RSS
 

100 procent złotego szaleństwa czyli otwarcie kasyna w Otwocku.

08 wrz

Już sama podróż do znamienitego miasta Otwocka może dostarczyć zwykłemu śmiertelnikowi całej masy wzruszających przeżyć. Cóż bowiem może być milszego nad jazdę w charakterze uprasowanej sardynki, którą, coraz to inny sprzedajny gentleman częstuje noszonemi w koszu dropsami i „zimnemi” czekoladkami? Czy jest coś równego na tym padole?
A cóż dopiero mówić o samym Otwocku.

PRZEZ WZBURZONE FALE – DO CELU
Żeby dostać się choć tak mniej więcej w okolicę Kasyna, należy udać się ulicą wiodącą pod mostem kolejowym. I tu, już od razu czeka nas miła niespodzianka w postaci głębokiego, lecz malowniczego jeziora. Przebrnięcie jednakże tego żywiołu jest nader skomplikowane. Na wzburzonych falach unoszą się lekkomyślne auta i miejscowe dorożki, które nieopatrznie zanurzyły się w wartki nurt. S.O.S. – jakaś dama, siedząca w dorożce, ruchem frywolnym i rozpaczliwym jednocześnie unosi do góry odnóża. Woda zalewa podłogę wehikułu.
Wreszcie parę silnych szarpnięć, parę wspaniałych fontann… radosny okrzyk: ziemia! ziemia!, a po chwili czuje się już pod nogami twardy grunt otwocki.

SCHODY I BALASKI
Sam gmach – owszem, a jakże, reprezentacyjny. Styl można powiedzieć – wdzięczny. Bo to i schodki i balaski białe i okrąglutkie. Dywany, jakoby nigdy nie leżą sobie najspokojniej na schodach. Słowem luksus, sybarytyzm i wykwintna perswazja. Na pierwszem piętrze – sale przeznaczone do gry. Stoliki i stoliczki. Ha, tu będzie się przelewało złoto. A tymczasem, tubylcy delikatnie, na palcach i oglądają ten towar. – A mazełtof – pozdrawiają się pogodnie.

REVUE I INNE SMAKOŁYKI
Uroczystość otwarcia gmachu uczczona została, prastarym polskim zwyczajem, przez urządzenie rewji mody. Przyjechały sobie przeto, girlaski z 8.30 i pofajtały trochę nożycami przyodzianemi w trykotowe pyjamas, a potem zaprezentowały dessousy. Z kolei, pewna kobieta o melancholijnym biuście, czyli „przyszły wamp ekranu polskiego” (jeśli mamy wierzyć na słowo conferancierowi) i dwie śliczne brunetki – demonstrowały szereg toalet z „Maison Goussin Cattley”
- Dlaczego wszystko tylko tam? dlaczego? – kwiliła bez przerwy pewna kobieta, siedząca nieco na boku, jako że modele były prezentowane li tylko w ścisłem gronie, zamkniętem między czterema stolikami, przez co były niewidoczne dla śmiertelników ulokowanych nieco dalej.
Naogół impreza udała się, o czem świadczyły gorące brawa, jakiemi obsypano tłustą m-me Cypkind, która ukazała się w podwojach Kasyna, podczas słów conferanciera: a teraz pokażemy państwu wyrób krajowy. Ale niestety okazało się, że to wcale nie chodziło o p. Cypkind, a poprostu o rzecz tak zwykłą, jak płócienne płaszcze. Po płaszczach, na zakończenie rewji, modelki ukazały się w dekoltowanych na plecach sukniach wieczorowych, który to widok sprawił, że ojcowie miasta, bez różnicy wyznania, zaczęli chytrze łypać oczami, nie bacząc na godność spoczywającą na ich dostojnych barkach.

DZIŚ, DZIŚ – OBERECZEK
Po rewji – rozpoczął się dancing. To nie był właściwie dancing – to był szał. Evoe Bacche! Raz do koła, raz do koła. Hej, dziś, dziś obereczek – pokrzykują ochoczo, pląsające patriarchy.
- Panie Kon, pan nie tańczy oberka? – zapytują trzy samotne i bezbronne kobiety, których dusza aż się wyrywa do tego sarmackiego pląsu.
- Dziękuję pani, już tańczyłem – odpowiada pan Kon. I trzy bezbronne kobiety posmutniały z powodu kryzysu na płeć brzydką, tańczącą i męską. Cóż wobec tego pozostaje, jeśli nie zabawianie się rozmową towarzyską?
- Patrzcie, tylko, jak Grünsteinowa brzydko dziś wygląda.
- Czy ona była kiedy przystojna? Pikusiewiczowie też są. Ona w paski. Afiszuje się z tym Maksem, że aż wstyd.

WINO, KOBIETA I RACHUNEK
Jeśli szał – to szał. Złota reneta płynie strumieniami. Pieni się w kielichach. – Limoniada – raz. Porcja lodów z wafelkami, dwa razy.
- Co pani będzie jadła, pani Lolu?
- Kanapkę. Może być z pasztetem.
- Czy pani ma dziurę w żołądku? – zapytuje wobec tego troskliwie i z niepokojem swoją partnerkę gentelman.
Nie, partnerka nie ma dziury, tylko chce szaleć i jeść.
A tu kelnerzy po sali się uwijają, i jakby nigdy nic, prawdziwą szynkę w całości na półmisku noszą. A co który do stolika podaje, to papierosa w zębach trzyma. Wiadomo, z szykiem. Albo jest Kasyno, albo niema.
A potem rachuneczki.
Ciasteczko – „jedne” 45 groszy. Herbatka – złotóweczkę. Porcja kremu 2,50. Lody idem.

TOBIE ŚPIEWAM TĘ PIEŚŃ
Ale za to jest muzyka i śpiew. Młody człowiek, w białej koszuli i tenisowych spodniach, śpiewa namiętnie i rozpaczliwie:
A potem jakby nigdy nic, podrzuca do góry pałeczkę i o dziwo, łapie ją natychmiast. Voila. Prawie tak samo jak w kinie, nad program.
Kandydatki na miss Kasyno – Otwock, tańczą uśmiechając się pogardliwie i obojętnie, młodzi ludzie nucą melodje i przytupują do taktu, a matrony rozmawiają o sprawach bieżących i ginekologicznych.
Nastrój się potęguje. Od czasu do czasu strzelają chwacko korki Sigaliny.
Opuszczam z bólem serca tonące w morzu świateł Kasyno otwockie.

m.k.
Nowiny Codzienne, 27 czerwca 1933 r.

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz