RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Bez kategorii’

Piotr Włodarczyk, Wiktoria Włodarczyk, z d. Knapińska

21 sie

 

Piotr Włodarczyk (1908-1991)
Wiktoria Włodarczyk, z domu Knapińska (1912-1983)

 Małżonkowie Piotr i Wiktoria Włodarczykowie mieszkali przy ul. Mickiewicza 24 w Świdrze z dwójką dzieci. Na początku kwietnia 1943 r. Jehuda Elberg poprosił Piotra, żeby ukrył Żydów uciekających z warszawskiego getta, dopóki nie zorganizują się w grupy partyzantów i nie urządzą się w lesie.

Włodarczykowie zgodzili się pomóc i Jehuda dał im 50 dolarów jako zaliczkę na przyszłe wydatki. Wkrótce wybuchło powstanie w getcie i Jehuda, nie mogąc dostać się do wewnątrz getta, stracił kontakt z grupą. Kiedy wrócił do Włodarczyków, nie miał już żadnych pieniędzy. Mimo to udzielili mu schronienia.

Ich pomoc rozszerzyła się wkrótce także na innych Żydów. Włodarczykowie przyjęli do siebie także Różę Rozenzaft, a potem rodzinę Rybaków z Otwocka. Wszyscy nie mieli aryjskich dokumentów, więc w razie konieczności chowali się w specjalnej kryjówce w piwnicy. Jehuda Elberg napisał w 1990 r. w oświadczeniu dla Yad Vashem: „Nikt z nas nie miał dokumentów aryjskich, a oni, którzy sami byli biedni, trzymali nas bez żadnej opłaty do końca lipca 1994, ryzykując swoje i swojej rodziny życie”.

Piotr Włodarczyk wynajmował również pokój w innym budynku dla małżeństwa Boraksów z Warszawy, którzy szczęśliwie posiadali „aryjskie” dokumenty. „Czerpałem niezwykłą satysfakcję z faktu, że udało nam się wszystkim szczęśliwie przeżyć ten czas” – napisał Piotr Włodarczyk w powojennej relacji.

Ocalony przez Włodarczyków Jehuda Elberg podkreślił, że chociaż Włodarczykowie „z trudem mogli wyżywić swoją własną rodzinę, dzielili się  z nami chlebem do lipca 1944 roku, kiedy Świder został wyzwolony”. Elberg (1912-2003) to znany dziennikarz i pisarz języka jidysz. W młodym wieku był ordynowany na rabina, następnie jednak wybrał pióro. Po wojnie był najpierw w Polsce korespondentem prasy zagranicznej. Później wyjechał do Nowego Jorku, a po śmierci żony, w roku 1956, przeprowadził się do Montrealu, gdzie mieszkał do śmierci. W jego powieści Afn Shpits fun a Mast wydanej w roku 1974 (edycja angielska: Ship of the Hunted, 1997), często pojawiają się wzmianki o Otwocku, w pobliżu którego ukrywali się bohaterowie powieści – Żydzi z warszawskiego getta. Elberg jest autorem 18 powieści i sztuk teatralnych, które tłumaczono na angielski, hebrajski i hiszpański. Otrzymał prestiżowe izraelskie nagrody literackie.

Inne ocalone przez Włodarczyków osoby – Rybakowie, Boraksowie i Róża Rozenzaft – nie utrzymywały z nimi kontaktu po wyjeździe z Polski. Włodarczykowie mieszkali do śmierci w Otwocku-Świdrze, przy ul. Kołłątaja.

1 września 1992 r. Instytut Yad Vashem uznał małżonków Piotra i Wiktorię Włodarczyków za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lech Wittig, Halina Wittig, z d. Rajewska

21 sie

 

Lech Wittig (1912-1990)
Halina Wittig, z domu Rajewska (ur. 1921)                

 

Lech Wittig i Halina Rajewska pobrali się w Szczebrzeszynie w grudniu 1941 r. Obydwoje byli zaangażowani w działalność konspiracyjną przeciw okupacji niemieckiej (w niektórych publikacjach pojawia się błędnie nazwisko: Witting).

Lech uczestniczył w kampanii wrześniowej, a później intensywnie działał w Armii Krajowej, m.in. w wywiadzie wojskowym i gospodarczym, przy szkoleniu młodzieży oraz w komórce ochrony i bezpieczeństwa lokali konspiracyjnych. Halina była znakomicie zapowiadającą się łyżwiarką figurową, ale musiała wybierać: albo sport, albo nauka. Świetnie znając język niemiecki, zdobywała w rodzinnym Poznaniu informacje od niemieckiej policji i ostrzegała rodaków o niebezpieczeństwie. Później działała w konspiracji w Warszawie. Jej losy są ciekawie opisane w książce Łukasza Modelskiego Dziewczyny wojenne.

W trakcie wesela Lecha i Haliny, w którym brało udział wielu działaczy polskiego podziemia, dotarło ostrzeżenie o zbliżającym się gestapo. Weselnikom udało się uciec do pobliskiego getta. Niestety, panna młoda została aresztowana. Najpierw przewieziono ją do ratusza w Szczebrzeszynie, następnie – już okropnie zmaltretowaną – na zamek w Lublinie, potem do siedziby gestapo w al. Szucha w Warszawie, a w końcu do więzienia na Pawiaku. Dopiero po około pół roku Halina odzyskała wolność.

Zamieszkali wraz z mężem w Otwocku, przy ulicy Moniuszki 2b, w dużym drewnianym wielorodzinnym domu. W tym mieszkaniu – wspomina Halina Wittig w książce Dziewczyny wojenne ­­– „mieliśmy bardzo dużo broni. Oficjalnie brat z mężem robili wody kolońskie dla wojska. […] Mieliśmy w Otwocku oszkloną werandę – daszek spadzisty i prosta ściana. Za tą ścianą były schowki, tam wkładaliśmy broń, która czasem szła dalej, czasem zostawała dla kursantów. […] Poza tym przechowywaliśmy jeszcze różnych takich ludzi, którym się paliło”.

Pewnego jesiennego wieczoru 1942 r. Halina Wittig  zauważyła leżące pod płotem ich domu dwa tobołki. Okazało się, że to dwójka dzieci w wieku około siedmiu i pięciu lat, bardzo wychudzonych, o semickich rysach twarzy. Pani Halina wspomina w wywiadzie dla portalu www.sprawiedliwi.org.pl, że spytała odruchowo, co tu robią. Usłyszała w odpowiedzi: „A mama nas zostawiła, że dobrzy ludzie nas zabiorą”. Wittigowie podjęli decyzję o zaopiekowaniu się rodzeństwem. Dzieci zostały nakarmione, umyte, ostrzyżone i położone spać w jednym z wolnych pokojów.

Na drugi dzień rankiem zjawiła się u Wittigów matka dzieci. Była tak wyczerpana i głodna, że zemdlała na progu. Otrzymała pomoc. Potwierdziło się, że zdesperowana Maria Spielrein – uciekinierka z warszawskiego getta – postanowiła zostawić swoje kilkuletnie dzieci, Ryszarda i Aleksandrę, pod płotem w nadziei, że ktoś obcy zaopiekuje się nimi. Ustalono, że dzieci zostaną u Wittigów na stałe, natomiast matka będzie przychodziła do domu nocować, a za dnia będzie pracowała jako handlarka.

Wittig wystarał się o dokumenty dla całej trójki na nazwisko Malinowscy. Spielreinowie mieszkali przy Moniuszki od 1942 do 1944 r. W sytuacjach zagrożenia dzieci chowały się w schowku za ścianą jednego z pokoi. Należało odsunąć boazerię i tam się ukryć. „Dzieci były nauczone, że jak tylko ktoś pukał, to się chowały w swoich kryjówkach” – wspomina Halina Wittig. Schowki te służyły oczywiście pierwotnie ukrywaniu pistoletów automatycznych „Błyskawica”, których obsługi Lech uczył akowską młodzież.

Musiały pojawić się także donosy, gdyż trzykrotnie w domu przy Moniuszki zjawiały się kontrole. Nikogo jednak nie znaleziono. Po ponad 40 latach Aleksandra Spielrein wspominała: „Pewnego razu, gdy zaszantażował nas szmalcownik, Wittigowie zgromadzili pieniądze niezbędne, aby przekupić szantażystów i w ten sposób niewątpliwie ocalili nasze życie”. Lech Wittig w relacji dla Żydowskiego Instytutu Historycznego stwierdził: „Daliśmy wówczas parę tysięcy – już nie pamiętam dokładnie, trzy czy pięć – i zegarek mojej żony. O tym szantażu złożyłem meldunek władzom Armii Krajowej i wizyta już się nie powtórzyła” (może to oznaczać, że szantażysta został zastrzelony przez polskie podziemie).

Pewnego dnia Aleksandra dostała wysokiej gorączki. Sprowadzono znajomego lekarza, który stwierdził ostre zapalenie ucha środkowego. Niezbędna była wizyta u specjalisty. By przewieźć dziewczynkę do Warszawy, zabandażowano jej prawie całą głowę, w celu ukrycia semickich rysów. Pojechał z nią Lech Wittig: „W Warszawie korzystałem z konspiracyjnego transportu – riksza i dorożka. Również wizyta lekarza miała miejsce w lokalu konspiracyjnym […]. Wróciliśmy [do Otwocka] szczęśliwie, ale do dzisiaj uważam tę wyprawę na jedną z najniebezpieczniejszych w czasie okupacji”. W kwestii tej „wyprawy” istnieje sprzeczność relacji źródłowych. Halina Wittig w książce Dziewczyny wojenne mówi, że chodziło o chłopca, a nie dziewczynkę, i o operację wyrostka robaczkowego. Ponieważ jednak sama Aleksandra Spielrein wspomina tę wyprawę, pisząc o problemach z uchem, musiało to dotyczyć właśnie jej.

Po wojnie, w 1946 r., Spielreinowie wyjechali najpierw do Szwecji, a potem do Australii. Maria Spielrein proponowała nawet Halinie Wittig wspólną emigrację, ale ta odmówiła. Dla Lecha bowiem wojna się nie skończyła – jako działacz podziemia został na trzy lata internowany w Związku Radzieckim (od 4 listopada 1944 r. do 21 listopada 1947 r.). Gdy wrócił do Warszawy, ważył 39 kg.

Po śmierci Marii urwał się wzajemny kontakt. Udało się go odnowić dopiero w roku 1981, gdy Wittigowie przy okazji wizyty w Australii przypadkowo odnaleźli Aleksandrę i Ryszarda. Wkrótce Ryszard zmarł, ale jego siostra, Alexandra Braden (z domu Spielrein), wystąpiła z wnioskiem o przyznanie medalu Sprawiedliwych Wittigom. Napisała: „doświadczaliśmy pomocy i wsparcia tych dwojga osób, którego udzielali hojnie i dobrowolnie, niekiedy poważnie ryzykując swoim życiem. […] Traktowali nas prawie jak własną rodzinę. Nigdy nie pojawiała się kwestia wynagrodzenia. Postępowali wobec nas tak jak chcieliby, żebyśmy my postępowali, gdyby sytuacja była odwrotna”.

19 marca 1987 Instytut Yad Vashem uznał Lecha i Halinę Wittigów za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Wręczenie medalu odbyło się 27 września 1989 r.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Andrzej Trojanowski (1905-1964)

21 sie

Andrzej Trojanowski był wybitnym lekarzem chirurgiem. Mieszkał z rodziną w Warszawie, ale był również blisko związany z Otwockiem, gdzie okresowo pracował i mieszkał.

Studia medyczne ukończył w Warszawie. Przed wojną i w czasie okupacji pracował w szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie. W latach 30. w okresach urlopowych dr Trojanowski pracował jako wolontariusz w Sanatorium im. Kazimierza i Bronisławy Dłuskich w Świdrze przy ulicy Majowej (obecnie siedziba Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego). Obok pracy zawodowej leczył nieodpłatnie warszawskich tramwajarzy, co uratowało mu później życie w czasie ulicznej łapanki. Motorniczy nie zatrzymał pojazdu mimo nakazu Niemców. „Wiozłem przecież naszego doktora” – wyjaśniał.

Podczas wojny dr Trojanowski współpracował blisko z polskim podziemiem, m.in. po Akcji pod Arsenałem opiekował się zmaltretowanym przez Niemców Jankiem Bytnarem, harcmistrzem Szarych Szeregów, ps. „Rudy”, odbitym wówczas z rąk okupanta. Współdziałał z konspiracyjnym Komitetem Porozumiewawczym Lekarzy Demokratów i Socjalistów na rzecz pomocy Żydom, zwłaszcza ze świata lekarskiego. Polscy lekarze zbierali pieniądze na pomoc swym żydowskim kolegom i pomagali im otrzymać aryjskie dokumenty.

Trojanowscy okresowo ukrywali w swoim warszawskim mieszkaniu Żydów, którzy potrzebowali pomocy (nie byli to wcale ich znajomi). Andrzej Trojanowski opiekował się również czwórką dzieci swego żydowskiego przyjaciela, umieszczając je w różnych bezpiecznych miejscach. Często w czasie wakacji dzieci te przebywały wraz z jego rodziną w Świdrze.

Jak wspominała Irena Sendlerowa, dr Trojanowski należał do „komórki opieki lekarskiej” w ramach Rady Pomocy Żydom „Żegota”. Jej członkowie nie tylko otaczali bieżącą opieką medyczną ukrywających się Żydów, ale także przeprowadzali operacje usuwające znamiona „niearyjskości” oraz mające ułatwić życie osobom, które posiadały tzw. zły wygląd. Andrzej Trojanowski był jednym z najaktywniejszych pod tym względem lekarzy.

Według książki Władysława Bartoszewskiego i Zofii Lewinówny Ten jest z ojczyzny mojej. Polacy z pomocą Żydom 1939-1945, dr Trojanowski przeprowadził prawdopodobnie około 50 operacji usuwających skutki obrzezania, kilka operacji nosa (z nosa garbatego potrafił zrobić szeroki, spłaszczony nos bokserski), podejmował się także operacji przypłaszczenia uszu. Operacje te były przeprowadzane w jego otwockim gabinecie, ale także w domach pacjentów.

W czasie Powstania Warszawskiego dr Trojanowski pracował w szpitalach polowych, ratując życie rannym powstańcom i żołnierzom. Jesienią 1944 r. dr  Trojanowski zamieszkał w Soplicowie pod Otwockiem, gdzie przebywała już cała jego rodzina: żona Stefania, dwie córki: Ewa i malutka Teresa oraz jego siostra Anna Solska z córką Ewą.

W Otwocku Andrzej Trojanowski podjął pracę w szpitalu powiatowym przy ul. Samorządowej. W latach 1945-1946 był tam dyrektorem i ordynatorem oddziału chirurgicznego. W roku 1947 wrócił do Warszawy, prowadził szpital na Żoliborzu, a później został docentem na warszawskiej Akademii Medycznej. W roku 1953 został dyrektorem Kliniki Chirurgii Instytutu Hematologii w Warszawie przy ul. Chocimskiej w Warszawie, gdzie pracował do końca życia. Cieszył się opinią lekarza, który „nigdy się nie spieszył, siadając przy łóżku chorego”. Zmarł nagle na serce w roku 1964, mając zaledwie 59 lat.

31 maja 1966 r. Instytut Yad Vashem uznał Andrzeja Trojanowskiego za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Aleksandra Szpakowska, z domu Siemiczajewska (1899-1981)

21 sie

Aleksandra Siemiczajewska urodziła się w Archangielsku w rodzinie polskich zesłańców. Wraz z mężem, Wacławem Szpakowskim (1883-1973), architektem, absolwentem Politechniki Ryskiej, wróciła do Warszawy.

Wacław był człowiekiem niezwykle utalentowanym – zasłynął także jako fotograf i pionier polskiej awangardy artystycznej. Był prekursorem sztuki geometrycznej. Zafascynowany nieskończonością linii, stworzył system linii rytmicznych. W 1912 r. wykonał Autoportret wielokrotny – sfotografował swoje odbicie w taflach dwóch luster jednocześnie, co dało iluzję oglądania tej samej postaci uchwyconej w jednym momencie z kilku różnych punktów widzenia. Dzieło to było wcześniejsze niż podobne eksperymenty Witkacego i Duchampa. Swoich rysunków Szpakowski przez ponad pół wieku nie pokazywał nikomu poza rodziną. Dziś są one eksponowane m.in. w warszawskim Muzeum Narodowym.

W 1935 r. inż. Szpakowski otrzymał posadę miejskiego architekta w Otwocku. Rodzina zamieszkała w pięknym wielorodzinnym drewnianym domu przy ul. Kościuszki 1 (dziś: Kościuszki 5). Aleksandra Szpakowska aktywnie działała w Caritasie i Polskim Czerwonym Krzyżu. W czasie wojny, wraz z mężem i synem Wojciechem, pani Aleksandra podjęła działalność konspiracyjną w Armii Krajowej, a córki: Antonina, Maria i Anna działały w Szarych Szeregach.

W sierpniu 1942 r. córka państwa Szpakowskich, Antonina, została ujęta przez Niemców w łapance i zatrzymana na posterunku policji polskiej. Pani Aleksandra przyszła do niej, powiadomiona przez komendanta Bronisława Marchlewicza, swojego sąsiada. Na komisariacie zobaczyła wystraszoną pięcioletnią żydowską dziewczynkę, która straciła matkę i brata w czasie likwidacji otwockiego getta. Pani Szpakowska, za zgodą komendanta Marchlewicza, postanowiła zabrać Marysię Osowiecką do siebie. Od ks. proboszcza Ludwika Wolskiego otrzymała dla Marysi fałszywą metrykę na nazwisko Halina Brzoza. Córki państwa Szpakowskich otrzymały nowe zadanie. „Naucz ją mówić, że nazywa się Halinka Brzoza” – wspomina po latach Anna Szpakowska-Kujawska. Szybko nauczyły również „Halinkę” pacierza.

Po krótkim pobycie dziecka u państwa Szpakowskich pani Aleksandra znalazła dla niej schronienie u sióstr elżbietanek w Otwocku, prowadzących sierociniec, w którym przebywały także dzieci żydowskie. Pani Szpakowska często odwiedzała małą „Halinkę” w sierocińcu. Za każdym razem, gdy dziewczynce zaczynało zagrażać niebezpieczeństwo, jej opiekunka starała się znaleźć dla niej nowe miejsce schronienia. Dzięki jej odwadze i poświęceniu dziewczynka przeżyła okres okupacji.

Po wojnie Marysię Osowiecką odnalazła starsza kuzynka, Hanna Kamińska, jedyny żyjącym członek rodziny. Kamińscy byli sąsiadami Szpakowskich i uciekając przez zagładą, pozostawili część swoich rzeczy pod opieką polskich sąsiadów. Hanna zabrała Marysię ze sobą do Francji. Marysia została tam adoptowana i mieszka do dziś, pod nazwiskiem Michele Donnet.

Uratowanie tej żydowskiej dziewczynki było możliwe dzięki ścisłej współpracy pani Szpakowskiej z innymi otwockimi Sprawiedliwymi – ks. Ludwikiem Wolskim, komendantem Bronisławem Marchlewiczem oraz siotrami elżbietankami. Zachował się list kuzynki małej Marysi, Hanny Kamińskiej, do ks. Wolskiego z podziękowaniem dla trzech wspomnianych osób za pomoc w ocaleniu dziewczynki (zob. 2 strona okładki tego wydania „Gazety Otwockiej”).

Po wojnie dla komunistów obciążeniem była AK-owska przeszłość Szpakowskich. Na przełomie lat 1944/1945 pan Wacław został aresztowany. Władze chciały wydobyć od niego, nawet torturami, informację o miejscu pobytu syna Wojciecha, który był poszukiwany przez Urząd Bezpieczeństwa jako „bandyta zagrażający nowemu ustrojowi”. Wojciech Szpakowski dowodził jedną z drużyn oddziału specjalnego „Fromczyn” Rejonu IV Otwock AK, a po wojnie dołączył do niepodległościowego ugrupowania majora „Zapory” walczącego na Lubelszczyźnie. Skazany na śmierć przez władzę ludową Wojciech Szpakowski postanowił uciekać z Polski i przedostać się do części Niemiec nadzorowanej przez Amerykanów. Został postrzelony w październiku 1945 r., po przekroczeniu granicy czechosłowackiej. Zmarł po trzech dniach. O jego śmierci Szpakowscy dowiedzieli się jednak dopiero po 14 latach, w 1959 r. Wcześniej mieli nadzieję, że przeżył, ale nie chcąc narażać rodziny, nie pisze listów z zagranicy…

Prześladowani Szpakowscy postanowili wyprowadzić się z Otwocka do Wrocławia, gdzie pozostali do końca życia. Wacław pracował tam jako architekt, Aleksandra – w opiece społecznej.

30 maja 2004 r. na wniosek Michele Donnet Instytut Yad Vashem uznał Aleksandrę Szpakowską za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata.

Wręczenie medalu Sprawiedliwej odbyło się w otwockim ratuszu 19 sierpnia 2004 r., w 62. rocznicę likwidacji otwockiego getta. Specjalnie na tę uroczystość przyjechały z Francji Hanna Kamińska-Goldfeld i Michele Donnet.

Dyplom odebrały córki pani Aleksandry – Maria Tawryczewska i Anna Kujawska. Obie panie naśladują talenty ojca. Anna Kujawska jest malarką i mieszka we Wrocławiu. Maria została architektem. Wróciła na „linię otwocką” i od 1985 r. mieszka w Aninie.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Albin Szerepko (1924-2000)

21 sie

Albin Szerepko pochodzi ze znanej karczewskiej rodziny. Podczas wojny, już na początku 1940 r., będąc uczniem gimnazjum kupieckiego w Warszawie, Albin wstąpił do podziemnego Związku Walki Zbrojnej (później Armii Krajowej) i przyjął pseudonim „Hrabia”.

Wkrótce Albin przeszedł szkolenie sabotażowo-dywersyjne i podziemny kurs szkoły podchorążych. Brał udział w akcjach sabotażowych, m.in. w niszczeniu niemieckich transportów kolejowych udających się na front wschodni. Był magazynierem broni konspiracyjnej przechowywanej na cmentarzu w Karczewie, m.in. w piwnicy kaplicy cmentarnej. Otrzymał stopień kaprala podchorążego i został dowódcą samodzielnej grupy działającej w ramach Kedywu (Kierownictwo Dywersji Komendy Głównej Armii Krajowej).

Przed wojną ojciec Albina, Henryk Szerepko, był kierowcą ciężarówki. Współpracował m.in. z żydowskim kupcem Wolfem Gontarskim z Otwocka. Gdy Niemcy wywozili otwockich i karczewskich Żydów do obozu zagłady w Treblince, żona Gontarskiego, Regina (Rywka), oraz ich dwaj synowie (11 i 9 lat) uciekli do Kołbieli. Kiedy getto w Kołbieli było likwidowane 27 września 1942 roku, Regina uciekła jeszcze raz – wróciła do Karczewa. Wolf postanowił przenieść synów do Szerepków, a żonę umieścić w pobliżu.

Rodzina Szerepków chętnie przyjęła chłopców do swego domu przy ul. Mickiewicza. Albin przygotował dla nich kryjówkę oraz przynosił im posiłki i wodę do mycia. Janek i Heniek (Icchak i Cwi) Gontarscy napisali po latach w zeznaniu dla Instytutu Yad Vashem: „Chcemy podkreślić ciepłe i serdeczne przyjęcie, jakiego doświadczyliśmy, […] pomimo zagrożenia życia całej rodziny Szerepków, gdyby Niemcy nas wykryli”.

W oświadczeniu dla Żydowskiego Instytutu Historycznego Albin i jego matka Janina napisali: „dawaliśmy im schronienie i wyżywienie, natomiast spanie – różnie – w domu i w stodole, gdzie było miejsce z przejściem na drugą ulicę Mińską [obecnie Armii Krajowej]. Było to w wielkiej tajemnicy. Trwało to od 1942 roku do czasu przyjścia wojsk rosyjskich […]. Te dwoje dzieci żydowskich było traktowane jak rodzina bez żadnych wynagrodzeń i zapłaty, […] robiliśmy to w stosunku dobrej woli do narodu i dzieci tak okrutnie prześladowanych przez Niemców hitlerowskich, choć my też ryzykowaliśmy życiem”.

Wkroczenie wojsk radzieckich pod koniec lipca 1944 r. i wyparcie Niemców ze wschodniego brzegu Wisły w drastycznie odmienny sposób wpłynęły na sytuację Gontarskich i Szerepków.

Bracia Gontarscy mogli wreszcie opuścić kryjówkę w gospodarstwie Szerepków. Dołączyli do matki, która przeżyła w ukryciu w sąsiedniej wiosce. Ich ojciec zmarł w warszawskim getcie. Chłopcy wraz z matką wkrótce wyemigrowali do Izraela, gdzie zamieszkali w kibucu.

Dla Albina Szerepki nastał natomiast okres najtrudniejszy. Po „wyzwoleniu” oddziały Armii Krajowej ujawniły się. Już jesienią 1944 roku Szerepko został jednak podstępnie aresztowany przez Rosjan. Około 10 osób przyszło do warsztatu samochodowego prowadzonego w Otwocku przez jego dziadka pod pretekstem naprawy auta. Albina zatrzymano i przesłuchiwano w otwockim sztabie NKWD przy ul. Reymonta. W listopadzie wraz z kolegami z AK został wywieziony na Syberię. Przebywał w łagrze w Szepietowie, gdzie traktowano więźniów wyjątkowo nieludzko. Wraz z nim znalazł się tam inny mieszkaniec Karczewa, który pomagał Żydom – Czesław Laskus (do tej pory oficjalnie nie otrzymał tytułu Sprawiedliwego).

Szerepko i Laskus wraz z kolegami wrócili z Syberii w 1947 r. W Polsce rządzonej przez komunistów czekała na nich z kolei nagonka jako na „reakcjonistów” z AK.

Albin Szerepko był aktywnym działaczem środowisk kombatanckich, prezesem karczewskiego koła Związku Bojowników o Wolność i Demokrację, współinicjatorem budowy licznych pomników i tablic pamiątkowych, m.in. pomnika ku czci ofiar poległych za wolność ojczyzny na rynku karczewskim. Pozostawił po sobie wiele opracowań historycznych i wspomnień dokumentujących wydarzenia, w których brał udział i których był świadkiem.

W swych wspomnieniach Albin Szerepko pomniejsza ten aspekt swojej działalności, za który otrzymał tytuł Sprawiedliwego. Pisze o jednorazowym uratowaniu życia braci Gontarskich, lecz nie o ich stałym ukrywaniu. Według jego relacji, w maju 1944 r. na stacji kolejki wąskotorowej w Otwocku wraz z Tadeuszem Malczewskim zobaczyli polskiego granatowego policjanta, który kogoś gonił z karabinem. Okazało się, że chciał zastrzelić dwóch chłopców żydowskich w wieku 7-9 lat, którzy żebrali w okolicy. „Trochę ich znałem – pisze Szerepko – ponieważ matka moja dość często ich karmiła i dawała im jedzenie na odchodne”. Obaj AK-owcy, którzy akurat byli uzbrojeni, zmusili policjanta do rezygnacji, zapowiadając mu, że ci chłopcy „muszą doczekać wolności”. Albin notuje, że skierował uratowanych chłopców do swojej matki. Pisze: „Otrzymałem od nich kilka listów i podziękowanie od ich matki z Jerozolimy oraz zdjęcie Janka i Heńka”. Szerepko wyjaśnia też, że ów granatowy policjant tłumaczył swą nienawiść wobec Żydów osobistymi krzywdami, których od nich doznał za Bugiem w 1939 r.

Szerepkowie i Gontarscy w Izraelu, zwłaszcza panie Janina Szerepko i Regina Gontarska, wymieniali bardzo serdeczne listy. Kontakt stał się trudniejszy, gdy rząd PRL w 1967 r., na polecenie Moskwy, zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem. „Korespondencja wracała z powrotem” niedostarczona do adresata – wspomina Albin Szerepko. Dopiero w wolnej Polsce, po 1989 r. udało mu się ponownie odnaleźć braci Gontarskich w Izraelu. Ci zaś wystąpili o uhonorowanie swych wybawicieli.

3 listopada 1992 r. Instytut Yad Vashem uznał Albina Szerepkę za Sprawiedliwego wśród Narodów Świata. Wniosek o nadanie tytułu obejmował także jego matkę Janinę, ale ostatecznie medal otrzymał tylko Albin.

W Karczewie do dziś mieszka żona Albina – Lucyna Szerepko (ur. 1928).  Podobnie jak mąż od 16 roku życia działała ona w ruchu oporu, m.in. w partyzantce i jako łączniczka Armii Krajowej.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Łucja Słonimska z d. Lisowska, Stefan Słonimski

21 sie

 

Łucja Słonimska z domu Lisowska (1905–1981)
Stefan Słonimski (1901-1977)

 

Małżonkowie Łucja i Stefan Słonimscy mieszkali w Otwocku przy ul. Szkolnej 26, a byli też właścicielami innych willi w Otwocku i Świdrze. Inżynier Słonimski był oficerem przedwojennej polskiej armii. Kilka rodzin żydowskich zbiegłych z gett w Warszawie, Otwocku i Będzinie – w sumie kilkanaście osób – doświadczyło ich pomocy.

Stefan Słonimski herbu Prawdzic był wnukiem powstańca z roku 1863, właściciela majątków Zburz nad Horyniem i Stara Lubomirka. Według relacji jego siostrzeńca, Lecha Prawdzic-Orlińskiego, jako 17-latek uciekł z domu i zgłosił się do oddziałów Wojska Polskiego w 1918 r. Jako młody ułan brał udział w walkach z Armią Czerwoną. Ciężko ranny przebywał w szpitalu w Wilnie. Gdy powrócił do domu, chory na tyfus, przeprosił ojca za ucieczkę, co ten skwitował słowami: „Synu, wstyd by mi było, gdybyś postąpił inaczej”.

W wolnej Polsce Stefan ukończył Szkołę Rolniczą w Warszawie, a następnie Instytut Techniczny w Liège i Politechnikę w Paryżu. Miał intratne propozycje pracy za granicą, ale powrócił do Polski, pracować dla Niepodległej.

Podczas okupacji Słonimski był oczywiście żołnierzem Armii Krajowej. Wraz z żoną przechowywali także Żydów – najpierw w swoich willach w Otwocku i Świdrze, a później w Warszawie. Pomagali znajomym i nieznajomym. Udzielali także w różnej formie wsparcia tym, których już nie mogli przyjąć pod swój dach.

Skutecznie udało się Słonimskim przechować spokrewnione ze sobą rodziny: Niewiażskich, Braudo, Aszów, Zawadzkich. Wiadomo też, że ukrywali mec. Rotbarda, rodzinę Jaweców i dziecko mec. Boraksa.

Obok publikujemy relację na ten temat dr. Salomona Niewiażskiego, żydowskiego prawnika pochodzącego z Łodzi. Gdy Niemcy w 1939 r. przyłączyli Łódź do Rzeszy, Niewiażski szybko stamtąd uciekł wraz z rodziną do Generalnej Guberni. Zamieszkali w Otwocku w willi Słonimskich.

Jak wspominał Jakub Braudo-Broniewicz w oświadczeniu z lutego 1947 r., pomoc Słonimskich „nie była sporadyczna, lecz trwała nieprzerwanie przez cały okres okupacji do wyzwolenia, jak również i po wyzwoleniu. Na skutek donosów i atmosfery małego miasteczka małżonkowie Słonimscy narażali się na rewizje i aresztowania […], które wprawdzie kończyły się bez konsekwencji, ale w czasie których małżonkowie Słonimscy ryzykowali życiem, składając świadomie kłamliwe oświadczenia, ratując w ten sposób ukryte osoby. W czasie likwidacji getta, zarówno w Karczewie, jak i Otwocku, wielu bezimiennych i nieszczęśliwych Żydów korzystało z doraźnej pomocy i bezinteresownego noclegu i aprowizacji oraz pieniędzy w mieszkaniu małżonków Słonimskich w Otwocku i Świdrze”.

Niestety, nie wszystko się udało. Niemcy zastrzelili ukrywaną przez Słonimskich w jednym z domów rodzinę Jaweców i małą Basię Boraks. Wokół tych wydarzeń powstały nawet opinie, że Słonimscy musieli współpracować z gestapo (skoro udało im się wyjść cało po zastrzeleniu Żydów, których przechowywali) albo że wzbogacali się na ukrywanych osobach. Na łamach prasy lokalnej pojawił się też przed 10 laty zarzut, że Słonimscy mogli być zainteresowani materialnie śmiercią Basi Boraks, a nawet jakoby szantażowali jej rodzinę. Powyższe zarzuty nie były jednak podparte żadnymi dowodami. Autor podkreślał: „Wszystko to są przypuszczenia”, pisał: „podobno” i „ponoć”.

Zarzuty te wydają się całkowicie niewiarygodne w porównaniu z ogromem dowodów świadczących o szlachetności Słonimskich. W archiwach Żydowskiego Instytutu Historycznego w Warszawie i Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie znaleźć można dokumenty potwierdzające heroiczną i bezinteresowną postawę państwa Słonimskich. Są to oświadczenia składane, nawet notarialnie, przez osoby ocalone dzięki Słonimskim lub przez instytucje żydowskie.

W ŻIH znaleźć można m.in. oświadczenie Komitetu Żydowskiego w Otwocku z 22 czerwca 1947 r., a więc oddające nastroje Żydów, którzy po wojnie wrócili do rodzinnego miasta. Czytamy w nim (zachowano pisownię oryginału): „ob. płk Stefan Słonimski wraz z Małżonką, zamieszkując w okresie okupacji w Otwocku, nieśli z narażeniem życia pomoc ludności żydowskiej zamkniętej w ghetto, a w okresie likwidacji ghetta dom ich służył za masowe schronisko dla nieszczęśliwych uciekinierów, gdzie otrzymywali pomoc materialną i życzliwą radę”. Komitet podkreśla, że Słonimscy „padali niejednokrotnie ofiarą szantażów i donosów do żandarmerii niemieckiej, w wyniku których byli dwukrotnie aresztowani. Jednak mimo terroru i groźby nie załamali się i nie wskazali miejsca ukrycia poszukiwanych”.

Specjalne zaświadczenie dotyczące Stefana Słonimskiego wydał 25 lipca 1960 r. dyrektor ŻIH prof. B. Mark. Czytamy w nim, że Słonimski „był prześladowany przez niemieckie władze okupacyjne jako oficer W.P. [Wojska Polskiego] i poświęcił się całkowicie pracy konspiracyjnej na odcinku zorganizowanej akcji pomocy dla prześladowanej przez okupanta ludności żydowskiej na terenie Warszawy i rejonu podwarszawskiego”. Polegało to na: „1. organizowaniu pomocy materialnej dla ludności gett Warszawy i okolicy; 2. wyciąganiu jej z gett; 3. załatwianiu lokali konspiracyjnych i fałszywych dokumentów dla swoich podopiecznych […]; 4. przerzucaniu tych ludzi do innych, bardziej bezpiecznych miejscowości; 5. ukrywaniu w swoich mieszkaniach zbiegów z gett”. Pracę tę „ob. Słonimski wraz ze swą żoną i matką wykonywał zupełnie bezinteresownie, jako patriota i człowiek humanitarny”.

Zastrzelenie Jaweców i Basi Boraks jest obecne w relacjach Żydów ocalonych przez Słonimskich. Adam Zawadzki wspomina, jak jesienią 1943 r. zauważył przez okno, że otwocki dom Słonimskich, w którym przebywa, otoczony jest przez żandarmerię (pisownia oryginalna): „Słyszałem dokładnie zapytanie skierowane do Ob. Słonimskiej przez dowodzącego oddziałem, czy w tej willi są Żydzi, na co Ob. Słonimska odpowiedziała stanowczo odmownie, narażając bez wątpienia swe życie, gdyby żandarmom wpadło na myśl sprawdzić. Po odejściu żandarmów z domu, w którym ja przebywałem, do sąsiedniego budynku, również na terenie posesji Ob. Słonimskich, okazało się, że w tamtym budynku Ob. Słonimscy ukrywali również rodzinę żydowską nazwiskiem Jawec, która jednakże nie zdołała ujść żandarmom i została przez nich rozstrzelana”. Po tym wydarzeniu Zawadzki, który nie posiadał dokumentów, został przeprowadzony przez Słonimskiego do willi w Świdrze, a później do Warszawy. Zapamiętał, jak w kwietniu 1944 r. Łucja Słonimska dotarła do warszawskiego mieszkania, w którym on się ukrywał, „w wielkiej rozpaczy opowiadając o rozstrzelaniu dziecka Adw. Boraksa”. Również Adam Zawadzki wspomina, jak dwukrotnie dzięki Słonimskiemu uciekł z rąk szantażystów w Warszawie – raz jego dobrodziej zapłacił okup, innym razem kazał mu szybko wyskoczyć z dorożki.

Jak zatem udało się Słonimskim ocalenie pomimo aresztowań, donosów, szantażów i szmalcowników? Odpowiedzi można się tylko domyślać. Najprawdopodobniej – tak jak w innych opisywanych tu przypadkach – chodziło o zapłacenie odpowiednio wysokiego okupu.

W Otwocku mieszkał siostrzeniec Słonimskiego, Lech Marian Orliński. Starał się nawet bezskutecznie o nadanie jednej z ulic imienia swego wuja. Wspominał on na łamach „Naszego Dziennika”, że po wojnie Słonimski najpierw walczył w szeregach Wojska Polskiego, otrzymując odznaczenia, a później został „odwołany z wojska, zdegradowany i osadzony w więzieniu”. Zarzucono mu przynależność do Armii Krajowej i… współpracę z Niemcami. Uratowały go interwencje Żydów przechowywanych przez niego w czasie wojny.

27 listopada 1997 r. Instytut Yad Vashem uznał Stefana i Łucję Słonimskich za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 

Fragment relacji dr. Salomona Niewiażskiego złożonej w Żydowskim Instytucie Historycznym

W dniu likwidacji Ghetta w Otwocku (19 sierpnia 1942) dzięki pomocy ob. Słonimskich, którzy dostarczyli do naszej dyspozycji mieszkanie, będące pod ich zarządem w Świdrze k. Otwocka, udało się zarówno mnie, jak i mojej rodzinie ujść z życiem.

W mieszkaniu tym ukrywaliśmy się do czasu, gdy padliśmy ofiarą szantażu i wówczas Ob. Słonimscy przenieśli nas do posiadanego przez nich mieszkania w Warszawie-Pradze przy ul. Stalowej 39/41, gdzie przebywałem do dnia 29 sierpnia 1944 […].

Rodzina moja pozostała nadal we wspomnianym mieszkaniu do chwili wkroczenia wojsk sowieckich, a to: ojciec mój, obecnie nieżyjący, a liczący wówczas lat 80, Jochel-Dawid; mój brat Szymon; siostra Eugenia (do czasu jej wyjazdu do Złotokłosa pod Warszawą), której mąż Jakub Braudo również przez krótki czas z nami przebywał, a później pod przybranym nazwiskiem „Broniewicz” wyjechał na roboty rolne do Niemiec; siostra moja Maria wraz z mężem Adamem Zawadzkim, którym w momencie likwidacji Ghetta w Będzinie udało się dobrnąć do Warszawy, znalazłszy również schronienie dzięki pomocy Ob. Słonimskich, oraz siostra moja Cecylia, zmarła w dniu 13 września 1944 od bomby w momencie zdobywania Pragi i później zmarły jej mąż Michał Asz.

Ja oraz wszystkie wymienione osoby zawdzięczamy swe ocalenie jedynie i wyłącznie pomocy okazanej nam przez Ob. Słonimskich, którzy nie zawahali się przez przeszło dwa lata mimo grożącego im niebezpieczeństwa przechowywać nas u siebie, kiedy to wszyscy byliśmy zdani w zupełności na ich łaskę. Postępowanie ich było wyłącznie bezinteresowne i nie żądali oni za swe poświęcenie żadnego wynagrodzenia. […]

Oprócz mojej rodziny przechowywali Ob. Słonimscy również i inne osoby narodowości żydowskiej, między innymi: Adwokata Rotbarda i dziecko Adw. Stanisława Boraksa, które zostało przez Niemców rozstrzelane.

Oświadczenie niniejsze składam, zgodnie ze swym sumieniem i stanem faktycznym.

 

Paryż, dnia 8 września 1947 r.
Zachowano pisownię oryginalną 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Irena Sendlerowa, z domu Krzyżanowska (1910-2008)

21 sie

Irena Krzyżanowska urodziła się w Warszawie 15 lutego 1910 r. Już w 1912 r. jej ojciec, młody lekarz Stanisław Krzyżanowski, postanowił przenieść się z rodziną do Otwocka. Decyzja ta była związana ze słabym zdrowiem małej Irenki, której służył tutejszy mikroklimat.

Wkrótce szwagier dr. Krzyżanowskiego, Jan Karbowski, kupił budynek z dużym terenem przy ulicy Kościuszki (obecnie: teren TKKF), na którym funkcjonowało sanatorium przeciwgruźlicze, drugie w Otwocku. Stanisław Krzyżanowski podjął się prowadzenia tego sanatorium. Rodzina Krzyżanowskich przez większość pobytu w Otwocku mieszkała przy sanatorium – w istniejącym do dziś, drewnianym, wielorodzinnym budynku przy ul. Kopernika 8 (jeszcze niedawno dom ten nosił adres: Kościuszki 21). Szybko zadomowili się w mieście – pan Stanisław został nawet wiceprezesem Towarzystwa Przyjaciół Otwocka. Pełnił też inne funkcje społeczne.

Dr Krzyżanowski – przekonany socjalista, członek Polskiej Partii Socjalistycznej – był znany w Otwocku z tego, że za darmo leczył biednych otwockich Żydów, których nie chcieli przyjmować nawet żydowscy lekarze. Jego ofiarność kosztowała go jednak życie – zaraził się od swoich pacjentów i w 1917 r. zmarł na tyfus, mając zaledwie 40 lat. Do wdowy przyszła wówczas delegacja z otwockiej gminy żydowskiej i zaproponowała ufundowanie stypendium na dalszą edukację 7-letniej Irenki. Janina Krzyżanowska uznała jednak, że taka pomoc nie będzie konieczna.

Trzy lata później Irena wraz z matką opuściły Otwock. Mieszkały w Tarczynie, a później do końca życia w Warszawie. Irena pracowała w opiece społecznej, naśladując poświęcenie i bezinteresowność swojego ojca. Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim, a podczas zajęć demonstracyjnie stała razem z żydowskimi koleżankami w proteście przeciwko gettu ławkowemu.

Podczas wojny, po utworzeniu Rady Pomocy Żydom „Żegota”, została jedną z jej głównych działaczek. Praca w Wydziale Opieki Społecznej umożliwiła jej prowadzenie działalności podziemnej. We wrześniu 1943 r. została kierowniczką referatu dziecięcego „Żegoty”. Działając pod konspiracyjnym pseudonimem „Jolanta”, różnymi sposobami wyprowadzała dzieci z getta. Dla każdego z nich zdobywano fałszywą metrykę urodzenia. Irena Sendler wykorzystywała swoje kontakty z sierocińcami i ochronkami, aby wysyłać do nich dzieci żydowskie. Wiele z nich trafiało do klasztorów żeńskich, także na terenie Otwocka i okolic. Część trafiała do polskich rodzin. W getcie Irena Sendlerowa zakładała opaskę z gwiazdą Dawida. Po pierwsze – by nie wyróżniać się z tłumu, po drugie – na znak solidarności z Żydami. Była świadkiem wstrząsającego marszu śmierci Janusza Korczaka z dziećmi.

20 października 1943 r., w dniu swoich imienin, została aresztowana przez gestapo. Była torturowana i skazana na śmierć. Koledzy z podziemia zdołali jednak przekupić Niemców na Pawiaku i „Jolanta” została wypuszczona, choć jej nazwisko figurowało już na plakatach z listą osób rozstrzelanych. Wróciła do swojej konspiracyjnej działalności, tym razem już pod zmienionym nazwiskiem Klara Dąbrowska.

Nie jest znana dokładna liczba dzieci żydowskich uratowanych przez dziecięcy referat „Żegoty” pod kierownictwem Ireny Sendlerowej. Zazwyczaj podaje się orientacyjną – zawrotną! – liczbę 2500 dzieci. Z pewnością pani Irena zasługuje na miano „matki dzieci Holokaustu”.

Po wojnie Irena Sendlerowa pracowała nadal w opiece społecznej. Współtworzyła domy dziecka i domy starców oraz dzienne pogotowia dla dzieci. W 1949, będąc w zaawansowanej ciąży, była przesłuchiwana przez Urząd Bezpieczeństwa. Urodzone przedwcześnie dziecko wkrótce zmarło. Przedwcześnie, w wieku 48 lat, umarł także jej drugi syn Adam. Żyje córka Janina Zgrzembska.

Irena Sendler została uznana przez Instytut Yad Vashem za Sprawiedliwą wśród Narodów Świata 19 października 1965 roku, ale dopiero w 1983 r. otrzymała paszport i wtedy mogła zasadzić swoje drzewko cedrowe w Ogrodzie Sprawiedliwych w Jerozolimie. Później, w 1991 r., otrzymała także honorowe obywatelstwo Państwa Izrael. Drzewko zasadzone przez Irenę Sendlerową rośnie na samym początku pięknej Alei Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – w wąskim gronie czterech osób, szczególnie wyróżnionych. – obok szwedzkiego dyplomaty Raoula Waldenberga, działaczego holenderskiego podziemia Arnolda Douwesa oraz francuskiego pastora André Trocmé i jego żony Magdy.

Przez długie lata jej nazwisko nic nie mówiło większości Polaków, także mieszkańcom Otwocka. Sytuację przełamało dopiero zaangażowanie amerykańskich gimnazjalistek, które przygotowały o niej sztukę teatralną A Life in a Jar („Życie w słoiku”). Tytuł sztuki nawiązywał do sporządzanej skrupulatnie przez Irenę listy prawdziwych i fikcyjnych nazwisk dzieci żydowskich, chciała ona bowiem, aby po wojnie dzieci mogły odzyskać swą pierwotną tożsamość (w rzeczywistości listę tę, spisaną na cienkich bibułkach, Irena umieściła w butelce, a nie w słoiku).

W 2003 r. otrzymała najwyższe polskie odznaczenie państwowe – Order Orła Białego, a w 2007 r. Order Uśmiechu. Powiedziała, że to odznaczenie od dzieci, jakim jest Order Uśmiechu, jest dla niej największym szczęściem obok listu od papieża Jana Pawła II i tytułu Sprawiedliwej wśród Narodów Świata. Była też nominowana do pokojowej Nagrody Nobla.

Mimo tych – równie licznych i zasłużonych, co spóźnionych – zaszczytów pani Irena pozostała do końca życia osobą niezwykle skromną. Mówiła: „Nic bym sama nie zrobiła”, wskazując na długi ciąg współpracowników. Unikała wielkich słów, jak „odwaga” czy „bohaterstwo”. Mówiła, że spełniała tylko swoją moralną powinność, idąc za głosem sumienia. Denerwowała się, gdy niektórzy politycy próbowali wykorzystać jej osobę do ukrywania mniej przychylnych postaw Polaków wobec Żydów, także podczas wojny: niechęci czy wręcz wrogości. Mówiła wtedy z goryczą: „Chcą sobie ze mnie zrobić parawan”. Miała świadomość, że „po Jedwabnem potrzebny jest bohater”.

Często wspominała otwockie sosny i lata dzieciństwa wśród nich spędzone. Mówiła: „Otwock to cząstka mego serca”. To tutaj często znajdowała schronienie dla dzieci, których nie udało się nigdzie umieścić w Warszawie. W Otwocku ukrywał się późniejszy drugi mąż Ireny, Stefan Zgrzembski (zob. notka o innej Sprawiedliwej, Marii Kukulskiej). Pod koniec życia serdecznie przyjaźniła się z otwocczanką, Jolantą Barańską, prezes Towarzystwa Przyjaciół Otwocka, i jej córką Agatą. Gdy zmarła 12 maja 2008 r., w wieku ponad 98 lat, kazanie na jej pogrzebie wygłosił ks. Wojciech Lemański, współinicjator powstania Społecznego Komitetu Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich. Powiedział wtedy, że spotkanie z nią „było jak dotknięcie skrzydła anioła dobroci”.

18 września 2008 r. Rada Miasta Otwocka nadała pośmiertnie Irenie Sendlerowej tytuł honorowego obywatela miasta Otwocka. Wręczenie tego tytułu – na ręce córki, Janiny Zgrzemsbkiej – odbyło się półtora roku później, 15 marca 2010 r. 22 października tego samego roku imię Ireny Sendlerowej przyjęło – z inicjatywy uczniów – otwockie Gimnazjum nr 2. Jak wspomina Jolanta Barańska, ze wszystkich zaszczytów największą radość sprawiało pani Irenie właśnie nazywanie szkół jej imieniem. To uznawała za najpiękniejszy pomnik.

O Irenie Sendlerowej powstają obecnie i książki, i filmy. Jej imię nosi też nagroda „Za naprawianie świata” przyznawana nauczycielom w Polsce i USA, którzy „uczą i wychowują zgodnie z wartościami wyznawanymi przez Irenę Sendlerową, czyli w duchu szacunku dla wszystkich ludzi i niesienia pomocy potrzebującym”.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Stefan Ryniewicz, Bronisława Ryniewicz, z d. Kieliszczyk, Danuta Korzanecka, z d. Ryniewicz, Maria Jankowska, z d. Ryniewicz, Helena Gos, z d. Ryniewicz

21 sie

 

Stefan Ryniewicz (1889-1971)
Bronisława Ryniewicz, z domu Kieliszczyk (1883-1959)
Danuta Korzanecka, z domu Ryniewicz (ur. 1921)
Maria Jankowska, z domu Ryniewicz (ur. 1929)
Helena Gos, z domu Ryniewicz (1932-1960)

 

Przed wojną Bronisława i Stefan Ryniewiczowie mieszkali w Siennicy, niedaleko Mińska Mazowieckiego. Prowadzili tam sklep spożywczy.

Mieli pięcioro dzieci: cztery córki, z których jedna umarła jako dziecko, oraz jednego syna, Tadeusza, który był podchorążym Wojska Polskiego. Podczas wojny działał w Armii Krajowej. W październiku 1941 roku aresztowany przez Niemców i przewieziony na Pawiak. Stamtąd po 6 miesiącach wywieziono go do obozu w Oświęcimiu, a potem do Mautthausen, gdzie w lutym 1943 zmarł, mając 25 lat.

Najstarsza córka Ryniewiczów, Danuta Korzanecka wspomina w wywiadzie dla portalu www.sprawiedliwi.org.pl: „My bardzo dobrze żeśmy żyli [z Żydami], w szkole nas tak wychowywano, że to są tacy sami ludzie jak i my, i trzeba ich szanować”.

Zaraz po rozpoczęciu wojny dom Ryniewiczów spłonął. Zimę 1939 r. spędzili u znajomej. Na początku 1940 r. przenieśli się do domku gospodarczego na granicy Świdra i Otwocka, przy ulicy Słowackiego 1 (obecnie: Kołłątaja 15), w pobliżu getta otwockiego. Stefan zbudował ten dom jeszcze przed wojną. Składał się z pokoju i kuchni, trzecia, niewykończona izba początkowo służyła jako chlew. Ryniewicz zarabiał na życie, zajmując się szmuglowaniem żywności do Warszawy.

W tym budynku przez 22 miesiące – od października 1942 r. do lipca 1944 r. –Ryniewiczowie udzielali schronienia Pinkusowi Messingowi i Racheli Kiejzman. Obojgu udało się zbiec 19 sierpnia 1942 r. podczas akcji „likwidacji getta”. W październiku Pinkus zjawił się w nocy u Ryniewiczów, prosząc o schronienie dla siebie i swej przyjaciółki. Znał tę rodzinę, ponieważ wcześniej razem szmuglowali mięso.

Bronisława i Stefan zgodzili się ukryć uciekinierów. Para spędziła prawie dwa lata w specjalnej piwniczce wykopanej przez Ryniewicza pod niewykończoną izbą. Kryjówkę tak opisuje jego najstarsza córka Danuta: „Wejścia do piwnicy nie było, był tylko otwór o średnicy około trzydzieści centymetrów, przez który podawało się jedzenie i odbierało nieczystości”. Zajmowały się tym Danuta, Maria i Helena. Otwór zakrywano płytą chodnikową i gnojem.

Zadanie było niebezpieczne. Raz do Ryniewiczów przyszedł niemiecki żandarm poszukujący ukrywających się Żydów. Całe szczęście, nikogo nie znalazł. Druga córka Ryniewiczów Maria wspomina w wywiadzie dla portalu „Polscy Sprawiedliwi”: „jako dziewczyny to musiałyśmy uważać, żeby się nie wygadać gdzieś koleżankom czy komuś w szkole”. W szczególny sposób córki musiały wykazać się odpowiedzialnością, gdy matka przez 6 tygodni przebywała w szpitalu w Warszawie, po wypadku samochodowym.

Pinkus i Rachela praktycznie nie opuszczali swej kryjówki. Jedynie w nocy Pinkus wychodził na zewnątrz, zaczerpnąć powietrza. Pewnego razu zobaczyła go – i rozpoznała – sąsiadka Ryniewiczów. Nikomu się jednak do tego nie przyznała. Dopiero po wojnie powiedziała o tym Ryniewiczom. Danuta dziękowała jej, że ich nie zadenuncjowała, na co sąsiadka z oburzeniem odpowiedziała: „Jak ja bym mogła? Jak ja bym mogła?”. Niestety, jak wspomina Maria Jankowska „w okolicy były rodziny, którym nie można było wierzyć i tego się obawialiśmy bardzo, żeby ktoś z tych ludzi złych nie zauważył go”.

Pinkus i Rachela przeżyli wojnę, pobrali się i wyjechali z Polski. Ostatecznie osiedlili się w Nowym Jorku. Bardzo rzadko kontaktowali się ze swymi opiekunami.

Ryniewiczowie pozostali w Otwocku. Zaraz po wojnie najstarsza córka Danuta wyjechała do Jeleniej Góry, gdzie spędziła kilkanaście lat. Skończyła liceum pedagogiczne, została nauczycielką. W latach 60. wróciła w rodzinne strony i do dziś mieszka w Otwocku. Jej siostra Maria mieszka w Warszawie. Helena zmarła przedwcześnie.

W 1988 r. Messingowie wystąpili o uhonorowanie rodziny Ryniewiczów. 6 lipca 1992 r. Instytut Yad Vashem uznał małżonków Stefana i Bronisławę Ryniewiczów oraz ich trzy córki – Danutę Korzanecką, Marię Jankowską i Helenę Gos – za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Zasadniczo osoby niepełnoletnie podczas wojny nie otrzymują medalu Sprawiedliwych. W tym przypadku Instytut Yad Vashem uczynił jednak wyjątek, zapewne dlatego że świadome zaangażowanie wszystkich córek Ryniewiczów było niezbędnym warunkiem przeżycia obojga ukrywanych Żydów.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jan Rekłajtis, Stanisław Rekłajtis, Romana Rekłajtis, z d. Grzybowska, Ludwika Grzybowska, z d. Brandt, Tadeusz Zabokrzecki

21 sie

 

Jan Rekłajtis (1869-1954)
Stanisław Rekłajtis (1903-1955)
Romana Rekłajtis, z domu Grzybowska (1908-2003)
Ludwika Grzybowska, z domu Brandt (1880-1964)
Tadeusz Zabokrzecki (1905-2000)

 

Willa „Julianówka” mieściła się w Świdrze przy ul. Górnej 2, tuż obok otwockiego getta. Wybudował ją Julian Grzybowski. Na terenie posesji znajdowały się poza tym dwa domy letniskowe.

Podczas wojny na stałe mieszkali w „Julianówce”: Ludwika Grzybowska, wdowa po Julianie; jej córka Romana z mężem Stanisławem Rekłajtisem i z dwiema córkami; oraz ojciec Stanisława, Jan Rekłajtis (w publikacjach spotykana jest też mylna pisownia nazwiska: Rekrajtis). Ponadto w domu tym przebywał także przyjaciel Stanisława, Tadeusz Zabokrzecki, działacz konspiracyjny ukrywający się przed gestapo. W domach letniskowych mieszkali natomiast lokatorzy.

Przed wojną pokoje od Ludwiki Grzybowskiej wynajmowała rodzina żydowskiego krawca z Warszawy Abrahama Blendowskiego. I oto w maju 1943 r., tuż po powstaniu w getcie warszawskim, zgłosiła się do pani Grzybowskiej córka Blendowskich, 23-letnia Edwarda, prosząc o pomoc dla siebie i swojej rodziny, która uciekła z getta warszawskiego i obecnie ukrywa się w zaroślach nad rzeką Świder. Byli to: rodzice Abraham i Regina oraz córki: Edwarda, Ita i Sabina.

Po krótkiej naradzie w rodzinie, przy współudziale Zabokrzeckiego, uzgodniono, że trzeba im pomóc, udzielając tymczasowego schronienia. Romana Rekłajtis tak to wspominała w relacji dla Żydowskiego Instytutu Historycznego spisanej w 1984 r.: „Początkowo schronili się u nas wszyscy, ale ukrywanie pięciu osób przez dłuższy okres w małym jednorodzinnym domu było zbyt ryzykowne i wprost niemożliwe, ponieważ na naszym placu znajdowały się jeszcze dwa większe domy mieszkalne i stróżówka zamieszkałe przez lokatorów – częściowo ludzi obcych, wścibskich i niepewnych”.

Wtedy Blendowscy podzielili się. 25-letnia Sabina i 18-letnia Ita, mające „dobry wygląd”, zajęły się sprzedażą pieczywa, aby zarobić na życie. Abraham kilka razy wracał do Rekłajtisów na dłuższy pobyt. Gdy Sabina i Ita były już w stanie wynająć mieszkanie w pobliskim Michalinie, sprowadziły do siebie rodziców. Według relacji Zabokrzeckiego, podczas nieobecności córek rodzice musieli tam „cicho siedzieć w piwnicy, bowiem w sąsiednim domu mieszkał bardzo niepewny dozorca, który interesował się, dlaczego mają zasłonki w oknie”. U Rekłajtisów przez cały czas wojny pozostała Edwarda Blendowska. Po wkroczeniu wojsk radzieckich pod koniec lipca 1944 r. Edwarda mieszkała u Rekłajtisów już jawnie, aż do oswobodzenia od Niemców lewobrzeżnej Warszawy w styczniu 1945 r.

Cała piątka Polaków doskonale zdawała sobie sprawę z zagrożenia. Tadeusz Zabokrzecki pisał w relacji dla ŻIH: „na linii otwockiej ustawicznie szalało gestapo, poszukując ukrywających się Żydów”. Romana Rekłajtis wspomina: „Nie byliśmy pewni dnia ani nocy wobec odbywających się dookoła częstych rewizji i łapanek w poszukiwaniu ukrywających się na linii otwockiej Żydów”.

Prawie cała rodzina Blendowskich przeżyła wojnę. Jedynie Regina nie doczekała wyzwolenia. Po wojnie Blendowscy mieszkali przez pewien czas w Wałbrzychu, a później wyemigrowali z Polski do Izraela, gdzie Abraham pracował w urzędzie celnym. Następnie córki wyszły za mąż i rozjechały się po świecie: Sabina (Grynberg) do USA, Ita (Goldberg) do Australii. Edwarda (Geminder) pozostała w Izraelu. Każda z nich miała po troje dzieci.

19 grudnia 1985 r. Instytut Yad Vashem uznał Jana, Stanisława i Romanę Rekłajtisów, Ludwikę Grzybowską oraz Tadeusza Zabokrzeckiego za Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Rodziny Rekłajtisów i Blendowskich pozostają do dziś w kontakcie. Córka Romany i Stanisława, Agnieszka Zawada, pamięta, że w stanie wojennym pierwsza paczka z zagranicy, jaką otrzymała jej rodzina, pochodziła od Blendowskich.

Z pięciorga Sprawiedliwych najdłużej żyła Romana Rekłajtis – mieszkając w Falenicy przy ulicy Walcowniczej, przeżyła 95 lat. Tadeusz Zabokrzecki mieszkał w Warszawie. Jego słowa mogą być dobrym podsumowaniem tej historii: „Świadomość, że udział mój przyczynił się do ocalenia rodziny Blendowskich jest dla mnie największą satysfakcją, jakiej doznałem w moim życiu”.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Jan Raczkowski (1914-1990)

21 sie

Ks. Jan Raczkowski był wikariuszem otwockiej parafii św. Wincentego à Paulo w czasie II wojny światowej, zarazem kapelanem Szarych Szeregów i Armii Krajowej. Bezpośrednio angażował się w niesienie pomocy Żydom.

Wedle wspomnień otwocczan ks. Raczkowski przechowywał Żydów u swoich najbliższych, przekonywał parafian o potrzebie ratowania żydowskich współobywateli, wspierał finansowo rodziny ukrywające Żydów, w razie zagrożenia wyszukiwał nowe miejsca ukrycia. Z ambony gromił szantażystów i szmalcowników. Jego kazania o tym, że nie wolno zabijać ludzi, pamięta m.in. Batia Cytryn (dziś: Batia Goldfarb, obywatelka Izraela), otwocka Żydówka, która wówczas udawała polską katolicką dziewczynę i chodziła do kościoła.

W książce „Dzieci Holocaustu mówią” przeczytać można charakterystyczne wspomnienie Joanny Kaltman, ukrywanej jako dziecko w Otwocku. Wspomina ona, jak jej katecheta, ks. Raczkowski, potajemnie wręczał jej fałszywe kartki od spowiedzi, które potem ona już oficjalnie przekazywała mu przy innych dzieciach, co dowodzić miało jej (udawanej) katolickości. Kaltman pisze tam również, że – jak się dowiedziała później – w tym samym czasie ks. Jan Raczkowski przechowywał na plebanii panią Różycką z synem, którzy uciekli z getta.

W zeznaniu złożonym w Instytucie Yad Vashem w Jerozolimie w 1964 r. uratowana w Otwocku Miriam Weczer Thau pisała: „Pragnę tu podkreślić, że stary proboszcz kościoła otwockiego i jego pomocnik ksiądz wikary (nazwisk nie pamiętam) uratowali życie wielu żydowskich dzieci, chrzcząc je i wydając im metryki kościelne”.

Ks. Jan Raczkowski otrzymał odznaczenie na wniosek mieszkającej w Izraelu, a urodzonej w Warszawie, Hanny Pinkert-Langer. Jej rodzina w czasie wojny mieszkała w otwockim getcie, lecz przeczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo, postanowiła znaleźć bezpieczne schronienie po tzw. aryjskiej stronie. Pinkertowie i Wilnerowie – w sumie 5 osób – zwrócili się o pomoc do swoich sąsiadek mieszkających w Otwocku: Zofii Sydry i jej siostry Czesławy Dietrich.  Dzięki ich zaangażowaniu udało się znaleźć bezpieczne lokum u Antoniego Serafina, również otwocczanina. Serafin bezinteresownie ukrywał w swoim domu 10 żydowskich uciekinierów. W tym trudnym i śmiertelnie niebezpiecznym zadaniu wspierali go księża z otwockiej parafii św. Wincentego à Paulo: proboszcz ks. Ludwik Wolski (odznaczony przez Yad Vashem w 2008 r.) oraz wikary ks. Jan Raczkowski. Obaj kapłani byli organizatorami niesienia pomocy Żydom w miasteczku – wystawiali metryki chrztu i aranżowali miejsca ukrycia wśród swoich parafian.

 

Opracowanie: Zbigniew Nosowski
Społeczny Komitet Pamięci Żydów Otwockich i Karczewskich

 

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii