RSS
 

Mieczysław Dańko, Jadwiga Dańko, z d. Wojciechowska

21 sie

 

Mieczysław Dańko (1905-1982)
Jadwiga Dańko, z domu Wojciechowska (1904-1968)

 

Mieczysław był człowiekiem niezwykle aktywnym społecznie – już jako 15-latek, ukrywając swój wiek, zgłosił się do I pułku artylerii polowej i wziął udział w wojnie z bolszewikami w roku 1920. Od roku 1936 mieszkał w Otwocku, gdzie był kierownikiem Wydziału Finansowego w Zarządzie Miejskim. W kampanii wrześniowej pojmany do niewoli przez Rosjan, uciekł z transportu i wrócił do Otwocka.

Był działaczem ruchu ludowego, także konspiracyjnego w czasie wojny. W latach 1941-1943 był komendantem obwodu Warszawa-Prawobrzeżna Batalionów Chłopskich, używał pseudonimu „Odwaga”. W roku 1943 przez trzy miesiące był więziony przez gestapo w Nowym Sączu.

Jadwiga Wojciechowska wychowała się w Warszawie. Brała lekcje baletu i śpiewu, marzyła o karierze scenicznej. Została przyjęta do zespołu Teatru Rozmaitości przy ul. Kredytowej 16. W jej ślady podążyła młodsza siostra Nina. Obie tańczyły i śpiewały w rewiach w przedwojennych Rozmaitościach.

Jadwiga, mając zmysł organizacyjny, zebrała 6 młodych tancerek i założyła swój zespół baletowy pod nazwą „Syrena”, z którym występowała z powodzeniem w całej Polsce. Po rozwiązaniu tej grupy stworzyła z Niną duet „Sisters Rodis”. Występowały z dużym sukcesem w Polsce, a nawet za granicą. Gdy po ślubie Nina odeszła z duetu, Jadwiga dalej tańczyła jako solistka. Wtedy, pod koniec lat trzydziestych, poznała Mieczysława. Wzięli ślub i zamieszkali w Otwocku. Tam przeżyli całą okupację, starając się pomagać znajomym i krewnym.

Żydowska rodzina Wecer (Weczer) w Otwocku przymierała głodem w getcie. Jedynie kilkuletnia Maria wymykała się z getta. Kupowała lekarstwa, które odsprzedawała innym, w ten sposób zdobywając chleb dla swoich braci Zbyszka i Saszy oraz dziadków. Jesienią na stopach bosej dziewczynki otworzyły się rany. W takim stanie spotkała dawną sąsiadkę Jadwigę Dańko, która zabrała ją do swojego domu przy ul. Reymonta 51 (dziś Reymonta 49) – zob. obok: relacja Marii Wecer.

Dzięki pomocy otwockiego proboszcza, ks. Ludwika Wolskiego, Maria otrzymała metrykę na nazwisko Laskowiecka (tak nazywał się pierwszy mąż jej matki). Podobną metrykę otrzymał także jej maleńki brat Sasza. Wtedy Mieczysław Dańko wraz z urzędnikiem otwockiego magistratu, p. Grzywaczem, wywiózł Saszkę z getta i umieścił w Świdrze w klasztorze (prawdopodobnie u sióstr elżbietanek) jako „chrześcijańskie dziecko, które Żydzi-opiekunowie obrzezali”.

Pewnego dnia u Dańków zjawiła się także Tamara Wecer, matka dzieci, która wcześniej opuściła Otwock, w poszukiwaniu kontaktu z mężem i drogi ucieczki. I znów Mieczysław Dańko pomógł. Wystarał się dla niej o kenkartę na nazwisko jej pierwszego męża. Dańkowie pomogli też znaleźć mieszkanie dla całej rodziny. Matka odebrała z klasztoru małego Saszkę, który jednak wkrótce zmarł. Maria Thau wspomina po latach: „Gasł w oczach. Umarł w nocy, trzymając mnie za rękę. Jego ostatnie słowa, były: «Musia, daj chleba»”. Na jego akcie zgonu wystawionym przez ks. Wolskiego 20 października 1942 r. jako świadek podpisana jest także Aleksandra Szpakowska, inna otwocka Sprawiedliwa.

Wojnę przeżyli Tamara, Marysia i Zbyszek Wecerowie. W 1946 r. wrócił do Polski także ojciec dzieci, Rudolf Wecer. Zbigniew wyjechał do Izraela w roku 1948, Maria z matką w 1958 r.

Mieczysław Dańko ożenił się później jeszcze dwukrotnie. W roku 1951 jego żoną została Krystyna Chłond.

Mieczysław Dańko włączył się aktywnie w działalność ruchu ludowego, najpierw we współpracy z rządem lubelskim. W okresie 19 września-30 listopada 1944 był nawet wiceprezydentem m.st. Warszawy z rekomendacji Stronnictwa Ludowego. Organizował pierwszą Radę Narodową w Otwocku. Szybko jednak stracił iluzje. Trzykrotnie władze komunistyczne wsadzały go do więzienia. Najpierw za to, że na posiedzeniu władz SL zaproponował zerwanie koalicji z komunistami – wtedy prosto z urzędu wiceprezydenta Warszawy trafił na osiem miesięcy do surowego więzienia na Zamku Lubelskim. Następnie został dyrektorem Wydawnictwa Ludowego w Warszawie. Ale już w latach 1948-1950 przebywał w obozie pracy w Mielęcinie pod fałszywym zarzutem nielegalnego handlu papierem (później usilnie starał się o oczyszczenie z tego zarzutu; rehabilitacji doczekał się dopiero w latach siedemdziesiątych). Ponownie został aresztowany i skazany w listopadzie 1952 r. – „za to, że usiłował przemocą zmienić ludowo-demokratyczny ustrój Państwa Polskiego przez branie udziału w zmierzającej do tego celu nielegalnej organizacji”. Zwolniony w 1956 r. na mocy amnestii dla więźniów politycznych.

Zachowały się jego listy do wysokich urzędników PRL, łącznie z prezydentem Bierutem i prokuratorem generalnym, w których skrupulatnie wyliczał krzywdy, jakich doznał. Listy pozostawały jednak bez odpowiedzi. Mieczysław Dańko, zniechęcony do działalności publicznej, zajął się rodziną i pracą w spółdzielczości. Pozostał jednak członkiem Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. Zmarł w roku 1982.

Po rozwodzie z Mieczysławem Jadwiga Dańko została w ich mieszkaniu, z synem Andrzejem oraz siostrą Niną Sas-Klechniowską i jej synem Włodkiem.

Po aresztowaniu Mieczysława siostry z dziećmi zostały jednak w dramatycznych okolicznościach wyeksmitowane siłą przez wojsko do jednopokojowego mieszkania w ruinie przy ul. Chmielnej. Kilka lat później Jadwiga wyszła powtórnie za mąż, za Kazimierza Calińskiego. Przenieśli się do Gdyni, a potem do Gdańska. Jadwiga pracowała przez wiele lat w domu, jako retuszerka klisz dla spółdzielni fotograficznej.

Po rozwodzie z drugim mężem Jadwiga zawarła kolejny związek z M. Szpakiem. Planowali opuścić Polskę. Szpak wyjechał pierwszy i miał ściągnąć rodzinę. Niestety zmarł za granicą, a Jadwiga została z synem w Gdyni aż do śmierci w 1968 roku. Jak twierdzi jej syn Andrzej Dańko, do końca swoich dni wspominała swoją kochaną Musię (Marię Wecer), do której się bardzo przywiązała i żałowała, że nie miała z nią żadnego kontaktu.

Pochowana jest w Gdyni jako Jadwiga Calińska-Szpak, we wspólnym grobie ze swoją siostrą, Niną Sas-Klechniowską.

16 grudnia 2008 r. Instytut Yad Vashem, na wniosek Marii Thau z domu Wecer, uznał Jadwigę i Mieczysława Dańko za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Wręczenie medalu odbyło się 20 sierpnia 2009 r. w Otwocku. Medal odebrał Mieczysław Dańko junior, syn Mieczysława i Krystyny (również Sprawiedliwej wśród Narodów Świata – medal przyznano jej dokładnie 10 lat wcześniej).

Fragmenty zeznania Miriam Thau (Marii Wecer), złożonego w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie w 1964 r.

Moje buty rozleciały się. Coraz niebezpieczniej było poruszać się po aryjskiej stronie, zwłaszcza boso. Pod koniec listopada na nogach otworzyły mi się rany i bałam się, żewkrótce nie będę mogła wychodzić z getta, a wtedy koniec. W takim stanie spotkałam pewnego wieczora w aptece panią Jadwigę Dańko, naszą byłą sąsiadkę. „Bój się Boga, Muszko, jak ty wyglądasz? Gdzie mama?” – zapytała. Tak jak stałam, zabrała mnie do siebie przy ul. Reymonta. […]

Tego jeszcze wieczoru nakarmiono mnie, umyto i opatrzono chore nogi. Ze zgrozą słuchali Dańkowie – pani Jadwiga, jej mąż Mieczysław i siostra Nina, mej relacji o nędzy getta. Był to czas, kiedy na ulicach leżeli już spuchnięci z głodu ludzie. Rano, kiedy podziękowawszy, chciałam ruszyć z powrotem, pani Jadwiga oświadczyła mi uroczyście: „Nie wrócisz więcej do getta, Muszko”. Raz jeszcze podziękowałam i wyjaśniłam,  że nie mogę zostać – tam czeka na mnie Saszka, beze mnie zginie. Dańkowie nie mogli wziąć go do domu. Był obrzezany, a oni mieli dwoje dzieci, których nie chcieli narażać. Tego dnia jeszcze zaniosłam Saszce koszyk pełny żywności. Odtąd przez całe tygodnie nosiłam mu codziennie obiady. […]

W domu Dańków sytuacja materialna ulegała pogorszeniu z dnia na dzień. […] Coraz rzadziej mogłam odwiedzać Saszkę. Teraz już wyglądał jak inne gettowe dzieci: wydęty brzuch, szara skóra, ręce i nogi jak patyki. Kiedyś po dłuższej nieobecności przekradłam się do niego. Stał przed werandą człowieczek-staruszek i jadł trawę. Oświadczyłam Dańkom, że wracam do getta, jeśli nie zgodzą się zabrać Saszkę do siebie.

Nie chcieli, bym wracała na pewną zgubę. Dańko, o którym mówiono, że należał do AK, załatwił dla Saszki metrykę. Pragnę tu podkreślić, że stary proboszcz kościoła otwockiego i jego pomocnik ksiądz wikary (nazwisk nie pamiętam) uratowali życie wielu żydowskich dzieci, chrzcząc je i wydając im metryki kościelne.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz