RSS
 

Pomagało wielu. Nie wszyscy otrzymali tytuły Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata.

21 sie

Sylwetki Sprawiedliwych otwocczan przedstawione powyżej nie stanowią oczywiście całościowego opisu relacji między Polakami a Żydami w czasie II wojny światowej w Otwocku i okolicach.

Jest tak z dwóch powodów. Po pierwsze, nie tylko osoby odznaczone medalem Sprawiedliwych wśród Narodów Świata ratowały Żydów i pomagały im. Po drugie natomiast, nie można się łudzić, że wszyscy otwocczanie kierowali się współczuciem i ochoczo ratowali swych żydowskich sąsiadów ukrywających się po operacji „likwidacji getta”. W przedstawionym tu opisie brakuje zatem zarówno wielu czynów dobrych, jak i wielu złych.

Na niniejszej wystawie skupiamy się na przywoływaniu dobra, ale ze świadomością zła, które też tu popełniono. Dopiero na takim tle postawy Sprawiedliwych świecą pełnym blaskiem. Świadomie pomijamy jednak nazwiska tych, którzy nie zdali egzaminu z człowieczeństwa. Zasadę tę trafnie sformułował ks. Wojciech Lemański, w rozmowie z Ewą Karabin w miesięczniku „Więź”. Na pytanie „co zrobić z pamięcią o tych, którzy rabowali, zdradzali, wydawali, mordowali?” dawny otwocki proboszcz z Ługów i współtwórca Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich odpowiedział: „Daleki jestem od kultywowania pamięci, która jest piętnowaniem. Uważam, że należy mówić o zachowaniach, o postawach, o zbrodniach, choć niekoniecznie należy do nich przypisywać nazwiska sprawców – taka pamięć leczy, a nie piętnuje kolejne pokolenia noszących to samo co sprawcy nazwisko”.

Przypominając Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, przede wszystkim trzeba dodać, że nie wszyscy otwocczanie, którzy pomagali Żydom, otrzymali ten medal. Część osób ratujących mogła nawet zginąć wraz z ukrywanymi Żydami. Nie jest, co prawda, znany żaden taki przypadek w samym Otwocku, ale wiadomo, że było tak w przypadku trojga mieszkańców pobliskiego Celestynowa: Henryk Popis i Jan Witek zostali rozstrzelani przez Niemców za ukrywanie Żydów w lipcu lub sierpniu 1942 r., a 61-letnia Maria Forelle – rozstrzelana 31 marca 1944 r. wraz z Żydówką, którą przechowywała od początku wojny (według www.savingjews.org).

W przypadku innych osób nie ma dokumentacji wystarczająco wiarygodnej dla spełnienia wymogów trudnej procedury stosowanej przez Instytut Yad Vashem. Wszystkie przypadki są tam skrupulatnie sprawdzane przez specjalną komisję. Przede wszystkim z upływem czasu coraz bardziej brakuje osób, które mogą składać takie zeznania, a zasadniczo warunkiem przyznania tytułu jest świadectwo osoby żyjącej. Nie wszyscy z uratowanych zdają też sobie sprawę, że wnioski można składać także po śmierci ratującego.

Niekiedy sami ratujący odwodzili ocalonych od składania wniosków do Yad Vashem, uznając swoje czyny za spełnienie zwykłego ludzkiego obowiązku. Wiadomo jednak, że to, co sami Sprawiedliwi nazywają oczywistym impulsem moralnym, wcale nie było oczywiste w okupowanej Polsce. Na szali było przecież zagrożenie życia własnego i całej rodziny – w Polsce bowiem za ratowanie Żydów Niemcy (inaczej niż w okupowanych krajach Europy Zachodniej) ogłosili karę śmierci dla całej rodziny ukrywającego.

Aby nie zapomniano nazwisk innych otwockich Sprawiedliwych, warto tu przynajmniej wymienić tych, o których wiemy, że ratowali Żydów z narażeniem własnego życia. Być może niektóre z niżej wymienionych osób wkrótce otrzymają oficjalnie tytuł Sprawiedliwych?

Adela Adamska, Władysław Błażewski, Klementyna Darczuk, Wacława Gąbka, Stanisława Gołębiewska, rodzina Jaworskich z Otwocka, dr Aleksy Kacperski wraz z żoną Czesławą, Stanisław Kłos i jego ojciec – sołtys ze Świdra, Danuta Kowalówka wraz z rodzicami, Aleksandra Kowalska, Jadwiga Krzywicka, Stanisław i Prakseda Kuczyńscy, państwo Kurkiewiczowie ze Świdra, Czesław Laskus, Stanisław i Stefan Maleszewscy oraz ich ojciec Jan, Antoni Serafin i jego przyjaciółka Stanisława, rodzina Skrzypków z Karczewa, Apolonia Zagórska,

Osobny rozdział stanowić mogą żeńskie zgromadzenia zakonne. Niektóre z nich były obecne w Otwocku jedynie czasowo, co dodatkowo utrudnia zgromadzenie pełnej dokumentacji.

Wiadomo, że obok wspomnianych sióstr elżbietanek, żydowskie dzieci przyjmowały otwockie siostry felicjanki, franciszkanki Rodziny Maryi (w Soplicowie) i u siostry sercanki (pełna nazwa: córki Najświętszego Serca Najświętszej Maryi Panny).

Było więc w naszej okolicy wielu Sprawiedliwych – ludzi odważnych i zarazem roztropnych; żyjących w ciągłym zagrożeniu w okupowanej przez Niemców Polsce, ale potrafiących podjąć ryzyko i konsekwentnie troszczyć się o bliźnich, których życie było zagrożone o wiele bardziej. Ilekroć słucham opowieści Sprawiedliwych, uderza mnie ich przekonanie, że nie zrobili nic wielkiego, że wykonali tylko swoją powinność. A wiem przecież, że dla większości ich rodaków ta powinność była wówczas nieosiągalna. I zdaję sobie sprawę, że nie wiem, jak sam bym się zachował na ich miejscu.

 

Możemy być dumni, że Otwock wydał tak wielu Sprawiedliwych. Rzecz jasna, Otwock nie był miastem samych sprawiedliwych. Nie możemy powiedzieć, że nie było tu niesprawiedliwości wobec Żydów. Nie możemy twierdzić, że nie było czynów haniebnych. Była obojętność, bywała też wrogość, piętnowana także przez prasę podziemną. Nie chcemy o tym zapominać, ale pamięć należy się jednak dużo bardziej Sprawiedliwym niż niesprawiedliwym. To imiona Sprawiedliwych chcemy ocalić od zapomnienia.

O to właśnie chodzi w idei odznaczania Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – wydobywać dobro nieznane i ukryte, abyśmy dzisiaj potrafili powiedzieć, co dobrego w tak nieludzkich czasach zrobili ci, których w tej publikacji opisano. I abyśmy potrafili uczyć się od nich, jak być człowiekiem.

 

 

Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
1 komentarz

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Jarosław

    7 września 2017 o 10:30

    Zawsze się zastanawiałem nad następującym zagadnieniem. Aby je przedstawić, posłużę sie cytatem i pytaniem końcowym.
    „Ktoś przecież doniósł żandarmerii, że w Warszawie,przy ulicy Leszno 28 m 3, … mieszka prawdopodobnie jakiś Żyd. Kto to zrobił? Dozorca czy Administrator? sąsiad czy sąsiadka, znajomy czy nieznajomy? ……Gdyby ten nieznajomy wiedział, że swoim donosem gnębi nie jednego Żyda, ale pośrednio i czterech innych – pewnie ucieszyłby się. Jego zasługa wobec Boga i wobec przyszłej Polski byłaby wielokrotnie większa. Przysłużył się sprawie narodowej, stał sięcichym, skromnym, anonimowym bohaterem. Taki czyn to może nawet lepsza rzecz niż…..”
    A MOŻE TO BYŁ FOLKSDOJCZ, KTÓREGO ZA MIESIĄC ZASTRZELIŁA AK, A MOŻE UKRAINIEC (Nie brakowało ich w 43/44 r w Warszawie), AlBO PRZEDWOJENNY KRYMINSLISTA LUB INNA PATOLOGJA KTÓRĄ NIEMCY WYPUŚCILI Z POLSKIEGO WIĘZIENIA? A MOŻE PRZPADKOWA/RUTYNOWA KONTROL? SAM AUTOR PRZYZNAJE ŻE WYSTARCZYŁO KUPYWAĆ ZA DUŻO JEDZENIA, ZUŻYWAĆ WIĘCEJ PRĄDU NIŻ MIESZKAŃCÓW, ZMIENIĆ TRYB ŻYCIA.
    Pytanie – kto popełnił większą zbrodnię? Ten co skrzywdził jednego człowieka, czy ten co skrzywdził cały naród rzucając zbyt pochopne oskarżenia?