RSS
 

Niedziela na Świdrem. Zimny tusz.

25 sie

Płytki Świder w minioną niedzielę przypominał warszawskie aleje Jerozolimskie w południe. Takiego najazdu spragnionych niedzielnego wypoczynku mieszkańców stolicy oraz podwarszawskich miejscowości – jeszcze chyba nigdy tu nie notowano. Padł absolutny rekord obsady brązowych, opalonych słońcem ciał na metr kwadratowy nadświdrzańskiego brzegu. Całe rodziny zjechały tu wraz z najmłodszymi pociechami oraz czworonożnymi ulubieńcami. Na kocach, rozłożonych pod krzaczkami, na piasku – jajka na twardo, ogórki, słoiki z kompotem i oczywiście bardzo często buteleczka z czerwoną kartką. Nastrój prawdziwie rodzinny, sielanka jednak też ma swój bardzo prozaiczny koniec.

Przywiezione z domu zapasy herbaty z cytryną czy kompotu ze śliwek i jabłek, szybko się wyczerpały. Zresztą wielu wycieczkowiczów, zawierzając obietnicom naszego przygotowanego do sezonu turystycznego handlu, opuszczało domowe pielesze z myślą, że w napoje zaopatrzą się na miejscu. Naiwni, nie przypuszczali, że nasz handel lubi od czasu do czasu oblać swych rozgrzanych w słońcu klientów zimnym tuszem. Dla ochłody, zamiast napojów chłodzących. Taki zimny tusz sprawił niedzielnym wczasowiczom nad Świdrem otwocki handel.

Jedyny kiosk przy moście aż trzeszczał oblężony przez spragnionych wczasowiczów. Niestety, wszyscy byli skazani na gaszenie pragnienia kuflem jasnego z dużym wianuszkiem pianki. Nic innego do picia nie było. Po godzinnym wyczekiwaniu w kolejce, mamusia lub tatuś podawał więc „jasne” nawet młodej latorośli. Dla świętego spokoju, żeby kilkuletni brzdąc nie marudził, że chce mu się pić.

Tymczasem niedzielny upał, który całkowicie uśpił instytucje handlowce, obudził innych przedsiębiorców, wykorzystujących koniunkturę. Jakaś kobiecina przyniosła wiadro wody i sprzedaje po 20 gr za szklankę. Pod drzewem stanął wózek z saturatorem i sprzedawca nie może nadążyć z napełnianiem szklanek wodą sodową. Spragnieni, którzy ją piją mają uzasadnione podejrzenie, że gazu w tej wodzie raczej nie ma. Ważne, że za 40 gr można trochę ugasić pragnienie. Jeden wózek nie może jednak nastarczyć i napoić wszystkich spragnionych. Dla kogo zabrakło wody, ten kupuje lody „pingwin” za jedyne trzy lub cztery złote. Ceny różne, zależne od inicjatywy sprzedawcy.

Po niedzielnym najeździe wycieczkowiczów, nad Świdrem pozostało sporo papierków, butelek, puszek. No i przekonanie, że na wycieczkę najlepiej jechać z własną wałówką.

(h)
Trybuna Mazowiecka nr 195, 1966 r.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Dodaj komentarz