RSS
 

Jan Rekłajtis, Stanisław Rekłajtis, Romana Rekłajtis, z d. Grzybowska, Ludwika Grzybowska, z d. Brandt, Tadeusz Zabokrzecki

21 sie

 

Jan Rekłajtis (1869-1954)
Stanisław Rekłajtis (1903-1955)
Romana Rekłajtis, z domu Grzybowska (1908-2003)
Ludwika Grzybowska, z domu Brandt (1880-1964)
Tadeusz Zabokrzecki (1905-2000)

 

Willa „Julianówka” mieściła się w Świdrze przy ul. Górnej 2, tuż obok otwockiego getta. Wybudował ją Julian Grzybowski. Na terenie posesji znajdowały się poza tym dwa domy letniskowe.

Podczas wojny na stałe mieszkali w „Julianówce”: Ludwika Grzybowska, wdowa po Julianie; jej córka Romana z mężem Stanisławem Rekłajtisem i z dwiema córkami; oraz ojciec Stanisława, Jan Rekłajtis (w publikacjach spotykana jest też mylna pisownia nazwiska: Rekrajtis). Ponadto w domu tym przebywał także przyjaciel Stanisława, Tadeusz Zabokrzecki, działacz konspiracyjny ukrywający się przed gestapo. W domach letniskowych mieszkali natomiast lokatorzy.

Przed wojną pokoje od Ludwiki Grzybowskiej wynajmowała rodzina żydowskiego krawca z Warszawy Abrahama Blendowskiego. I oto w maju 1943 r., tuż po powstaniu w getcie warszawskim, zgłosiła się do pani Grzybowskiej córka Blendowskich, 23-letnia Edwarda, prosząc o pomoc dla siebie i swojej rodziny, która uciekła z getta warszawskiego i obecnie ukrywa się w zaroślach nad rzeką Świder. Byli to: rodzice Abraham i Regina oraz córki: Edwarda, Ita i Sabina.

Po krótkiej naradzie w rodzinie, przy współudziale Zabokrzeckiego, uzgodniono, że trzeba im pomóc, udzielając tymczasowego schronienia. Romana Rekłajtis tak to wspominała w relacji dla Żydowskiego Instytutu Historycznego spisanej w 1984 r.: „Początkowo schronili się u nas wszyscy, ale ukrywanie pięciu osób przez dłuższy okres w małym jednorodzinnym domu było zbyt ryzykowne i wprost niemożliwe, ponieważ na naszym placu znajdowały się jeszcze dwa większe domy mieszkalne i stróżówka zamieszkałe przez lokatorów – częściowo ludzi obcych, wścibskich i niepewnych”.

Wtedy Blendowscy podzielili się. 25-letnia Sabina i 18-letnia Ita, mające „dobry wygląd”, zajęły się sprzedażą pieczywa, aby zarobić na życie. Abraham kilka razy wracał do Rekłajtisów na dłuższy pobyt. Gdy Sabina i Ita były już w stanie wynająć mieszkanie w pobliskim Michalinie, sprowadziły do siebie rodziców. Według relacji Zabokrzeckiego, podczas nieobecności córek rodzice musieli tam „cicho siedzieć w piwnicy, bowiem w sąsiednim domu mieszkał bardzo niepewny dozorca, który interesował się, dlaczego mają zasłonki w oknie”. U Rekłajtisów przez cały czas wojny pozostała Edwarda Blendowska. Po wkroczeniu wojsk radzieckich pod koniec lipca 1944 r. Edwarda mieszkała u Rekłajtisów już jawnie, aż do oswobodzenia od Niemców lewobrzeżnej Warszawy w styczniu 1945 r.

Cała piątka Polaków doskonale zdawała sobie sprawę z zagrożenia. Tadeusz Zabokrzecki pisał w relacji dla ŻIH: „na linii otwockiej ustawicznie szalało gestapo, poszukując ukrywających się Żydów”. Romana Rekłajtis wspomina: „Nie byliśmy pewni dnia ani nocy wobec odbywających się dookoła częstych rewizji i łapanek w poszukiwaniu ukrywających się na linii otwockiej Żydów”.

Prawie cała rodzina Blendowskich przeżyła wojnę. Jedynie Regina nie doczekała wyzwolenia. Po wojnie Blendowscy mieszkali przez pewien czas w Wałbrzychu, a później wyemigrowali z Polski do Izraela, gdzie Abraham pracował w urzędzie celnym. Następnie córki wyszły za mąż i rozjechały się po świecie: Sabina (Grynberg) do USA, Ita (Goldberg) do Australii. Edwarda (Geminder) pozostała w Izraelu. Każda z nich miała po troje dzieci.

19 grudnia 1985 r. Instytut Yad Vashem uznał Jana, Stanisława i Romanę Rekłajtisów, Ludwikę Grzybowską oraz Tadeusza Zabokrzeckiego za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Rodziny Rekłajtisów i Blendowskich pozostają do dziś w kontakcie. Córka Romany i Stanisława, Agnieszka Zawada, pamięta, że w stanie wojennym pierwsza paczka z zagranicy, jaką otrzymała jej rodzina, pochodziła od Blendowskich.

Z pięciorga Sprawiedliwych najdłużej żyła Romana Rekłajtis – mieszkając w Falenicy przy ulicy Walcowniczej, przeżyła 95 lat. Tadeusz Zabokrzecki mieszkał w Warszawie. Jego słowa mogą być dobrym podsumowaniem tej historii: „Świadomość, że udział mój przyczynił się do ocalenia rodziny Blendowskich jest dla mnie największą satysfakcją, jakiej doznałem w moim życiu”.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz