RSS
 

Helena Pawlikowska (1907-1999)

21 sie

Helena Pawlikowska wraz z mężem Aleksandrem byli dozorcami i opiekunami drewnianego domu letniskowego w Śródborowie, należącego do warszawskiej żydowskiej rodziny Lindnerów.

Przed wojną Lindnerowie prowadzili w Warszawie sklep z instrumentami muzycznymi. Młody Rafał Lindner ożenił się z Wandą Ber w getcie w maju 1942 r. W kwietniu 1943 r., gdy już dobiegało końca powstanie w getcie warszawskim, Wandzie i Rafałowi udało się uciec spośród płonących ruin. Mając fałszywe „aryjskie” dokumenty, pojechali do Środborowa, do domu rodziców Rafała. Tam skontaktowali się z Heleną Pawlikowską.

Nie pytając męża o zgodę, Pawlikowska ukryła Rafała i Wandę na poddaszu domku-dozorcówki, w którym mieszkała z mężem i pięcioma córkami. Lindnerowie spędzili tam 14 miesięcy, aż do wyparcia Niemców z tych terenów w lipcu 1944 r. Na tym niskim stryszku, gdzie nawet nie można było się wyprostować, przeżyli swoją pierwszą i drugą rocznicę ślubu. Wokół zakwaterowani byli niemieccy żołnierze.

Przez cały czas troszczyła się o nich Helena Pawlikowska. Dostarczała im jedzenie, koce i ciepłe ubrania. Co wieczór, gdy mąż i dzieci już położyli się spać, Helena przynosiła Lindnerom garnek zupy. Oni zaś spuszczali na dół wiadro, które służyło im za toaletę. Dla bezpieczeństwa w ogóle nie rozmawiali. Wanda Lindner – blondynka o niebieskich oczach, a więc osoba o „dobrym wyglądzie” – czasem wymykała się z ukrycia, by zdobywać, również w Warszawie, więcej pożywienia.

Po wojnie Lindnerowie zamieszkali w Łodzi, gdzie w 1946 roku urodził się ich syn Stefan. Wkrótce postanowili wyjechać do Australii. Tam urodził się ich drugi syn Benjamin.

Lindnerowie nie poszukiwali kontaktu z Pawlikowską. Jak po latach wyjaśniła Wanda, obawiali się, że jakiekolwiek listy czy paczki od Żydów z Australii mogłyby postawić ich wybawicielkę w trudnej sytuacji.

Dopiero po śmierci ojca, synowie Lindnerów postanowili głębiej zbadać rodzinną przeszłość. Ich matka już niewiele pamiętała. Gdy Stephen i Benjamin Lindnerowie w 1997 roku przyjechali do Polski, mieli w Śródborowie szukać strychu i pytać o panią „Olkową”, lecz nie wiedzieli, czy to nazwisko, czy imię. Mimo to udało im się odnaleźć, bardzo sędziwą już, Helenę Pawlikowską – żonę Aleksandra, czyli „Olkową”. Wyrazili jej głęboką wdzięczność za pomoc udzieloną rodzicom w godzinie największej potrzeby.

Natychmiast po powrocie do Australii bracia Lindnerowie przygotowali dokumenty potwierdzające heroiczny czyn Heleny Pawlikowskiej i przesłali je do Instytutu Yad Vashem. Wanda Lindner napisała w swoim świadectwie: „To właśnie Helenie zawdzięczamy nasze przetrwanie. Nasze dzieci i wnuki są żywym dowodem jej odwagi”.

27 listopada 1997 r. Instytut Yad Vashem uznał Helenę Pawlikowską za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata. Wkrótce po przekazaniu medalu pani Helena zmarła.

Wzruszająca historia odnalezienia Heleny Pawlikowskiej została opisana przez braci Stephena i Benjamina Lindnerów w prawniczym piśmie australijskim „Bar News”. Później trafiła do szerszego grona czytelników anglojęzycznych – w roku 2000 można ją było przeczytać w wydanej w USA książce Saving the Jews: Amazing Stories of Men and Women who Defied the “Final Solution” napisanej przez Mordecaia Paldiela – wieloletniego dyrektora Departamentu Sprawiedliwych wśród Narodów Świata w jerozolimskim Instytucie Yad Vashem. Spośród kilkunastu tysięcy historii Paldiel wybrał 47 najbardziej poruszających. Znalazło się wśród nich miejsce dla skromnej kobiety ze Środborowa. W tytule tekstu o Pawlikowskiej Paldiel podkreślił wyjątkowy charakter „detektywistycznej pracy w celu odnalezienia osoby ratującej”. Historia ta została również przedstawiona w prasie australijskiej – zob. artykuł obok.

Rafał Lindner zmarł w roku 1982. Wanda Lindner żyje w Australii, ma obecnie już prawie 97 lat. Ich powojenne losy zostaną przedstawione w następnym numerze „Gazety Otwockiej”.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

Bracia, którzy odnaleźli swoją historię

W czerwcu 1997 roku Stephen i Benjamin Lindnerowie z wielkimi nadziejami przyjechali do Środborowa. […] Co prawda, wiele domów było podobnych do ogólnego opisu, jaki dała ich matka, ale żadna z nazw ulic, jakie jej czytali przez telefon, niczego jej nie przypominała. […]

Pewien badacz z Żydowskiego Instytutu Historycznego zabrał ich do Otwocka. Po trzech godzinach spędzonych w archiwum wyszli, trzymając w ręku sporządzoną przez Niemców listę żydowskich domów, które mają być skonfiskowane. Jeden z nich należał do rodziny Lindnerów. Nie było numeru domu, ale była nawa ulicy – Aleksandra Fredry. […]

Ulica była długa. Ale warto było szukać. […] Przypadkowa rozmowa doprowadziła ich do starszej kobiety pod numerem 12. Tak, pamiętała nazwisko Lindner […], ale nic więcej nie potrafiła im powiedzieć. Nagle jeden z nich wymienił imię Aleksander – może to było imię gospodarza? „A tak!” – zawołała. Wstała i wyszła. Po pięciu minutach wróciła: “Oto ktoś, z kim musicie porozmawiać!”.

Po drugiej stronie ulicy stała siwowłosa kobieta z warczącym psem, ale też szerokim uśmiechem. Przedstawiła się jako Irena, córka tego gospodarza. A stali przed dawnym domem Lindnerów. […]

Na wersalce siedziała staruszka, Helena Pawlikowska, matka Ireny. […] Nie było momentu olśnienia jak w Hollywood, ale gdy opowiedziała im przez tłumacza co pamięta, bracia zrozumieli, że to jest właśnie kobieta, która uratowała życie ich rodziców. […]

A pewnego dnia, latem 1944 roku, zastukała w sufit i powiedziała: „Niemcy uciekli! Rosjanie są już w pobliżu. Jesteście bezpieczni”.

Bracia spytali staruszkę, dlaczego to robiła. Nic nie odpowiedziała. Pokazała tylko na ścianę, na której wisiał krzyż z rozpiętym na nim Jezusem. […]

Tego wieczoru zadzwonili do swojej matki w Melbourne. Stephen przystawił do telefonu dyktafon z nagranym głosem Heleny. „Powiedzcie jej: Niech żyje 100 lat!” – zareagowała Wanda. Oni na to: „Mamo, ona ma 91 lat”. “No to powiedzcie jej: Niech żyje 120 lat!”.

 

Fragmenty artykułu Jamesa Buttona zamieszczonego 1 listopada 2003 r. w „The Age”, gazecie codziennej wydawanej w Melbourne w Australii. Tłum. Zbigniew Nosowski 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz