RSS
 

28/29 lipca 1944 r. piątek/sobota

24 sie

Oddział Dywersji Bojowej „Fromczyn” wieczorem 28 lipca udał się na koncentrację ogólną w lasy pomiędzy Świdrem a Falenicą. Tam połączył się z grupą „Skrytego”. Na miejscu koncentracji był „Profesor” oraz kapitan przysłany z Warszawy. Nad całością dowodzenie przejął „Profesor”.[1] „Profesor” to prawdopodobnie nie pseudonim lecz kryptonim funkcyjny przynależny w IV Rejonie referentowi taktyczno-szkoleniowemu. Wedle znanych opracowań w tym czasie szefem wyszkolenia w IV Rejonie był sam dowodca rejonu Stanisław Szulc ps. „Kania”.[2] Wiele światła rzuca na tą kwestię źródło co prawda dość kontrowersyjne, ale warte wykorzystania, a mianowicie wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie, w sprawie przechowywania broni dawnej grupy „Falenica” z oddziału „Skrytego”, wydany w roku 1953. Jednym ze skazanych w tej sprawie był ppor. sł. st.[3] Józef Bialik. Z uzasadnienia wyroku dowiadujemy się, że:

Pod koniec okupacji hitlerowskiej osk. Bialik pełnił funkcję oficera szkoleniowego w grupie AK o kryptonimie Folwark działającej w okolicy Falenicy. W dniu 28 lipca 1944 r. działając w zastępstwie nieobecnego dowódcy, osk. Bialik zarządził koncentrację pododdziałów w lesie w Michalinie, a po jej zakończeniu w tymże dniu polecił dowódcom plutonów, w tej liczbie skazanemu Brzezińskiemu Marianowi, ukryć w lesie posiadaną broń.[4]

Najprawdopodobniej to właśnie ppor. Józef Bialik był w IV Rejonie referentem wyszkoleniowym i z racji funkcji używał kryptonimu „Profesor”. Innym potwierdzeniem takiego stanu jest informacja pochodząca z relacji Migdalskiego, mówiąca o tym, że Marian Brzeziński ps. „Wilk” został aresztowany wraz z „Profesorem”. A w uzasadnieniu wyżej wymienionego wyroku znajduje się zapis mówiący o tym, że Brzeziński przebywał wraz z Bialikiem w areszcie w Garwolinie.

Sprawa wydawałaby się jasna gdyby nie relacja Mariana Wesołowskiego, który uczestniczył w opisywanej koncentracji. Podaje on informację, że dowódcą zgrupowania był nikomu dotychczas nieznany oficer.

Okazał się nim kpt sł. st[5]. – Woroniecki [Waldemar], posiadał pseudonim „Profesor”, którego poznałem. Był on z-cą komendanta obozów P.W. przed wojną. Przypomniałem mu obóz PW w Lidzbarku Welskim w 1937 r., który odbyłem po ukończeniu 3-letniej Państwowej Szkoły Handlowej im. J. i U. Roeslerów w W-wie oraz w 1939 r. w Kozienicach po ukończeniu 2-letniego Liceum Handlowego im. M. Berutowej w Warszawie.

Okazało się, że jest on następcą „Ersa” jako komendant do spraw wyszkolenia na prawym brzegu Wisły.[6]

Wspomniany przez Wesołowskiego Waldemar Woroniecki w okresie okupacji był szefem podreferatu wyszkolenia w referacie taktyczno-szkoleniowym w sztabie VII Obwodu „Obroża” Okręgu Warszawskiego AK i używał pseudonimu lub raczej kryptonimu „Profesor”[7]

Trudno jest ostatecznie rozstrzygnąć, kim w rzeczywistości był „Profesor”. Wydaję się jednak, że to właśnie Józef Bialik był dowódcą tego leśnego zgrupowania. Migdalski wśród oficerów znajdujących się na miejscu koncentracji wymienia również nieznanego sobie kapitana z Warszawy. Być może był nim Waldemar Woroniecki.

Na miejscu koncentracji oddziały przebywały przez cały dzień. W pewnym momencie na podstawie wysyłanych patroli ustalono, że zgrupowanie znajduje się w kotle, otoczone przez niemieckie oddziały. W swojej relacji Migdalski w taki sposób relacjonuje przebieg narady sztabu tego leśnego zgrupowania:

Powstała alternatywa, czy uderzyć na czołgi z tyłu i przedrzeć się na stronę bolszewicką za rzeczką Świder. Wobec wiadomości od rozbrojonych A.K. z 28 dyw., z Wilna i Lubelskiego, była możliwość stoczenia walki z Niemcami, mając czołgi przeciw sobie, po to by dać się rozbroić Bolszewikom. Wobec czego na odprawie: „Profesor”, „kpt.”, „Wilk” i ja postanowiliśmy broń zabezpieczyć, a ludzi rozpuścić do domu. [8]

Tę koncentrację oddziałów opisali też w swoich wspomnieniach Jan Kamiński  z oddziału „Skrytego oraz Marian Wesołowski, dawny dowódca grupy „Falenica”, a w tym czasie członek ODB „Fromczyn” i zastępca Zygmunta Migdalskiego ps. „ZZ”. Oto relacja tego pierwszego:

Zbiórka pododdziałów Falenica, Radość i Wiązowna – Świdry wyznaczona była przy stacji kolejki wąskotorowej w Michalinie, na drodze przecinającej tory i ciągnącej się przez las, skąd wyruszył cały oddział „Skrytego”. Idąc przez Michalin i po przejściu torów kolejowych, zatrzymał się w miejscu koncentracji między Michalinem a Józefowem przy wzgórzu (wale) ciągnącym się od Józefowa przez Michalin do Falenicy (tzw. Morskie Oko) i dalej do Miedzeszyna, gdzie zanika.

            Cały nasz oddział był w pełnym uzbrojeniu, oczekiwał na postoju oddziałów Wojsk Liniowych z Falenicy i okolic. Jednak nikt więcej do nas nie dołączył. Wystawione ubezpieczenia – czujki – zatrzymały i doprowadziły dwóch dezerterów żołnierzy niemieckich do dowództwa. Po ich przesłuchaniu wysłano patrole w kierunku Wiązowny, rzeki Świder, Mlądza oraz w kierunku Falenicy do torów kolejowych.

            Po powrocie patroli z rozpoznania i złożonych meldunków wynikało, że przez Wiązownę wycofują się bardzo duże jednostki wojsk niemieckich w dużym pośpiechu i chaosie. Patrol znad rzeki Świder i Mlądza stwierdził, że z przeprowadzonych obserwacji wynika, że po drugiej stronie rzeki widzieli zwiady wojsk sowieckich. Od strony Falenicy Niemcy w mundurach lotniczych zajmowali stanowiska z bronią maszynową wzdłuż torów od Świdra do Falenicy.

            Po wysłuchaniu meldunków, dowództwo zdecydowało i wydało rozkaz o ukryciu broni i rozwiązaniu koncentracji. Broń poszczególnych grup została zakopana w dołach i zamaskowana.

            Ja z „Ryszardem” i „Terrym” z bronią krótką i stenem doszliśmy szczęśliwie do torów kolejowych. Przy torach na samochody ciężarowe wsiadali Niemcy likwidując swoje stanowiska. Widać było duży pośpiech, bo nawet nie zauważyli, względnie nie zwrócili uwagi, jak przechodziliśmy przez tory niedaleko nich. W niedługim czasie samochody odjechały szosą wzdłuż torów do Falenicy, gdzie skręciły w ulicę prowadzącą do Błot w stronę Wisły i Wału Miedzeszyńskiego.[9]

             A tak to samo zdarzenie zapamiętał Marian Wesołowski:

Odbyła się zbiórka chłopców z bronią długą i krótką. Stawiło się około 30 chłopców. Wszyscy uzbrojeni z plecakami, chlebakami.

Przemaszerowaliśmy przez Falenicę w las za Michalinem pod Wiązowną. Czekaliśmy na dalsze oddziały Wojsk Liniowych z Falenicy i okolic. Nikt nie przybył. Nie przybyli nawet chłopcy z grupy Zaremby. Ponieważ czekanie przedłużało się, rozesłaliśmy 2-osobowe patrole w kier. toru kolejowego W-wa – Otwock, w kier. szosy Falenica – Wiązowna, oraz w kier. Mlądz i Wiązowna. Wkrótce nadbiegli chłopcy z meldunkami. Stwierdziliśmy, że zostaliśmy otoczeni przez Niemców od strony toru kolejowego i częściowo szosy Falenica – Wiązowna.

Poszedłem z 2 chłopcami sprawdzić. Okazało się, że tor kolejowy na całej długości od Falenicy do Świdra obstawiony karabinami maszynowymi co 30 – 40 m przez Niemców w mundurach lotników.

Po powrocie zdałem meldunek kap. Woronieckiemu o sytuacji. W międzyczasie chłopcy przyprowadzili 2 Niemców uciekinierów z wojska. Okazało się, że wycofywała się wtedy dywizja pancerna SS im. „Herman Goring” przez Wiązownę. Sytuacja nasza była beznadziejna, bez żadnych szans. Po krótkiej naradzie postanowiliśmy zakopać broń i każdy na własną rękę wyjść z lasu do domu. Kierunek szosa Falenica – Wiązowna pod Wiązowną na Miedzeszyn, drudzy lasem na Mlądz za rzekę Świder. Wszyscy się rozeszli pozostawiając 2 Niemców w lesie w dole po jakimś leju.

Po przybyciu do Falenicy stwierdziłem, że tor był w dalszym ciągu obstawiony.

Wszystkim udało się dotrzeć do domów szczęśliwie. W jakieś 3 godz. po naszym rozejściu się, nadleciało na to miejsce kilka kluczy „Stukasów”, które rozciągały się jeden za drugim i zrzucały bomby nurkując na las. Rozstawionych wzdłuż toru lotników zabrano po południu samochodami ciężarowymi do W-wy szosą nad Wisłą.[10]

Koncentracja w dniu 28 lipca 1944 r. była ostatnim akcentem działań oddziału „Skrytego” skierowanym przeciwko okupantowi niemieckiemu. Nie oznacza to, że oddział przestał istnieć. Szóstego sierpnia 1944 roku oddział wyszedł ze szkoły powszechnej im. Stanisława Jachowicza w Falenicy w szyku zwartym, z biało-czerwonymi opaskami na rękawach oraz z flagą i przemaszerował ulicami Falenicy do miejscowego kościoła parafialnego na uroczystą mszę dziękczynną.

Po pięciu latach hitlerowskiej okupacji znów zabrzmiała w kościele pieśń „Boże coś Polskę”, z trudem śpiewana przez zaciśnięte gardła ze wzruszenia. Niejednemu z nas popłynęły łzy po policzkach, ale były to łzy szczęścia i radości.

Radość niestety nie trwała długo. Od połowy sierpnia zaczęły się aresztowania żołnierzy oddziału. Wielu wpadło w ręce lubelskiej bezpieki i sowieckiej NKWD, po aresztowaniu trafiali do więzień i obozów. Inni wstąpili lub zostali wcieleni do Wojska Polskiego. Jeszcze inni ukryli się przed prześladowaniami. Kilku kontynuowało walkę w oddziałach podziemia niepodległościowego. Ich losy wymagają jednak odrębnego potraktowania.

Sebastian Rakowski


[1] Pismo Z. Migdalskiego do K. Krzyżaka nadane w Ludwigsburgu 22 maja 1949 r. Archiwum SPP w Londynie, syg. B I 17/76
[2] J. Z. Sawicki, VII Obwód OW AK „Obroża”, Warszawa 1990, s. 47.
[3] podporucznikiem Bialik był już w 1939 r. Z kolei niejaki Józef Bielik ps. „Biały” był w czasie okupacji w VI Rejonie dowódcą Oddziału Specjalnego przy 5 kompanii i posiadał stopień porucznika.
[4] Wyrok Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z dn. 30.10.1953 r. Znak akt Sr 325/53.
[5] Waldemar Woroniecki w połowie lipca 1944 r. posiadał stopień majora.
[6] Relacja Mariana Wesołowskiego
[7] J. Z. Sawicki, VII Obwód OW AK „Obroża”, Warszawa 1990, ss. 38 i 171. Wedle informacji zawartych u Sawickiego kryptonim „Profesor” w sztabie „Obroży” nosił przełożony Woronieckiego-szef referatu taktyczno-szkoleniowego kpt. (mjr) Bronisław Czarniawski.
[8] Pismo Z. Migdalskiego do K. Krzyżaka nadane w Ludwigsburgu 24 kwietnia 1949 r. Archiwum SPP w Londynie, syg. B I 17/75
[9] Relacja Jana Kamińskiego
[10] Relacja Mariana Wesołowskiego z 1984 r.

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~M

    17 lipca 2017 o 15:50

    Wspomniany wyżej Marian Brzeziński ps. Wilk pochodził z Korczewa. zmarł w latach 80, pochowany jest na cmentarzu w Aleksandrowie. Był mężem siostry mego ojca, Haliny Januszko, łączniczki Armii Krajowej. Marian był dwukrotnie więziony, skazany na karę śmierci, której jakimś cudem uniknął. uwolniony dopiero po 1956 r. Później pracował w handlu. Niestety, wszystko to wiem jedynie z przekazów ustnych – które, jak widać, pokrywają się z wiedzą historyczną.
    Jego córka, Agnieszka, mieszka nadal w Falenicy, w domu po rodzicach i dziadkach.