RSS
 

Feljeton „Lasecznika”.

24 mar

Szanowny Panie Redaktorze!

Na uprzejme zaproszenie do współpracy w pańskim piśmie, w pierwszej chwili zamierzałem odpowiedzieć odmownie. Zbyt jednostronny bowiem punkt widzenia pana i jego kolegów nie pozwalał mi mieć nadziei, iż świat bakterji, który ja, lasecznik gruźlicy reprezentuję, będzie z odpowiednią bezstronnością potraktowany.
Po namyśle jednak propozycję przyjmuję, w dzisiejszych bowiem czasach, gdy tak szperacie i natarczywie wdzieracie się w najtajniejsze nasze zakątki, ukrywanie nadal uważam za bezcelowe, zresztą jako uczciwy lasecznik, postanawiam z odkrytą przyłbicą stanąć przed wami.
Duży nawał pracy w ostatnich czasach, prac: społecznych, politycznych i innych, gdyż po wojnie światowej, my drobnoustroje organizujemy się i działamy sprawniej, nie pozwala mi nadesłać panu obszerniejszej korespondencji, tymczasem więc przesyłam przemówienia swoje na ostatnim zjeździe laseczników, odbytym w ubiegłym tygodniu.
Sądzę, iż to cokolwiek zainteresuje pana i jego czytelników.
Wasz szczery i nieodłączny przyjaciel
Lasecznik gruźlicy.
 

Towarzysze drobnoustroje!
Z dumą staję tu dzisiaj przed wami, ja lasecznik gruźlicy, reprezentujący niezliczoną liczbę swych towarzyszy, rozproszonych po wszystkich zakątkach kuli ziemskiej.
Panowanie nasze rozległe i władza nad człowiekiem potężna. Sięgajmy wszędzie i zwalczyć nas nie mogą ani skądinąd szkodliwe promienie słońca ani zimno północy. W ośrodkach miejskich tworzymy zwarte i liczne kolonje, nie boimy się dymu fabryk lub zgrzytu maszyn… I tu i tam, w domu, w szkole, na zebraniach publicznych, balach, jesteśmy wszędzie, trwamy i zwyciężamy.
W myśl wskazań filozofa Malthausa jesteśmy prawdziwymi regulatorami istnień ludzkich. Bo czyż owa przechwalona przez ludzi wojna światowa równać się może w swych niszczycielskich działaniach, z redukcją, którą przeprowadzają ciągle zwarte i pracowite szeregi naszych towarzyszy.
Jesteśmy prawdziwymi dobrodziejami człowieczeństwa, gdyż gdyby nie ta praca nasza, przeludnienie wywołałoby straszne skutki dla ludzi i tak już poważnie skłóconych i nieprzebierających w środkach w walce o byt.
Zresztą nie ubliżając szanownym innym towarzyszom, tu na zjeździe nieobecnym, jako to bakterjom cholery, dżumy i t.p. sądzę, iż działania nasze są więcej w dobrym tonie, że tak powiem, cywilizowane.
Tamci działali niegdyś i obecnie działają w pewnych zakątkach ziemi zbyt obcesowo, że się wyrażę – po chamsku… My zaś pracę prowadzimy delikatnie, niepostrzeżenie i do końca niepozbawiamy człowieka złudzeń.
I człowiek, oceniając nasze zachowanie, traktuje nas życzliwie, co znowu pozwala nam pracować intensywniej.
Zrzadka narażeni jesteśmy na przykrości i chociaż lat temu czterdzieści, pewien lekarz Koch, nas, że tak powiem zfotografował, jednak oprócz wzajemnej wymiany biletów wizytowych, sprawa ta dla nas złych skutków nie pociągnęła.
W ostatnich czasach ludzie doszli do przekonania, iż suche żywiczne powietrze leśne – niezbyt nam dogadza i nawet pod Warszawą powstało w Otwocku specjalne uzdrowisko dla walki z nami, jednak o przeprowadzce naszej z tej miejscowości niema mowy i łatwo się nie poddamy.
Kończąc te moje przemówienie, towarzysze drobnoustroje, życzę wam i sobie powodzenia w waszych pracach, pracach tworzących życie i śmierć i z śmierci tej nowe bujne życie…
Skończyłem…

 

Otwock – Uzdrowisko z 8 czerwca 1924 r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz