poniedziałek

26 maj

W sprawozdaniu żandarmerii niemieckiej znajdujemy pod tą datą zapis, że o godzinie 20.10 dwóch mężczyzn zastrzeliło w Falenicy policjanta „granatowego” Józefa Dorodzińskiego i ciężko ranili policjanta Aleksandra Kunińskiego.[1]

Akcja ta była wynikiem wydanego na Dorodzińskiego wyroku. Wykonanie zlecono prawdopodobnie Kedywowi, ale nie oddziałowi „Ersa”. Oddział, jako miejscowy, miał jedynie wskazać ofiarę. Jan Kamiński „Grzmot” z oddziału „Ersa” doskonale znał wszystkich funkcjonariuszy policji polskiej z posterunku w Falenicy – jego ojciec był tu policjantem. To jemu powierzono zadanie wystawienia Dorodzińskiego.

W relacji Jana Kamińskiego ten policjant nazywał się Stanisław Dorożyński, w materiałach żandarmerii niemieckiej występujący jako Józef Dorodziński. Z pewnością jednak chodzi o tę samą osobę. Obok Dorożyńskiego w akcji tej ranny został policjant „granatowy” z Falenicy – Kuniński. To ostatnie nazwisko znajduje się zarówno w relacji Kamińskiego, jak i materiałach niemieckich. W tych ostatnich znajduje się również imię Kunińskiego – Aleksander. Jan Kamiński tak relacjonował wykonanie akcji:

Plutonowy Stanisław Dorożyński wykazywał wyjątkową gorliwość służbową, często używając broni, co spowodowało śmierć złodzieja kolejowego o nazwisku Łosica. (Złodzieje kolejowi nazywani również w okresie okupacji „cyrkowcami”, okradali wagony towarowe na bocznicach, względnie wskakiwali do wagonów podczas zwolnionego biegu pociągu. Penetrując, wyrzucali z wagonów towary, których brakowało na rynku. Druga grupa rozmieszczona na trasie, zbierała towar, przenosząc w bezpieczne miejsce). Po tym wydarzeniu otrzymał on na piśmie ostrzeżenie z jednoczesnym pouczeniem, że może użyć broni jedynie i wyłącznie w obronie własnej. W innym przypadku świadomie wydaje na siebie wyrok śmierci.

Widocznie ostrzeżenia tego nie potraktował serio, gdyż po kilku dniach strzelił, raniąc śmiertelnie chłopca. Przypadkowi przechodnie podbiegli do rannego, chcąc udzielić pierwszej pomocy. Niestety, chłopiec zdążył tylko powiedzieć do nachylonego nad nim mężczyzny: „Niech pan zaopiekuje się paczką, którą mam pod bluzą.”. Po tych słowach zmarł. Okazało się, że chłopiec ten miał przy sobie paczkę z „Bibułą” (prasą podziemną).

Dalsze wydarzenia potoczyły się bardzo szybko.

Następnego dnia pod wieczór otrzymałem wiadomość od pchor. „Ryszarda”, że mamy ubezpieczać „facetów” z Warszawy, którzy mają „robić Dorożyńskiego”. A moim zadaniem miało być jego „wystawienie”, z uwagi na ścisły kontakt z komendantem Kaflińskim i znajomością wszystkich policjantów z miejscowego posterunku.

Po trzech dniach zgłosiło się do mnie dwóch rosłych mężczyzn w wieku 24 – 30 lat, którzy przedstawili się jako „Cyklop” i „Sylwester”.

Jeden z nich w budynku gospodarczym u moich rodziców zostawił płaszcz i zgodnie z ustaleniem poszliśmy pod dom, gdzie mieszkał Dorożyński. Podałem im numer mieszkania na pierwszym piętrze. Okazało się, że mimo wolnego dnia, nie zastali go w domu. Z rozmowy z żoną wywnioskowali, że powinien wrócić niedługo, na obiad.

Po czterech godzinach, zrezygnowali z dalszego oczekiwania na zewnątrz budynku, by nie zwrócić na siebie uwagi. W związku z tym przekazałem im wiadomość, że jutro będzie miał służbę tzw. „patrol” (obchód) z Kunińskim i będą wracać na posterunek o godz. 12.00. Bez chwili zastanowienia, zapadła decyzja: „Jesteśmy jutro”. Następnego dnia, tuż przed godz. 12.00 Dorożyński i Kuniński prowadząc rowery zatrzymali się na skwerku – placyku położonym przy ul. 11 Listopada (obecnie Młoda) na wprost domu, gdzie na balkonie stała żona Dorożyńskiego.

- Ten wyższy, szatyn – powiedziałem, odchodząc od „Cyklopa”.

Po chwili widzę jak „Cyklop” stanął przed nim, powiedział – prawdopodobnie formułę wyroku wyciągając pistolet zza paska spodni, ukryty na brzuchu pod marynarką. W tym momencie usłyszałem przeraźliwy krzyk żony: „Stasiek! Uciekaj!”.

Krzyk żony jak gdyby obudził go z przerażenia, osłupienia. Dopiero wtedy rzucił rower pod nogi „Cyklopa” i z karabinem przewieszonym przez plecy zaczął biec w stronę stacji kolejki w kierunku posterunku.

Po przebiegnięciu 5 – 6 metrów padły strzały z pistoletu „Cyklopa”, Dorożyński padł jak ścięty z nóg. W tym samym czasie padł jeden strzał z pistoletu „Sylwestra”, oddany do Kunińskiego. Ten rzucił karabin na bruk, uciekając do pobliskiej restauracji.

W tym czasie „Cyklop” podbiegł do Dorożyńskiego wyciągając z górnej kieszeni munduru legitymację służbową, po czym obaj szybkim krokiem udali się w stronę stacji kolejkowej, skąd dalej pilotował ich „Ryszard” na stację kolejową PKP w Miedzeszynie, skąd odjechali do Warszawy.

Po dwóch tygodniach Kuniński powrócił ze szpitala. W rozmowie z nim stwierdziłem, że poniosły go nerwy, myślał, że chodziło im o broń:

- Chciałem zdjąć karabin z pleców, wtedy on przyłożył mi pistolet do policzka i krzyknął: „Na Boga, nie ruszaj się pan, nie o pana chodzi!”. Mimo tego ostrzeżenia, odruchowo zdejmowałem karabin i wtedy padł strzał. Jak widzi pan jest wlot i wylot, ale tak szczęśliwie, że straciłem po dwa zęby z obu stron, nie naruszając szczęki.

W czasie oczekiwania pierwszego dnia „Cyklop” z „Sylwestrem” byli dwukrotnie w sodowiarni (sklepik z napojami chłodzącymi i słodyczami), która była tuż przy furtce, którą musiał wchodzić Dorożyński, wracając do domu. Właścicielka sodowiarni, Kamińska, miała dość dużo czasu, aby się dobrze przyjrzeć swoim spragnionym klientom. Jeszcze tego samego dnia opowiadała, jak pili u niej oranżadę. Wyczuwała, że na kogoś czekają, że ten wyższy to był bez oka (prawdopodobnie stąd przyjęty pseudonim „Cyklop”. Normalnie miał sztuczne oko i gdy rozmawiał patrząc wprost, naprawdę trudno to było zauważyć).

Koledzy z grupy Falenica pod wieczór jeszcze tego samego dnia, przed zamknięciem sklepu przez dowódcę z głowy wybili jej to, co wiedziała. Zabieg ten okazał się bardzo skuteczny.

W akcji tej brali udział:
- pchor. „Ryszard” – odpowiedzialny za bezpieczeństwo wykonawców wyroku
- „Grzmot” – Jan Kamiński
- „Wicher” – Jerzy Szymczak
- „Reszka” – Leonard Kaszyński
- „Kmicic” – Piotr Haczyński
- „Kloter” – Jerzy Goliszewski
- „Terry” – Tadeusz Sitek

Była to pierwsza tego rodzaju akcja.[2] 


[1] J. Adamska, Kronika Ruchu Oporu w okupowanym powiecie warszawskim w latach 1939-1944, „Rocznik Mazowiecki”, T. V, 1974, s. 235.
[2] Relacja Jana Kamińskiego.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz